johnkelly napisał(a):
Raffi napisał(a):
Zgoda. Przed samą maskę pieszy włazić nie powinien. Przed samą dla mnie równa się mniej niż 10-15m, bo w takiej odległości auto faktycznie ma problem zahamować z 50km/h (zakładam że jeździmy z dopuszczalną prędkością).
Z opisu wynika, że to było kroć mniej.
Nie byłem z miarką, nie mierzyłem. Nie będę się wypowiadał, czy to było 5m, czy 25m. Z resztą już na samym początku, w pierwszym moim poście napisałem, że zakładam, że tym razem to rzeczywiście było wtargnięcie.
johnkelly napisał(a):
Raffi napisał(a):
Powyżej tej odległości od maski to już nie wtargnięcie, a zwykłe wejście na jezdnie. Które ja również uprawiam - inaczej mógłbym chodzić po przejściach bez sygnalizacji tylko nocą.
A i fajnie, że napisałeś o podnoszeniu ręki przez pieszego. To faktycznie działa - sam nierzadko to robię przed wejściem na jezdnię, gdy widzę, że kierowca może nie wiedzieć czy wejdę czy nie. W ten sposób rozwiewam wątpliwości, upewniam kierowcę co do moich zamiarów, daję czas na reakcję (hamowanie).
I przez szesnaście lat tylko raz tego doświadczyłem. Za to debat o wyższosci praw niekierowcy na drodzie tylko w tym roku już kilka.
Tzn podniesienia ręki tylko raz doświadczyłeś? Czy nie wtargnięcia pod koła? Pytam bez złośliwości, po prostu nie zrozumiałem.
Jeżeli podnoszenia ręki, to jest to coś, co imo warto propagować.
johnkelly napisał(a):
Nie uważasz, że coś tu jest nie tak?
Prawdę mówiąc to nie. Tak samo jak na forum tuningowym nie zdziwi mnie narzekanie na rowerzystów jako zawalidrogi 5x w roku, przy jednoczesnym braku ważnej i oczywistej informacji, że na przejeździe rowerowym rowerzysta może jechać na rowerze i nie musi go prowadzić. Tak to po prostu jest i, choćbyśmy chcieli by było inaczej, nie zmienimy tego

johnkelly napisał(a):
To była przeciwwaga dla mordercy-kierowcy - taki rowerzysta-samobójca.
IMO niepotrzebna. To znaczy, to też ciekawy temat zapewne na dyskusję, ale mieszanie tych dwóch tematów może prowadzić do zbędnych nieporozumień i emocji. O rowerzystach-samobójcach możemy zawsze porozmawiać w oddzielnym wątku jak masz chęć. Mam w tym temacie duże doświadczenie

Z resztą moje zdanie na ten temat znasz jak nie z forum, to z TVN24, gdzie komentowałem takie zachowanie.
johnkelly napisał(a):
Przepraszam, ale ja czegoś nie rozumiam w takim razie. Kierowca na podwójnym gazie jest wszędzie traktowany bezwzględnie, zwłaszcza gdy spowoduje wypadek. Natomiast nawalony pieszy jest pod szczególną ochroną?
Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, w praktyce tak właśnie jest. Kierowcy, czy rowerzyście zakazuje się picia i prowadzenia. Są za to kary, nawet więzienie. Pieszy może się nawalić do woli i w myśl przepisów nadal wolno Mu chodzić przez przejścia dla pieszych zupełnie legalnie. Nie wiem czemu tak jest (może dlatego, że bez tego nie można by pójść do pubu), ale tak jest i tego nie zmienimy.
Trudno wymagać od pieszego trzeźwości i trzeźwej decyzji, skoro nie zakazuje mu się picia. Z resztą to niewiele by dało - prócz nietrzeźwych problemy z rozumowaniem maja np dzieci i młodzież. Im tez byś musiał zakazać chodzenia.
johnkelly napisał(a):
Pomijam pozostałych bo niepełnosprawnym mozna zapewnić odpowiednią infrastrukturę (gadające przejścia, "czopki" przy krawędziach, zjazdy)
Może i można zapewnić infrastrukturę, może i nie. Na razie na wielu drogach przez wsi nie mamy nawet chodników, więc o gadających przejściach, czopkach przy nich, czy odpowiednich zjazdach nie mamy co mówić. Brakuje dużo bardziej elementarnych rzeczy - mimo że obu nam się to nie podoba.
Tym niemniej jednak prawo Polskie mówi, że niewidomy z laską może sobie łazić w zasadzie jak chce i już na sam jego widok w okolicy jezdni powinieneś zachować szczególną ostrożność i w razie potrzeby zatrzymać się. Nawet gdy przechodzi poza przejściem dla pieszych.
Dlatego też w okolicach szkół dla niepełnosprawnych stawiane są znaki informujące o tym, że osoby niesłyszące, niewidome itp mogą się pojawić na drodze - one też zobowiązują do szczególnej ostrożności.
W ten sposób właśnie zapewnia się dodatkową ochronę prawną tej osobie, która nie jest czasem w stanie ochronić się sama w sposób fizyczny (czyli dbając by nie wejść Ci bezpośrednio pod koła).
johnkelly napisał(a):
Wracając do pijanego - przecież ten jest szczególnie nieobliczalny.
Jest nieobliczalny - zgoda. Ale czy szczególnie nieobliczalny? Nie sądzę, by był bardziej nieobliczalny niż np dziecko idące skrajem drogi. Nie sądzę, by był bardziej nieobliczalny niż matka, która właśnie usłyszała, że Jej dziecko zemdlało dwie ulice dalej i zaczęła biec do niego nie bacząc na własne bezpieczeństwo. Kierowca, który w szoku po wypadku łazi w te i wewte się po drodze POMIMO próśb osób starających się Mu pomóc (sytuacja z ostatniej mojej wycieczki rowerowej).
Ludzie są nieobliczalni z wielu powodów - tu nie ma reguły, że jedni są bardziej, a inni mniej nieobliczalni. Po prostu czasem bywają nieobliczalni - jakkolwiek byśmy mocno nie pragnęli by tak nie było. Pytanie tylko, czy pozwolimy by ginęli z powodu nieobliczalności, czy damy im szansę. Powiedzmy to wprost - śmierć byłaby sprawiedliwa. Należy Im się za głupotę, nieobliczalność. Ale czy na pewno tego właśnie chcemy?
johnkelly napisał(a):
W tej całej dyskusji pomijany jest jeden aspekt (nieśmiało zasygnalizowany przeze mnie wcześniej, i przez ciebie wyżej) - intencji pieszego.
Podejrzewam, że to jest pomijane dlatego, że intencję ciężko zbadać, zmierzyć. Jeden wchodzi na pasy pod koła, bo właśnie zadzwonił Mu telefon, że Jego dom się pali i biegnie tam czym prędzej zupełnie nie patrząc co się dzieje. Inny włazi na przejście z miną "przejedź mnie, to Ci dopiero pokażę". Jeszcze inny po prostu nie zauważa samochodu, albo nie rozumie (efekt braku wychowania komunikacyjnego w szkołach), że do wyhamowania potrzeba miejsca.
I nigdy, ale to nigdy nie możesz być pewny co tak naprawdę kierowało wchodzącym pod koła - dopóki sam Ci tego nie powie. Tak jak pieszy nigdy nie będzie pewny Twoich intencji i motywów - przejechałeś, bo wiedziałeś, że nie wyhamujesz, czy dlatego, że Ci się nie chciało. Hamowałeś z piskiem, bo to było konieczne, czy by wystraszyć. Oni tego nie wiedzą, więc czasem reagują głupio. I tak będzie dalej.
Ja za kierownicą wolę zakładać, że ludźmi nie kieruje czysta złośliwość - zarówno jeżeli chodzi o pieszych, rowerzystów, jak i kierowców. Oszczędza mi to wielu nerwów.
johnkelly napisał(a):
Kierowca nie jest duchem świętym i nie wie co chce zrobić pieszy jeśli ten stoi przy krawędzi przejścia i nie przechodzi jeśli była taka możliwość a rusza dopiero gdy już nie ma jak hamować.
Zasada w przepisach polskich mówi - nie wiesz co robić, nie rób nic. Nie wjeżdżaj na skrzyżowanie, nie wchodź na przejście, nie wykonuj manewru np wyprzedzania - tylko zachowaj szczególną ostrożność (w praktyce zwolnij i przygotuj się do nagłego hamowania).
Widzisz pieszego przy przejściu? Nie wiesz, co zrobi? A przepuść go. Zajmie Ci to kilka sekund. W zamian masz 100% szansy, że wtedy nie dojdzie do wypadku. Stojące auto jeszcze nigdy nikogo nie przejechało. Masz też sporą szansę, że pieszy nie wbiegnie nagle pod koła auta za Tobą (co oczywiście nie byłoby Twoją winą - tym niemniej może uratujesz głupkowi życie).
johnkelly napisał(a):
Współżycie na drodze winno gwarantować jakąś równowagę i praw, i zachowań. Pijany jest nieobliczalny i ja mam ponosić odpowiedzialność, nawet karną, za to, że mi taki w delirium wymaszeruje przed maskę? Nie dziękuję.
Nie tylko pijany jest nieobliczalny. Ostatnio kumpel miał wypadek. Potrącił Kobietę. Trzeźwą, pełnosprawną. Była na pasach. Weszła na nie, gdy był jeszcze daleko, była doskonale widoczna, a On miał czas na wszystko. Wyliczył sobie (jak każdy kierowca), że spokojnie się "rozminą", a On tylko zwalniając nieco przejedzie sobie za nią zachowując odpowiedni odstęp. Teoretycznie ok - nie ma wymuszenia, Kobieta sobie przechodzi, więc pierwszeństwo zachowane, a on nie musi się od nowa rozpędzać. Wszystko wspaniale. Płynnie, logicznie, bezpiecznie. Ale Kobieta widząc, że On nie staje, nagle przestraszyła się że zostanie rozjechana. Zrobiła dwa susy w tył - wprost pod koła pojazdu kumpla.
Nie możemy zakładać na drodze, że inna osoba zawsze zachowa się logicznie, tak jak nam się wydaje, że powinna. Tak oczywiście powinno być, ale
nigdy nie będzie. Nie tylko ten pijany, ale nawet trzeźwa, dorosła i pełnosprawna osoba bywają nieprzewidywalne czasami i nic z tym nie zrobisz.
johnkelly napisał(a):
Przepisy może są precyzyjne, ale życie to nie sytuacje czarno-białe tylko paleta szarości. I jednak przepsiy nie moga być stosowane literalnie, tylko w odniesieniu do konkretnej sytuacji.
No tu są właśnie dwa podejścia. Jedno wschodnie, drugie zachodnie.
Jedne to podejście "równowagi", które zakłada, że skoro pieszy wszedł pod koła i nie umiał przejść, to trzeba go ukarać. Śmiercią lub kalectwem. A jeżeli piesi zbiorowo nie umieją gdzieś chodzić, to zabiera Im się przejście. Pozornie to rozwiązuje problem, równowaga jest zachowana - sprawiedliwość też. Kierowcy niewinni, dostało się pieszym. W praktyce piesi nie znikają jak po dotknięciu różdżki, więc w "sprawiedliwych wypadkach" giną ludzie. A kierowcy, niewinni w tych wypadkach ludzie, tak czy siak mają rozbite auta i niemały problem (przesłuchania na komendzie, czekanie na wyrok by dostać odszkodowanie, tygodnie oczekiwania na naprawę auta, nierzadko muszą tez ponosić sami koszty naprawy - trup im nie zapłaci).
Drugie podejście jest inne. Ustawodawca poświęca tą sprawiedliwość. Zmusza wykształconego, trzeźwego, inteligentnego i niewinnego kierowcę za kółkiem do myślenia za innych - którzy bywają pijani, niepełnosprawni, działający pod impulsem, czy po prostu głupi. Udowodniono, że po tym liczba wypadków spadła, a o to im chodziło! Nie ma zabitych, rannych. Ani rozbitych aut, więc kierowca też ma jeden problem z głowy. Niesprawiedliwe? Jeszcze jak! Ale działa.
Pytanie zatem, czy zależy nam na sprawiedliwości, czy mniejszej liczbie ofiar?