http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,5820930,Kierowcy__Bojcie_sie_holowania_swoich_aut.htmlCytuj:
Kierowcy! Bójcie się holowania swoich aut
Grzegorz Lisicki
2008-10-16, ostatnia aktualizacja 2008-10-16 23:19
- Wyładowują się na mnie. Wrzeszczą, bluzgają - narzeka ochroniarz z parkingu, na który trafia coraz więcej nieprawidłowo zaparkowanych samochodów. Tylko w ciągu ostatnich trzech tygodni odholowano ich 170. Kary dla właścicieli wyniosły w sumie prawie 100 tys. zł
Plac Trzech Krzyży, godz. 13. Na wysepce przy kościele św. Aleksandra zaparkowały dwa samochody. A pomiędzy nimi biały radiowóz. Wokół kręci się strażnik. Robi zdjęcia, wypełnia druki i telefonuje. Za chwilę na wysepce pojawi się żółty holownik, który zabierze samochody niesfornych kierowców, którzy zlekceważyli zakaz postoju i umieszczoną pod nim białą tabliczkę z symbolem holowanego pojazdu.
Jedną z takich osób była pani Katarzyna, która o włos uniknęła odholowania swojego audi spod kościoła. Zdążyła kilka minut przed holownikiem. - Myślałam, że tabliczka nie dotyczy tej wysepki. Przyznaję, zawiniłam. Ale problem dotyczy całego miasta, a zwłaszcza Śródmieścia, bo tu najbardziej brakuje miejsc do parkowania - mówiła, ciesząc się, że uniknęła kosztownego odholowania samochodu. Skończyło się na 100 zł mandatu.
Białe tabliczki stają się powoli postrachem nieprawidłowo parkujących kierowców w Śródmieściu. Początki były niemrawe - pierwszy samochód odholowano dopiero na początku września. Potem dziennie było to kilka aut. Teraz żółte holowniki ciągnące za sobą pusty samochód można spotkać trochę częściej. - Od 24 września odholowaliśmy już 170 aut. Koszty, które ponieśli nieprawidłowo parkujący, to prawie 100 tys. zł - oblicza Agnieszka Kubicka, rzeczniczka strażników. Składa się na nie opłata za holowanie (380 zł), opłata za postój na parkingu (28 zł za dobę) i mandat.
Odholowane pojazdy trafiają na kilka parkingów w mieście. Jeden z nich mieści się w Al. Jerozolimskich 179 na tyłach centrum handlowego Blue City. Wczoraj po południu po swój samochód przyjechała tu pani Anna, która zaparkowała go na zarezerwowanym miejscu przy ul. Zgoda w Śródmieściu. - Najpierw szok i myśl: gdzie jest auto? Druga: czy na pewno zaparkowałam w tym miejscu? Czuję ulgę, że się tu odnalazł. Chciałam już zgłaszać kradzież - opowiada. Z błędu wyprowadzili ją spotkani w okolicy strażnicy miejscy. - Brakuje informacji, że samochód został odholowany. Inaczej niż np. w Hiszpanii. Tam naklejają na chodnik informację - mówi.
W stolicy o odholowaniu auta poinformuje policja, która wszystkie ma w specjalnym rejestrze. Ale najpierw trzeba tam zadzwonić, później uiścić opłatę u strażników przy ul. Mokotowskiej. I można jechać po samochód.
Na parkingu kręci się też zdenerwowany pan Sebastian. - Wywieźli mi wóz drugi raz w ciągu dwóch tygodni. Wyparował tysiąc złotych - narzeka. Czuje się niewinny, bo straż zabrała samochód spod jego domu w Al. Ujazdowskich. - Jestem wściekły, będę się odwoływał. Strażnicy oświadczyli, że zabierają pierwszy z brzegu źle zaparkowany. Resztę sobie odpuścili - opowiada.
Zdenerwowanych jest większość ludzi przyjeżdżających po swoje samochody. - Wyładowują się na mnie. Wrzeszczą, bluzgają. Jeszcze miesiąc i się zwolnię - pomstuje strażnik z budki pilnujący parkingu.
- Trudno się nie wściekać: zmarnowane pół dnia i kilkaset złotych - sarka pan Sebastian. - Wysysają z nas pieniądze, a parkingów nie potrafią wybudować.
Ale narzekania nie zrażają strażników. - Odholowywanie pojazdów to po prostu nowa rzeczywistość w stolicy. Trzeba mieć gruby portfel albo parkować zgodnie z przepisami, bo nie odpuścimy - mówi Agnieszka Kubicka.
Komentarz
Straż miejska chyba nam w końcu zmądrzała, bo jeszcze dwa lata temu jej dowództwo potrafiło urządzić happening na pożegnanie żółtych blokad, które powinny być zakładane na koła źle zaparkowanych samochodów. Ot, nagle ktoś wpadł na pomysł, że zamiast brudzić się i trudzić strażnicy będą takim autom robić zdjęcia i wzywać do siebie ich właścicieli. Nietrudno się domyśleć, jaki był tego efekt. Odholowywanie samochodów ma tę zaletę, że kara jest szybka i nieuchronna: kierowca musi zapłacić (i to sporo), inaczej nie ma czym jeździć. Ten system doskonale sprawdza się zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Tylko że w Nowym Jorku holowniki zjawiają się natychmiast i wszędzie tam, gdzie potrzeba. W Warszawie sukcesem okazuje się ściągnięcie 170 samochodów w ciągu kilku tygodni. Tyle to powinno znikać z chodników i trawników w kilka godzin.
Jarosław Osowski
Coś wreszcie ruszyło i dobrze, że prasa też straszy.
legalnycyklista napisał(a):
Myślę, że można takie parkingi uzyskać stosunkowo małym kosztem, np P+R Połczyńska mogłoby zostać Zapłać+Odbierz Połczyńska - może inwestycja by się zwróciła?
Połczyńska jako Z&O to świetny pomysł
