|
Każdy rowerzysta w Warszawie, nie tylko tu zresztą, musi się liczyć z tym, że kierowca samochodu wymusi pierwszeństwo, potrąci go i następnie ucieknie. To mi się właśnie zdarzyło i wczoraj dostałem odpis wyroku: sąd skazał pirata. Wyrok wprawdzie skandaliczny, ale jest.
Podzielę się więc swoim doświadczeniem: taka sytuację trzeba z góry przemyśleć, bo kiedy już się zdarzy, nie ma czasu do namysłu.
10 X '07 jechałem ścieżką wzdłuż Trasy Toruńskiej i na zielonym świetle chciałem przejechać ul. Górczewską. Z lewej wyjechał samochód. Gdy zauważyłem, że nie zwalnia - jechał około 40 km/h - zacząłem gwałtownie hamować. Odbiłem się od jego błotnika przed przednim kołem. Przeczytałem rejestrację uciekającego samochodu oraz następnego, który jechał za nim i zapisałem je zaraz, jak tylko się pozbierałem (ja byłem cały, rower niestety już nie). Wezwałem policję; po godzinie przyjechali i pytali po co zgłaszam, skoro nic mi się nie stało (!), musiałem im wytłumaczyć, że chodzi o to, żeby następnym razem mnie nie zabił, bo teraz przeżyłem tylko dzięki refleksowi i dobrym hamulcom. Kazali przyjechać następnego dnia na komendę na Waliców, żeby złożyć zeznania. Tam policjantka próbowała mnie odwieść od podania numeru rejestracyjnego potencjalnych świadków, tłumacząc wprost, że to dla niej dodatkowy kłopot, bo będzie musiała spróbować skontaktować się z nimi. Pytała o model samochodu sprawcy, kolor, markę - tej ostatniej nie znałem, dwie pierwsze informacje podałem i były istotne. Miesiąc później dostałem powiadomienie z danymi kierowcy i jego polisy OC. Złożyłem wniosek o zwrot kosztów naprawy roweru, musiałem umówić się na spotkanie z rzeczoznawcą. Problemem okazał się brak zniszczonego koła, którego nie powinienem był wyrzucać. 19 II '08 zakład ubezpieczeniowy poinformował mnie, że odszkodowanie mi nie przysługuje, ponieważ sprawca nie przyznaje się, ale postępowanie może być wznowione po udokumentowaniu jego winy. 5 V zapadł wyrok nakazowy. Sąd uznał, że sprawca wymusił pierwszeństwo i doprowadził do uszkodzenia roweru, ukarał go grzywną 200 zł. i obciążył kosztami procesowymi 80 zł, czyli łącznie 280 - dwieście osiemdziesiąt złotych!. Fakt ucieczki z miejsca zdarzenia nie został w ogóle wzięty pod uwagę.
Podsumowując: ucieczka z miejsca wypadku jest dla kierowcy opłacalna, bo ryzyko złapania niewielkie, a ukarania za ucieczkę - żadne. Poszkodowanemu nie opłaca się tego zgłaszać : w sumie straciłem cały dzień, a jedyne, co może kiedyś uzyskam, to 80 zł. za wymianę zniszczonego koła.
Mogę wnieść sprzeciw wobec wyroku: nie wiem jednak, czy znowu konsekwencje w postaci straconego czasu nie będą bardziej dotkliwe dla mnie, niż dla sprawcy.
Tylko co w takim razie robić? Po prostu godzić się na status zwierzyny łownej dla dzielnych myśliwych za kółkiem?
|