http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34 ... otnie.htmlDużo wypadków przez słabe drogi? Jest wręcz odwrotnie
W nowym roku zmieniamy filozofię działania. Remonty ulic będą wyglądały inaczej - zapowiada Zarząd Dróg Miejskich, który przed każdą naprawą nawierzchni zastanowi się, co zrobić, by nie tylko poprawić komfort kierowców, ale i bezpieczeństwo pieszych
- To mit, że zły stan nawierzchni dróg jest jedną z głównych przyczyn wypadków. Po remontach bywa ich jeszcze więcej, bo kierowcy mniej boją się o zawieszenie samochodów i dodają gazu - przyznaje Adam Sobieraj, rzecznik prasowy ZDM.
Czy to znaczy, że drogowcy znaleźli sobie łatwą wymówkę i przestaną remontować ulice? Jak chcą zmusić kierowców, by jeździli wolniej także tam, gdzie dziur już nie ma?
Na razie ZDM rzeczywiście musi redukować swoje plany na ten rok. Podczas sesji budżetowej Rada Warszawy zamroziła wydatki drogowców na kwotę 14 mln zł. Według Wiktora Wojewódzkiego, szefa miejskiego Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg, nie były to jedyne cięcia na ten cel. Pewnikiem jest jego zdaniem odnowienie odcinka Modlińskiej między trasą mostu Północnego a ul. Przylesie na Białołęce.
Ulice jak tory wyścigowe
W grudniu dużo pisaliśmy w "Gazecie" o niebezpiecznych skrzyżowaniach - czytelnicy przysłali nam całą ich listę. Informowaliśmy też o montażu kolejnych fotoradarów, co budzi kontrowersje: niektórzy postrzegają je jako maszynki do zarabiania pieniędzy, inni domagają się, by stawiać ich jak najwięcej. Nasze artykuły pilnie śledzili też w ZDM. Jego rzecznik zgłosił się, żeby obalić mit, który - jego zdaniem - pokutuje wśród kierowców: wielu z nich powtarza, że to nie prędkość zabija, tylko zły stan dróg. - Kiedy zaczęliśmy szybkie weekendowe remonty, okazało się, że w wielu miejscach stan bezpieczeństwa nawet się pogorszył - mówi Adam Sobieraj. - Najbardziej drastyczny przykład to ul. Lucerny w Wawrze. Jezdnia była tam pofałdowana jak górski potok. Wymieniliśmy nawierzchnię, wtedy kierowcy zaczęli się rozpędzać i w dwa tygodnie były tam dwa śmiertelne potrącenia. Potem taksówkarz uderzył w barierę mostu z taką siłą, że zginęła pasażerka.
Adam Sobieraj przyznaje, że zaczęły się powtarzać skargi mieszkańców wyremontowanych ulic. Tak było na Grochowskiej i Anielewicza - na ich gładkiej nawierzchni kierowcy już nie musieli się obawiać, że zniszczą zawieszenie aut. Zaczęli więc dodawać gazu, nie przejmując się pieszymi. Podobne obrazki można zobaczyć na Marszałkowskiej od Al. Jerozolimskich do pl. Konstytucji - prosta, równa jezdnia zamienia się czasem w tor wyścigowy. Na Czerniakowskiej w pobliżu redakcji "Gazety" obserwujemy, że gdy nie ma korka, motocykliści popisują się jazdą na jednym kole, a kierowcy pędzą na złamanie karku. Tu jednak nie popisali się też urzędnicy - miejski inżynier ruchu Janusz Galas zgodził się, by w tej gęsto zabudowanej okolicy z licznymi skrzyżowaniami podwyższyć dopuszczalną prędkość do 70 km na godz.
Dostaliśmy dramatyczne listy z al. Rzeczypospolitej w Miasteczku Wilanów - Michał Gałuszka pisze, że nowa dwujezdniowa ulica, gdzie teoretycznie obowiązuje ograniczenie do 50 km na godz., zamieniła się w trasę szybkiego ruchu. Anna Mirska-Perry skarży się, że nieodpowiednie ustawienie sygnalizacji tylko zachęca kierowców, by ten limit przekraczali - z daleka widzą zielone światło.
- Rzeczywiście, jest problem w al. Rzeczypospolitej i chcemy temu zaradzić. Kierowcy przepędzają tam z przejść dla pieszych swoich sąsiadów - mówi Adam Sobieraj. Zapowiada wyniesienie miejsc z zebrami ponad poziom jezdni albo progi wyspowe. Z tym może być jednak problem, bo można je montować tylko tam, gdzie jest ograniczenie do 30 km na godz. Takie znaki ustawiono np. na Stawkach przed niebezpiecznym skrzyżowaniem z Inflancką, gdzie dobrze sprawdzają się progi dostosowane do rozstawu kół autobusów. Mieszkańcy Miasteczka Wilanów woleliby sygnalizację świetlną.
Zadbać o komfort pieszych
W grę wchodzi jednak tylko przeprogramowanie świateł tak, jak to się stało na Grochowskiej. Na feralnej ul. Lucerny drogowcy ustawili zaś nowy rodzaj sygnalizatorów, które zapalają przed nadjeżdżającym kierowcą czerwone światło. To zmusza go, by nie tylko zwolnił, ale się zatrzymał.
A gdyby ten sam efekt osiągnąć, naklejając na równą jezdnię atrapy dziur?

- Myśleliśmy o tym, ale od razu przyszło nam do głowy, ilu kierowców zaczęłoby nas za to ciągać po sądach. Bo zobaczą taki niby dziurawy odcinek, zaczną nagle hamować i jeszcze spowodują wypadek - mówi Adam Sobieraj. I ujawnia nową taktykę drogowców: - Nie zaprzestaniemy remontów w obawie o to, że wzrośnie prędkość. Przyjęliśmy jednak zasadę, że przed każdą wymianą nawierzchni dla poprawy komfortu kierowców patrzymy też, co należy zrobić dla bezpieczeństwa pieszych.
I tak np. na środku jezdni Al. Ujazdowskich, na ul. Chłopickiego w Olszynce Grochowskiej, Dolnej czy Odyńca na Mokotowie powstały tzw. azyle na przejściach. Pieszy może się tam zatrzymać i poczekać, aż któryś z kierowców łaskawie ustąpi mu pierwszeństwa. Jezdnia staje się też nieco węższa, co powoduje, że samochody zaczynają jeździć wolniej.