olek napisał(a):
Moje zdanie jest takie, że kultura użytkowników nie jest bytem samoistnym. W dużej mierze zachowania kształtuje infrastruktura i organizacja ruchu. Ta sama osoba inaczej zachowuje się w Polsce a inaczej w Niemczech. Ta sama osoba inaczej zachowuje się kierując rowerem, a inaczej kierując samochodem. Przy czym znam osoby, które samochodem jeżdżą z grubsza przepisowo, a rowerem nie, nie znam natomiast przypadku odwrotnego.
Będzie OFFTOP, ale chciałbym rozwinąć tu bardzo słuszną uwagę Olka. Szwedzi wprowadzili w 1997 Vision Zero - radykalny program poprawy bezpieczeństwa na drodze. Założony cel - 0 wypadków śmiertelnych na drogach do 2020 roku (nie tak dawno zmienili sobie deadline, ale to nieistotne akurat).
Jedną z najważniejszych rzeczy, które przyjęli w tym programie, (oprócz przyjęcia, że żadel cel związany ze swobodą mobilności społeczeństwa, nie może być osiągany kosztem ludzkiego zdrowia i życia), jest to, że to
PROJEKTANT infrastruktury jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo użytkowników. Czyli, że drogi i ich otoczenie trzeba projektować tak, żeby minimalizować szansę nieprawidłowego zachowania się użytkowników (potrzebne są dokładne kontrole eksploatacyjne) oraz tak, żeby ewentualne skutki popełnienia błędu nie kosztowały nikogo życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Można powiedzieć, że to utopia. Ale nawet jeśli tak ambitny cel nie zostanie osiągnięty, to Szwedzi zbliżają się do niego szybciej niż inni. Po 15 latach od uchwalenia Vision Zero, Szwedzi pod względem bezpieczeństwa na drogach, są jednym z najbezpieczniejszych krajów w Europie - w 2011 roku wskaźnik liczby ofiar śmiertelnych na 1 mln mieszkańców spadł do 32. Dla porównania - w Polsce 109.
Co ciekawe, jeszcze dwa kraje wdrożyły na poziomie państwowym politykę Vision Zero - Wielka Brytania i Holandia. W tych krajach również liczba wypadków śmiertelnych w przeliczeniu na 1 mln mieszkańców spadła do około 30.
Można spojrzeć na to w ten sposób - organizacja transportu drogowego powinna przypominać proceduralnie sposób w jaki funkcjonuje kolej, samoloty czy statki. Tam bezpieczeństwo jest postawione na pierwszym miejscu i pracuje się dużo nad tym, żeby wyeliminować możliwość popełnienia błędu lub tworzy się dodatkowe zabezpieczenia, żeby błąd nie miał tragicznych następstw.
Widać to bardzo gdy "szuka się winnych" po wypadkach. Przy katastrofach samolotowych analiza jest bardzo dokładna, sprawdza się procedury, ich przestrzeganie, zabezpieczenia itd. Gdy błąd popełnia człowiek, sprawdza się czy dałoby się procedurę zmienić tak, żeby uniknąć takiego błędu.
Przy wypadkach samochodowych podejście jest inne. Mamy infrastrukturę oraz przepisy i to jest traktowane jak dogmat. Jako przyczynę wypadku najczęściej podaje się błąd ludzki. Rzadko zdarza się, że policji przyjdzie do głowy, że miejsce jest niebezpieczne, bo kierowcy w danym miejscu mogą jechać za szybko, bo ogrodzenie ogranicza widoczność, bo można parkować aż do skrzyżowania czy przejścia dla pieszych, bo namalowana jest powierzchnia wyłączona, której w deszczu czy ostrym słońcu nie widać a kształt krawężnika zachęca do innego zachowania niż właściwe itd.
Owszem, formalnie jest to błąd człowieka czy nawet mniej lub bardziej świadome łamanie przepisów zwłaszcza dotyczące przekraczania dozwolonej prędkości. Tylko co z tego?
Projektanci infrastruktury i samochodów, zarządcy dróg, twórcy przepisów, policja zdają się grać z użytkownikami dróg w grę psychologiczną "a tu cię mam ty sukinsynu". Projektuje się drogi w mieście o pasach ruchu szerokości autostradowej, produkuje się samochody, których prędkość maksymalna wielokrotnie przekracza dozwoloną w mieście, tworzy się niejasne przepisy, a potem nasyła się policję.
Po co to wszystko?
Wyobraźmy sobie, że infrastruktura jest czytelna dla użytkowników i jej kształt sprawia, że mało kto popełnia błędy, że samochody odczytują znaki i nie pozwalają na przekraczanie dozwolonej prędkości czy inne manewry, które w danym miejscu są zabronione.
A jak ktoś chce szukać adrenaliny, niech sobie wynajmie tor wyścigowy i tam szaleje.
Szwecja pokazuje, że dasię, spróbujmy więc zrobić tak u nas
