http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34 ... ening.htmlCytuj:
Przejście tylko pod ziemią. Burmistrz: to dobry trening
Jarosław Osowski 16.12.2011 aktualizacja: 2011-12-15 19:56
Pani Marta z dwuletnią Tosią w wózku i pani Zdzisława, którą bolą stawy, marzą o przejściu przez tory tramwajowe i jezdnię naprzeciwko ratusza Żoliborza. Urzędnicy wysyłają je do zepsutej windy albo po schodach do podziemi.
To kolejne miejsce w Warszawie, gdzie piesi upominają się o swoje prawa i wygodę, a w odpowiedzi słyszą: nie. W dodatku pretekstem ma być dbałość o ich bezpieczeństwo.
- Mężczyźni i kobiety to nie krety! - pikietowało w czwartek Zielone Mazowsze, przypominając o zlikwidowanych przed laty pasach w poprzek ul. Słowackiego. Po obu stronach ulicy stanęły plansze z czarno-białymi zebrami, trzecia - na przystanku autobusowym, który od niedawna stał się dla pasażerów pułapką. Zamiast zrobić kilka kroków przez tory tramwajowe w stronę urzędu dzielnicy, muszą się cofać ponad 100 m do pl. Wilsona albo korzystać z przejścia podziemnego. Wszystko przez barierki, które stanęły, gdy wróciła kursująca raz na kwadrans szóstka.
- Chronimy zebry, które tracą swoje naturalne miejsce na ulicach! - nawoływał przez megafon Patryk Bielecki z Zielonego Mazowsza.
Pikietą szybko zainteresowali się przechodnie. - Chętnie bym coś podpisała, bo chciałam skorzystać z windy do przejścia podziemnego, ale jest zepsuta - powiedziała Marta Mielczarska, pchając wózek z małą Tosią. - Tu powinno być przejście przez jezdnię, bo tędy chodzi się do przychodni na ul. Szajnochy, chodzi się do urzędu, a jest bardzo niewygodnie - dodała Zdzisława Bożych. - Mam 71 lat, chore stawy i muszę kuśtykać po schodach. Proszę was, zróbcie z tym coś!
W tym momencie przy aucie zostawionym na służbowym parkingu niemal przed schodami urzędu Żoliborza pojawił się wiceburmistrz dzielnicy Witold Sielewicz. Podszedł do niego Marcin Jackowski z Zielonego Mazowsza. - To nieprawdopodobne, ale usłyszałem, że upominając się o wygodne przejście przez jezdnię, chcemy zniechęcać ludzi do aktywności fizycznej, czyli jak rozumiem, do biegania po schodach. I to mówi ktoś, kto przyjeżdża tu służbowym samochodem - kręcił z niedowierzaniem głową współorganizator akcji. Poparli ją za to żoliborscy radni Grzegorz Hlebowicz (PiS) i Donata Rapacka (PO), która przyszła z siedmiotygodniową córką Klementyną. - Wśród moich znajomych jest przynajmniej pięcioro takich rodziców jak ja, którzy bardzo by tego przejścia chcieli - podkreślała.
- Trzeba było protestować, kiedy kończyła się tam budowa stacji metra, czyli sześć lat temu - usłyszeliśmy od rzecznika Zarządu Dróg Miejskich Adama Sobieraja. Dodał, że drogowcy chcą chronić pieszych przed pędzącymi tramwajami. - Zresztą, jak wytyczyć to przejście przez ul. Słowackiego? Na środku zatoki autobusowej?
- Zawsze można ją zlikwidować, przynajmniej będzie więcej miejsca dla pasażerów na szerszym chodniku. Zatoki autobusowe w środku miasta są zbędne, co pokazuje choćby przykład następnego przystanku przy tej ulicy - podpowiada Aleksander Buczyński z Zielonego Mazowsza. Informuje też, że w Londynie trwa właśnie wielki program likwidacji 2 tys. zatok przystankowych.
Według miejskiego inżyniera ruchu Janusza Galasa ul. Słowackiego po przebudowie "dobrze działa", przywrócenie zebry byłoby zaś kosztowne z powodu sygnalizacji świetlnej. - Przepisy mówią, że na ulicy o tej klasie nie można tworzyć jednego przejścia na drugim. Czekam jednak na konkretne propozycje, jestem skłonny je rozpatrzyć - deklaruje.
Na co Aleksander Buczyński przypomina, że od 2006 r. Słowackiego ma niższą rangę. Według studium zagospodarowania miasta teraz to ulica lokalna (zamiast kilkunastu linii autobusowych jak w latach 90. dziś kursują nią tylko dwie). Podkreśla też, że można się obejść bez kosztownej sygnalizacji - wystarczy azyl dla pieszych na środku jezdni taki jak kilkaset metrów dalej na wysokości ul. Hanki Czaki.
Dyskusja o zebrze przy urzędzie Żoliborza ma powrócić w styczniu. Władze dzielnicy zaproszą wtedy do niego mieszkańców. Niestety, wciąż okrężną lub niewygodną drogą przez przejście podziemne.
http://www.tvnwarszawa.pl/informacje,ne ... 45524.htmlCytuj:
15.12.2011 18:36 żądają przywrócenia przejścia
"Oddajcie zebrę. Nie jesteśmy kretami!"
Twierdzą, że miasto jest dla ludzi, a nie dla samochodów, dlatego żądają przywrócenia "zebry" przed Urzędem Dzielnicy na Żoliborzu. Działacze Zielonego Mazowsza i Inicjatywy Pieszej zorganizowali w czwartek pikietę w obronie przejścia dla pieszych.
- Zorganizowaliśmy pikietę, żeby przypomnieć, że kiedyś było tu przejście dla pieszych, które zostało zlikwidowane. To przejście należy przywrócić, ponieważ jest tu intensywny ruch pieszy – mówi Marcin Jackowski ze Stowarzyszenia Zielone Mazowsze.
Społeczników nie przekonują argumenty, że tuż obok istnieje podziemne przejście z windami. – Awaryjność wind jest bardzo dużo. Nasz społeczny przegląd wykazał, że ok. 50 procent wind i podnośników w Warszawie nie działa. To urządzenia kosztowne i niewygodne, trzeba nadkładać drogi, żeby do nich dojść. Ich przepustowość jest ograniczona. Część osób czuje się ograniczona iż zagrożona – przekonuje Jackowski.
Te argumenty nie przekonały wielu osób. W zorganizowanej po południu pikiecie wzięło udział zaledwie kilkanaście osób.
Ostateczna decyzja o przywróceniu przejścia leży w kompetencjach miejskiego inżyniera ruchu.