Zaskakujący sukces Wrocławskiego Roweru Miejskiego Aneta Augustyn
08.07.2011 aktualizacja: 2011-07-07 20:42
Sukces Wrocławskiego Roweru Miejskiego przerósł oczekiwania organizatorów. - To miasto jest fenomenem, tu chyba zaszła rewolucja rowerowa - uważa operator pierwszego we Wrocławiu, a drugiego w kraju systemu miejskiego roweru.
Właśnie mija miesiąc, odkąd po mieście jeździ 140 "wueremek" - Wrocławskich Rowerów Miejskich. Firma Next Bike, która jest operatorem systemu, przyznaje, że spodziewała się kilkakrotnie mniejszego zainteresowania. Tymczasem
przez pierwsze dwa dni rowery wypożyczono aż siedem tysięcy razy. - To więcej niż w Dreźnie przez pierwsze dwa miesiące. Jesteśmy zaskoczeni i nawet nie potrafimy do końca pojąć, skąd taki sukces. Sądziliśmy, że to tylko początkowa ciekawość, ale liczby nie spadają. Mamy już prawie 12 tys. zarejestrowanych użytkowników, rowery są ciągle w ruchu - mówi Sebastian Kostecki, specjalista ds. marketingu formy Next Bike. - Może dlatego, że jest tu dużo ścieżek dla cyklistów, a może dlatego, że to miasto studentów?
Daniel Chojnacki, miejski oficer rowerowy: - Liczby są szokujące, zbliżone do Lyonu, który ma nie 140, tylko dwa tysiące rowerów i najwyższe statystyki wypożyczeń na świecie.
Przez pierwszy miesiąc rowery wypożyczano ponad 37 tys. razy. Firma Next Bike, która chce wejść z systemem także do innych miast Polski, uważa, że wrocławski sukces jest dla nich mocną kartą przetargową. - Władze kilku miast są zainteresowane miejskim rowerem, a przykład Wrocławia utwierdził je, że to ma sens - przyznaje Kostecki.
Pierwsze 20 minut jest za darmo i właśnie tak korzysta z miejskiego roweru zdecydowana większość wrocławian i turystów: mieszczą się w gratisowym czasie i biorą kolejny rower na następne darmowe 20 minut. Potrafią tak jeździć przez cały dzień. Najwięcej rowerów jest wypożyczanych na Wittigowie, czyli przy akademikach Politechniki na ul. Wittiga. Tam też najczęściej próbuje się manipulować systemem. Niektórzy chcą go oszukać, klikając guzik "zwrot", ale nie wpinając roweru z powrotem. Także na Wittigowie znaleziono jeden rower wrzucony do stawu; sprawą zajmuje się policja. To na razie jedyny akt wandalizmu. - Wrocławianie sami dzwonią do nas, informując np., że na czyjejś posesji od dwóch dni stoi miejski rower albo że któryś nie jest wpięty do stojaka czy ma przebitą oponę - dodaje Kostecki.
Częściej niż do kradzieży dochodzi do nieporozumień. Bywa, że znajomi biorą wspólnie kilka rowerów, wrzucają odpięte linki zabezpieczające do koszyków, a przy zwrocie zapinają niewłaściwe linki. W ten sposób rower jest zablokowany dla następnych. Kolejny błąd: przy zwrocie cykliści wpinają pojazd do stojaka, ale zapominają podejść do terminalu, żeby wcisnąć guzik "zwrot". Pewien Anglik zalogował się w czterech stacjach i choć z żadnej nie wziął roweru, system naliczył mu 150 zł. - Tłumaczył się, że nie rozumiał, o co chodzi, mimo że instrukcja jest także po angielsku. Teraz próbujemy wyjaśnić sprawę z jego polskojęzyczną żoną - śmieje się Kostecki.
Przez cały czerwiec firma stosowała abolicję wobec wszystkich zapominalskich i nie do końca świadomych, jak funkcjonuje system. Od lipca płacimy już bez ulgi: 2 zł za pierwszą godzinę (po darmowych 20 minutach), 4 zł za kolejną.
Rowerem, który nie jest przystosowany do zimowych warunków,
pojeździmy do końca listopada; potem zniknie na trzy miesiące i pojawi się na wiosnę. Operator, który ma umowę z miastem na obsługę systemu do 2013 roku, na razie postawił we Wrocławiu 17 stacji. W lipcu powstanie kolejnych osiem, m.in. obok kina Helios.
Do końca roku przybędzie 50 dodatkowych stacji, a w przyszłym roku drugie tyle. To tzw. stacje sponsorskie: nie płaci za nie miasto, tylko firmy zainteresowane reklamowaniem się na terminalach oraz na samych pojazdach. Jeden z deweloperów zamówił już kilka stacji w pobliżu stawianych przez siebie budynków.
Wrocławski system jest drugim po krakowskim, gdzie działa 120 rowerów i 16 stacji. - Słyszałem, że we Wrocławiu jakaś niesamowita liczba ludzi wsiadła na miejskie rowery - mówi Łukasz Hubka z firmy Bike One, która jest operatorem krakowskiego systemu. - U nas takiego fajerwerku nie było, choć byliśmy pierwsi w kraju. Obawialiśmy się kradzieży, pomni przykładu Frankfurtu, gdzie połowa rowerów zniknęła w pierwszym dniu. Wprowadziliśmy więc 120 zł kaucji, co, przyznaję, mogło być barierą. System jednak przyjął się, mamy średnio 200 wypożyczeń dziennie.
Cytuj:
Komentuje Aneta Augustyn: Rower - moda i styl życia
W Polsce rowery miejskie mają tylko Kraków, od 2,5 roku, i Wrocław, od miesiąca. Dlaczego w obleganym przez turystów Krakowie przez pierwszy miesiąc wypożyczono je 3 tys. razy, a u nas dziesięciokrotnie więcej? Bo Kraków wystartował w deszczowym listopadzie, a Wrocław w słonecznym czerwcu. Bo w przeciwieństwie do Krakowa, który pobierał zaporową dla niektórych kaucję (zrezygnował niej dopiero trzy tygodnie temu), we Wrocławiu od początku żadnej kaucji nie było.
Wrocławski sukces ma także inne składowe: prosty system rejestracji, dobra lokalizacja stacji przy węzłach komunikacyjnych i akademikach oraz moda na rowery lansowana od lat. Przykładem jest choćby ostatnie czerwcowe Święto Wrocławskiego Rowerzysty, na którym pojawiły się niemal 2 tys. osób. Mamy 2,5 tys. parkingów rowerowych (najwięcej w Polsce) i 175 km tras rowerowych (drugie miejsce za Warszawą). Kraków poprzestał na 120 pojazdach, my już na starcie mamy więcej i mam nadzieję, że po początkowym sukcesie system będzie pączkował. Bo od roweru w zatłoczonych metropoliach nie ma odwrotu. Wiedzą o tym choćby w Paryżu, gdzie niezwykle popularny miejski rower stał się modą, stylem życia, przedmiotem pożądania firm, które chcą go używać w reklamach (odmówiono nawet słynnemu projektantowi Kenzo).
Marzy mi się, że tak jak we Francji wrocławski jednoślad stanie się nie tylko powszechnym środkiem komunikacji, ale także elementem miejskiego krajobrazu. Może niekoniecznie z własnym blogiem i nowym słownikiem jak u Francuzów, ale przynajmniej z własną nazwą, której ciągle brak.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław
A Warszawa tam, gdzie zwykle...