Otwieram ten wątek, ponieważ nadesłany przeze mnie tekst okazał się - już po jego zamieszczeniu na stronie ZM - bardzo dyskusyjny.
Dowiedziałem się mianowicie przypadkiem, że Marcin Hyła tak podsumował rzecz na Facebooku:
Cytuj:
Dezinformacje w linku są takie same, jak w DGP - NIEPRAWDĄ jest, że koideks drogowy był zgodny z konwencją Wiedeńską jak twierdzi zm.org.pl, NIEPRAWDĄ jest, że ustawa "dotyczy w istocie dwukierunkowych drog rowerowych" (bzdura do kwadratu), NIEPRAWDĄ jest iż rowerzysta nie ma zakazu zatrzymywania się przed przejazdami kolejowymi. Tyle na szybko. Jaki jest sens bezmyślnego rozpowszechniania bzdur?
Przypomnę więc, co było w moim pierwotnym tekście (po uzyskaniu informacji o polemice Marcina zajrzałem na stronę ZM i zauważyłem, że zostało wprowadzonych kilka poprawek, usunięto m.in. wszystkie kwestionowane prze niego sformułowania)
Cytuj:
Najpoważniejszy błąd dotyczy regulacji pierwszeństwa na skrzyżowaniu i dostosowania naszego kodeksu do konwencji wiedeńskiej. Zamiast przytoczyć prostą i jednoznaczną regulację konwencji, wpisaną teraz do ustawy, tworzy własną. "Rowerzyści przejeżdżający po drodze dla rowerów lub pasie ruchu dla rowerów na wprost, przez skrzyżowanie, mają pierwszeństwo przed pojazdami nadjeżdżającymi z przeciwnej strony i skręcającymi w lewo lub nadjeżdżającymi z tego samego kierunku i skręcającymi w prawo" (s. 44). To było jednak już wcześniej poprawnie uregulowane przez polski kodeks drogowy, bo w obu opisanych sytuacjach obydwa pojazdy są na tej samej drodze, a rower jest z prawej strony. Regulacja konwencji dotyczy w istocie dwukierunkowych dróg rowerowych i pierwszeństwa rowerzysty przed samochodem nadjeżdżającym z naprzeciwka i skręcającym w prawo oraz jadącym w tym samym kierunku i skręcającym w lewo.
Cytuj:
Autorka formułuje zakaz zatrzymania roweru przed przejazdem kolejowym (nawiasem mówiąc na załączonym obrazku rowerzysta rozsądnie i zarazem nielegalnie korzysta z jezdni, a nie pobocza, s. 53), podczas gdy kodeks drogowy zabrania tego na przejeździe i 10 m od niego, czyli za nim.
Odpowiedziałem Marcinowi następująco:
Cytuj:
> Dezinformacje w linku są takie same, jak w DGP
Trudno dyskutować na tym poziomie, ale spróbuję.
> NIEPRAWDĄ jest, że koideks drogowy był zgodny z konwencją Wiedeńską
Pokaż mi miejsce, w którym stwierdziłem, że polski kodeks drogowy był przed nowelizacją zgodny z KW. Pisałem jedynie, że konkretna sytuacja była poprawnie uregulowana, podkreślając jednocześnie, że ustawa dostosowała nasze prawo do konwencji i że jest to sprawa bardzo ważna - nie dostrzegasz różnicy?
> jak twierdzi zm.org.pl
Nie: jak twierdzi autor podpisany pod tekstem, czyli Marek Słoń. Witryna ZM różni się od Facebooka między innymi tym, że nie zawłaszcza praw autorskich do wszystkiego, co się tam znajdzie. To jedna z przyczyn, dla których tu pisuję, a na Facebooku nie.
> NIEPRAWDĄ jest, że ustawa "dotyczy w istocie dwukierunkowych drog rowerowych" (bzdura do kwadratu)
Ja pisałem o konkretnej regulacji KW, a Ty wstawiłeś w to miejsce "ustawę" i w ten sposób rzeczywiście wyszła bzdura do kwadratu - tyle tylko, że Twojego, a nie mojego autorstwa.
Ale wróćmy do mojego tekstu: "Regulacja konwencji dotyczy w istocie dwukierunkowych dróg rowerowych i pierwszeństwa rowerzysty przed samochodem nadjeżdżającym z naprzeciwka i skręcającym w prawo oraz jadącym w tym samym kierunku i skręcającym w lewo." Czy jest tu błąd? Czy w np. Holandii potrzebna była wspomniana regulacja KW, żeby ustalić pierwszeństwo w przypadku, gdy rower i samochód jadą tą samą drogą (jeden jezdnią, drugi DDR), rower jest z prawej i ich tory jazdy mają się przeciąć? Na
jakiej podstawie tamtejszy kierowca miałby uzurpować sobie pierwszeństwo? To, że w Polsce przez lata obowiązywał bubel prawny w postaci zakazu wjeżdżania rowerem przed nadjeżdżający pojazd z pewnością nie było powodem umieszczenia w konwencji omawianego tu zapisu.
> NIEPRAWDĄ jest iż rowerzysta nie ma zakazu zatrzymywania się przed przejazdami kolejowymi.
Tu punkt dla Ciebie, źle zinterpretowałem przepis, ale forma pokazania tego w broszurze DGP naprawdę wprowadza w błąd. Po części wynika to z funkcjonowania dwóch znaczeń "zatrzymywania się pojazdu" w PoRD, które odnośna definicja miesza jeszcze bardziej zamiast rozróżnić "zatrzymanie pojazdu - unieruchomienie pojazdu niewynikające z warunków lub przepisów ruchu drogowego, trwające nie dłużej niż 1 minutę, oraz każde unieruchomienie pojazdu wynikające z tych warunków lub przepisów", PoRD, art.
2.29). Autorka ilustruje obrazkami wiele sytuacji łamania zakazu zatrzymywania się: prawie na wszystkich rowerzysta coś robi - rozmawia, studiuje mapę, grzebie przy łańcuchu. Tylko przed przejazdem kolejowym nie ma żadnego zajęcia - ot, zatrzymał się i patrzy, co się dzieje. W innym miejscu jest zresztą pokazany rowerzysta przed przejazdem studiujący mapę, to przykład łamania zakazu postoju. Można więc odnieść wrażenie, że nie wolno zatrzymać się przed przejazdem, aby upewnić się,
czy nadjeżdża pociąg...
Co nie zmienia faktu, że wypunktowane przez Ciebie zdanie nie powinno znaleźć się w tej formie w moim tekście.
Chcę tę polemikę wrzucić na forum ZM i poprosić o zlinkowanie jej z artykułem. Czekam z tym do wieczora, żeby Dać Ci możliwość odniesienia się do tego pomysłu.
Marcin Hyła odpowiedział Błyskawicznie:
Cytuj:
> Pokaż mi miejsce, w którym stwierdziłem, że polski kodeks drogowy był
> przed nowelizacją zgodny z KW. Pisałem jedynie, że konkretna sytuacja
> była poprawnie uregulowana,
Otóż właśnie ta konkretna sytuacja _nie_ była poprawnie uregulowana, i
właśnie dokładnie tego dotyczyła podstawowa zmiana PoRD - wprowadzenie
art. 27 ust. 1a i usunięcia art. 33 ust. 4. Nie ma to _nic_ wspólnego z
jedno- czy dwukierunkowością dróg rowerowych.
Mamy dość prób wprowadzania zamieszania do interpretacji przepisów które
robią wszyscy bezpieczniacy drogowi - od inspektora Konkolewskiego,
przez pracowników Ministerstwa itp., wordów i woj. rad BRD żeby pozwolić
sobie na dodatkowe BŁĘDNE komentarze.
Chwała Ci za cierpliwość do bzdurnej publikacji DGP, ale nie możemy
sobie pozwolić, aby z naszych stron www wychodziły komentarze i teksty
które zawierają błędy i to poważne - bo komu mają zaufać dziennikarze
którzy rzeczywiście chcą napisać rzetelny tekst?
Oczywiście przepraszam za formę, ale od paru dni mamy dość podbramkowe
sytuacje dot. dezinformacji na temat ustawy, było o tym na liście
rowery2, dobry zwyczajem jest tak ważkie (!) teksty wrzucać
_wewnętrznie_ do peer review.
Na co też od razu odpowiedziałem:
Cytuj:
Dziękuję za szybką odpowiedź.
> Otóż właśnie ta konkretna sytuacja _nie_ była poprawnie uregulowana, i
> właśnie dokładnie tego dotyczyła podstawowa zmiana PoRD - wprowadzenie
> art. 27 ust. 1a i usunięcia art. 33 ust. 4. Nie ma to _nic_ wspólnego z
> jedno- czy dwukierunkowością dróg rowerowych.
Pełna zgoda, że to są najważniejsze zmiany. Może źle się stało, że nie wytknąłem autorce pominięcia sprawy 33.4, natomiast w tej pierwszej - 27.1a - właśnie prostuję jej błędną informację. Sprawa interpretacji byłych już przepisów i genezy tej regulacji w KW jest tu drugorzędna, a Ty z tego powodu zakwestionowałeś radykalnie cały tekst, w tym pośrednio owo konieczne sprostowanie. Na koniec pytasz retorycznie, po co rozpowszechniać taki tekst, choć w tej właśnie sprawie jednoznacznie i
poprawnie sprostowałem błędną informację nt. aktualnego stanu prawnego.
W wolnej chwili zastanów się nad pytaniem postawionym w mojej odpowiedzi - czy przy ścieżce jednokierunkowej zapis KW jest potrzebny, czy też wystarczy tu zasada pierwszeństwa z prawej strony. Nie jest to żaden argument za czy przeciw jedno- i dwukierunkowym.
> dobry zwyczajem jest tak ważkie (!) teksty wrzucać
> _wewnętrznie_ do peer review.
Przecież ja tego tekstu nie wrzuciłem na stronę, tylko właśnie wysłałem do ZM, gdzie m.in. Olek czytał go przed umieszczeniem na ich witrynie.
> sprawa się mocno rozlała po sieci
Byłbym wdzięczny za jakieś info, bo do mnie nic nie dotarło.
Inna osoba (jej nie pytałem o zgodę na wrzucenie wymiany zdań na forum, więc nie wchodzę w szczegóły) napisała mi, że przesadziłem pisząc o slalomie. Odnośne zdanie też w międzyczasie zniknęło z tekstu na stronie, więc je przytaczam:
Cytuj:
Zdaniem Autorki skrajnym przypadkiem nieodpowiedniego zachowania rowerzysty jest jazda slalomem na drodze o mniejszym nasileniu ruchu (s. 12). Prawo o ruchu drogowym nie zawiera takiego zakazu. Jeśli możemy się upewnić, że nie ma w pobliżu żadnych innych uczestników ruchu, którym mogłoby to przeszkadzać, to lekki slalom jest przyjemną i bezpieczną zabawą.
Ciekaw jestem Waszego zdania w dwóch kwestiach:
1. Czy zdanie zacytowane przez Marcina jako "bzdura do kwadratu" jest prawdziwe czy fałszywe? Rzecz ma już znaczenie raczej teoretyczne, ale sądząc temperatury odpowiedzi nie jest dla mojego adwersarza bez znaczenia. Praktycznie też może jeszcze mieć zastosowanie: jeśli ktoś miał jeszcze przed nowelizacją tego typu wypadek (np. jechał DDR po prawej stronie drogi, kierowca skręcający w prawo zajechał mu drogę i rower wbił się w błotnik samochodu) i sprawa jeszcze się ciągnie.
2. Czy lekki slalom na pustej drodze - gdy możemy się upewnić, że nic nie jedzie i nic nam zaraz nie wjedzie - jest jakoś prawnie zakazany? I czy warto zachęcać do takiej zabawy - może niekoniecznie w polemice z bzdurną broszurą, ale w ogóle? Wydaje mi się, że jest to dobra odtrutka na serwowaną nam ciągle z różnych stron atmosferę strachu i zarazem jasny sygnał, że jeżdżąc rowerem można nie tylko szybciej dojechać, być zdrowszym itd., ale też mieć z tego frajdę niedostępną dla kierowców.