Wywiad z hamerykańskim "specjalistą od budowy dróg" z Rzeszowa... Czasem sensowanie, czasem od czapy. Co ciekawsze kąski wężykiem... Wróć! Boldem.
http://wyborcza.pl/jazdapopolsku/1,113777,9438239,Amerykanin_o_kierowcach__jakby_uciekli_z_psychiatryka.html?as=1&startsz=xCytuj:
Amerykanin o kierowcach: jakby uciekli z psychiatryka
Rozmawiał Marek Kruczek 2011-04-15, ostatnia aktualizacja 2011-04-15 10:13:54.0
Drogi w Rzeszowie są najlepsze w Polsce, ale brakuje przejść podziemnych, ścieżek rowerowych i stojaków. Za to jeździcie jak nieodpowiedzialni wariaci - uważa Amerykanin mieszkający w Rzeszowie
Marek Kruczek: Pierwsze wrażenie po przyjeździe do Polski?
Ralph McGaw, nauczyciel języka angielskiego, pochodzi z USA, od siedmiu lat mieszka i pracuje w Rzeszowie: Podróżowałem z Londynu przez Francję i Niemcy. Jako pasażer drzemałem na kanapie samochodu. Gdy przekroczyliśmy granicę o drugiej w nocy, od razu się obudziłem, nagle znalazłem się w innym świecie. Ciemno, las, dziury w drodze, koszmar. Ale zaznaczam, że to było siedem lat temu, teraz wiele się zmieniło.
A kierowcy?
- Tu niewiele się zmieniło, a wtedy miałem wrażenie, jakby większość z nich właśnie uciekła z psychiatryka. Bardzo szybka jazda, zupełny brak szacunku dla innych. Mnóstwo pijanych pieszych na drogach. Takie miałem pierwsze wrażenia. I niewiele się zmieniło.
Jakie pierwsze wrażenie zrobił na panu Rzeszów?
- Jak tu wjechałem pierwszy raz, to akurat remontowano Lisa-Kuli. Pomyślałem: szkoda kupować samochód na takie drogi. Dziury to jedno. Ale np. nie mogłem się nadziwić, jak zobaczyłem takie nawierzchnie, które w lecie topnieją jak lód. Jak odjechał samochód, który stał na czerwonych światłach, to po odcisku w asfalcie można było niemal odczytać markę opon. Ale teraz Rzeszów ma najlepsze drogi ze wszystkich polskich miast, w jakich bywałem, łącznie ze stolicą.
Z zawodu jestem m. in. specjalistą budowy dróg. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce do masy asfaltowej nie dodawało się popiołu, który wtedy był za darmo. Dopiero później polskie elektrownie zaczęły go sprzedawać np. Francuzom, którzy używali go do budowy dróg.
Naprawdę jest tak dobrze z rzeszowskimi drogami, że nie trzeba nic zmieniać?
- Drogi to jedno, a układy komunikacyjne to drugie. Na pewno należałoby zmniejszyć liczbę przejść dla pieszych na głównych ciągach komunikacyjnych. W ich miejsce budować przejścia podziemne. Nie mogę zrozumieć jeszcze jednej rzeczy. Dlaczego w Polsce sygnalizatory na skrzyżowaniach wieszane są tak, że kierowca, który stoi pierwszy na czerwonym i podjedzie blisko skrzyżowania, może sobie złamać kark, sprawdzając, czy światło się już zmieniło. W USA i w wielu miejscach na świecie sygnalizatory są po prostu montowane po przeciwnej stronie skrzyżowania i wtedy nikt nie ma kłopotów z obserwowaniem świateł.
Aha, jeszcze poważne zastrzeżenie do drogowców. Nie rozumiem ani jako mieszkaniec, ani jako fachowiec od dróg, dlaczego wbrew wszelkim zasadom w Polsce, więc i w Rzeszowie, remontuje się drogi jesienią. Wszędzie na świecie wiedzą, że to nie ma sensu, bo wiosną trzeba wszystko naprawiać, ale w Polsce nie. To brak rozsądku.
Oprócz dróg bardzo ważna jest cała infrastruktura komunikacyjna. Według mnie świetny pomysł to liczniki czasu na skrzyżowaniach. Dobre jest też to, że buduje i remontuje się wiele chodników. Jednak ciągle jest za mało ścieżek rowerowych i za mało stojaków na rowery.
Polska policja drogowa?
- Mam kilka lat doświadczeń i teraz też jest o wiele lepiej. W USA, UE policjanci są wzorem do naśladowania, uosobieniem cnót. W Rzeszowie przed laty policjant chciał ode mnie łapówkę, ale gdy podróżowałem po Polsce, to często miałem takie przygody. Jak policjanci widzieli, że jestem obcokrajowcem, to proponowali najwyższą z możliwych karę za wykroczenie. Kiedyś odpowiedziałem, że nie mam gotówki i... zaproponowali mi, że podwiozą mnie pod bankomat. Teraz nie mam już negatywnych doświadczeń.
Wróćmy do kierowców.
- W USA jak ktoś np. przyspiesza, gdy inny kierowca go wyprzedza, to jest uważany za jednostkę aspołeczną. Nie żartuję. Tacy kierowcy często dostają po twarzy, a i zdarzają się strzelaniny. Tak, bardzo poważnie się do tego podchodzi. Podobnie jak do tzw. jazdy na ogonie. W Polsce to norma. Jadę, a widzę w lusterku inny samochód tuż za moim zderzakiem, to bardzo niebezpieczne i nieodpowiedzialne.
Generalnie wszyscy się spieszą, czy to ma sens, czy nie. W USA samochód to coś bardzo ważnego. Mówi się, że jak ktoś nie szanuje samochodu, czyli czegoś pięknego i drogiego, to nie potrafi też szanować żony, dzieci, domu itd. Coś w tym jest. A jak jeździ jak wariat, to mówi się, że musi być kiepskim kochankiem. Bo taki, jak za kierownicą, na pewno jest w łóżku. Czyli szybko i byle jak, a kobiety wolą powoli, czule i dobrze.
Wielu rzeczy nie rozumiem w zachowaniu kierowców w Rzeszowie. Jazda od świateł do świateł na pełnym gazie to absurd i równocześnie codzienność. Samochód jedzie za szybko i siłą rzeczy trafia na następnym skrzyżowaniu na czerwone światło. Zatrzymuje się, po kilku sekundach startuje, i od nowa to samo. Bez sensu, logiki i płynności.
Szczególnie nie akceptuję takiej jazdy i w ogóle szybkiej jazdy, kiedy kierowca wiezie pasażerów, np. żonę i dzieci. Brr, to zupełny brak szacunku, troski, odpowiedzialności za siebie i innych. A, niestety, jest to nagminne. W USA większość kobiet nie wsiądzie do samochodu z kimś, kto ma opinię pirata, za szybko jeździ. Na polskich i rzeszowskich drogach panuje chaos, nie ma kultury jazdy.
Czy podziela pan opinie, że polscy kierowcy traktują pieszych jak ludzi niższej kategorii?
- O tak. To wpisuje się w obraz kierowcy, który nie ma szacunku dla nikogo i niczego. Poznałem kiedyś w Rzeszowie Australijczyka, uczył tu angielskiego. Zginął na przejściu dla pieszych na Dąbrowskiego, nieopodal komendy policji. Mógł żyć, ale komuś zabrakło odpowiedzialności i wyobraźni.
Kiedyś podróżowałem przez Polskę autokarem. Siedziałem tuż obok kierowcy. Z daleka widziałem, jak przez przejście dla pieszych przechodzi pies. Kierowca trąbił, pies nie uciekał. Co zrobił kierowca? Nie zdjął nogi z gazu. Zabił psa i pojechał jakby nigdy nic.
Wierzę w Boga i wychowywano mnie w szacunku dla innych, także dla zwierząt. Zawsze mnie uczono, że Bóg obarczył nas także odpowiedzialnością za zwierzęta, które stworzył. Polacy to w większości katolicy...
Motocykliści to postrach dróg?
- Za granicą każdemu dziecku, które zaczyna poruszać się jednośladem, wpaja się zasadę, że ma się zachowywać na drodze tak, jakby było niewidoczne dla innych. Po to, by zanim wykona jakikolwiek manewr, trzy razy się rozejrzało i sprawdziło, czy nie spowoduje zagrożenia. I tak mają jeździć i myśleć motocykliści. W Polsce jest przeciwnie. Motocykliści mają nawyki z gier komputerowych. Jeżdżą tak, jakby od dziecka im wpajano, że wszyscy ich widzą i muszą widzieć, a to jest zgubne. I smutne. Oni giną i zagrażają innym. I nie nazywałbym ich ofiarami tylko samobójcami, a samobójstwo to grzech.
Czy jest coś, w czym polski kierowca mógłby być wzorem dla innych w świecie?
- (po długim namyśle) Nie.
Ale są szkoleni, jeżdżą L-kami po zatłoczonych centrach miast, niczego dobrego się nie uczą?
- W Polsce uczy się tak naprawdę tylko teorii. Mówienie, że kurs to nauka jazdy, to przesada, strata pieniędzy i czasu, bo młodzi kierowcy nie potrafią się zachować w większości sytuacji na drodze. Po prostu nie potrafią jeździć, przewidywać.
Nie wiem w sumie czemu mają służyć takie wywiady. Powielaniu stereotypów? Mieszaniu ludziom w głowach? Mieszanie rozsądku z absurdem bez komentarza dziennikarza to słaby pomysł na artykuł, jeśli prowadzi się kampanię społeczną...