amiron napisał(a):
No cóż empatii u Was nie znajdę

Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
Znajdziesz. Opisany przez Ciebie przypadek jest w mojej ocenie doskonałym przykładem na to, jak demoralizujące dla obywateli jest zaniechanie przez różne organy (w tym przypadku SM) wykonywania swoich ustawowych obowiązków.
Oczywiście, jak ktoś powyżej napisał, można argumentować, że zaniechanie to nie zwalnia Cię z obowiązku przestrzegania przepisów, ale z drugiej strony, dlaczego państwo samo zwalnia się z obowiązku egzekucji tych przepisów? I dlaczego nagle - ni z gruszki ni z pietruszki - zaczyna je znowu egzekwować? Jest to działanie niekonsekwentne. Uważam, że obywatel ma prawo do jasności reguł obowiązujących w państwie - powinien wiedzieć, co wolno, a czego nie. W Polsce w wielu przypadkach takiego prawa odmawia się obywatelom.
Formalnie nie masz do kogo mieć pretensji za ten mandat. Niemniej jednak w pełni rozumiem, że czujesz się w jakiś sposób pokrzywdzony. Tak samo jak ja będę się czuł pokrzywdzony, jak któregoś dnia dostanę mandat za jazdę na rowerze po chodniku wzdłuż al. Waszyngtona - bo dotychczas wiele razy 'przymknięto na to oko'.
Już kilka razy pisałem tę myśl na tym forum. W Polsce prawo stanowione w dużej mierze nie obowiązuje w życiu codziennym. Mocniej: w Polsce rażące zaniedbanie jest codziennym sposobem funkcjonowania większości instytucji. Obowiązuje za to prawo zwyczajowe, na ogół respektowane także przez służby. Jaskrawym tego przykładem jest właśnie kwestia parkowania. Na niektórych ulicach znaki zakazu nie mają żadnego znaczenia (bo taki się tam wytworzył zwyczaj). Gdy nagle zaczyna się egzekwować obowiązujące tam prawo, ludzie czują się pokrzywdzeni. Zresztą słusznie. Bo jak nie czuć się pokrzywdzonym, gdy zostanie się nagle ukaranym za coś, co uszło płazem tysiącom osób? Trzeba być jakimś cholernym idealistą, żeby coś takiego uważać za słuszną karę.
Cytuj:
Na chodnikach stawać już nie będę, obiecuję...
Piękna obietnica, ale nie do zrealizowania w m.st. Warszawie. Nie z Twojej winy. Z winy zarządców ulic, którzy ciągle na nowo wyznaczają miejsca parkingowe na chodnikach, utwierdzając tysiące kierowców w tak czy siak już powszechnym przekonaniu, że "normalnie" zaparkowany samochód przynajmniej dwoma kołami powinien stać na chodniku. Albo przynajmniej na jakimś krawężniku.