http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy ... 7777,.htmlCytuj:
'W Londynie drogi moje i Dominique rozchodziły się o wpół do dziewiątej rano - mówi Mike, aktor i reżyser teatralny, który przed kilkoma miesiącami z żoną i czworgiem dzieci (od 1,5 roku do 9 lat) przeprowadził się do Berlina i zamieszkał na Prenzlauer Berg. - Ona zawoziła samochodem dzieci do szkoły, ja przez godzinę jechałem metrem do centrum miasta'. I choć taki wydaje się los mieszkańca dużego miasta, w Berlinie zaczęli żyć bez samochodu, dzieci do szkół zawożą rowerami (w deszczowe dni - tramwajem spod domu). Rowerzyści świadczą o jakości współczesnego miasta, niczym raki o czystości jeziora, są oznaką tego, że miasto jest sprawnie i bezpiecznie zorganizowane. Wprowadzenie roweru do berlińskiego tramwaju lub metra nie jest niedorzecznym pomysłem (tramwaje są tu szerokie jak autobusy, autobusy ciche jak tramwaje, metro liczy sobie 170 stacji, a miejska kolejka - 330 km torów).
[...]
Rankiem przez Prenzlauer Berg sunie sznur rowerów, wiele z przyczepami dla maluchów, lub - co niewyobrażalne gdzie indziej - z maluchami sunącymi na własnych minirowerach obok (biada temu, kto wejdzie na czerwoną ścieżkę; w obronie swych rowerowych praw pacyfistyczny z reguły berlińczyk potrafi wypalić z grubej rury). W południe na kawiarnianych stolikach pienią się mleczne kawy, na targowych straganach zalega biozielenina, na słupach powiewają ogłoszenia: o nowym przedszkolu dla dzieci z rodzin dwujęzycznych, o cotygodniowych zajęciach jednego z lokalnych joginów, o pchlim targu organizowanym w sobotę przez mieszkańców kamienicy za rogiem... Kiedy sznur rowerów wraca z miasta, wózki toczą się pojedynczo lub grupami w stronę placów zabaw.