http://www.tvnwarszawa.pl/-1,1628365,0,,,wiadomosc.htmlCytuj:
Górą czy dołem: Jak budować przejścia dla pieszych?
19:05 12.11.2009 / TVN Warszawa
Czy w rejonie planowanych stacji II linii metra znikną tradycyjne przejścia dla pieszych, a zastąpią je podziemne? Tak chcą drogowcy, policjanci i większość kierowców. Ekolodzy odpowiadają: tak się już na świecie nie buduje. Miasto jest dla pieszych, więc nie każcie im schodzić do podziemi.
Projekt organizacji ruchu przy Dworcu Wileńskim zakłada likwidację zebr. Podobnie może być wokół stacji Świętokrzyska i przy rondzie ONZ. Zamiast tradycyjnych przejść dla pieszych eksperci chcą budować przejścia podziemne.
Pomysł podoba się policjantom, którzy twierdzą, że likwidacja zebr poprawi bezpieczeństwo.
29 ofiar tradycyjnych przejść
- Od stycznia do września na skrzyżowaniach zginęło 29 pieszych potrąconych na pasach - podkreślał w studiu TVN Warszawa nadkomisarz Tomasz Krupa ze stołecznej drogówki. - Likwidacja przejść dla pieszych w okolicy Dworca Wileńskiego na pewno udrożniłaby też skrzyżowanie. Więcej samochodów mogłoby wjechać i wyjechać z centrum.
Policjant przyznaje jednak, że tam gdzie są przejścia podziemne, piesi często i tak przebiegają w niedozwolonych miejscach.
Miasto nie tylko dla samochodów
- Miasto pełni różne funkcje, a ludzie nie poruszają się tylko samochodami. Przejścia podziemne to duże utrudnienie dla mieszkańców, szczególnie tych poruszających się na wózkach lub matek z małymi dziećmi - twierdzi z kolei Magdalena Mosiewicz z Zielonych 2004. - Przestrzeni w mieście nie powinni projektować tylko drogowcy, bo wtedy zamiast placów i miejsc spotkań dla mieszkańców będziemy mieli ulice tranzytowe i parkingi - dodaje.
Ratusz: jeszcze się zastanawiamy
Co na to ratusz? - Dopiero przygotowujemy się do konkretnych rozwiązań. Na pewno weźmiemy pod uwagę głosy wielu stron, również organizacji pozarządowych - zapewnia Marcin Ochmański, rzecznik ratusza. - Ale wychodzącemu np. z metra Świętokrzyska pasażerowi, który chce dostać się na plac Defilad chyba wygodniej będzie dostać się na drugą stronę pod ulicą, niż wychodzić na powierzchnię, a potem czekać na zielone światło na pasach - przekonuje.
Jak podkreśla rzecznik ratusza, ostateczne rozwiązania zostaną wypracowane już w trakcie inwestycji i będą poprzedzone konsultacjami społecznymi.
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,7248665,.htmlCytuj:
Plac Wileński dla ludzi, nie dla samochodów
Krzysztof Śmietana
2009-11-13, ostatnia aktualizacja 2009-11-12 18:25
Plany likwidacji przejść dla pieszych przy Dworcu Wileńskim wywołały burę. Stowarzyszenia działające na Pradze mobilizują się. I proponują: - Zamiast kolejnego skrzyżowania dla samochodów zróbmy tam plac dla mieszkańców.
Nasz tekst o planach likwidacji zebr wywołał wiele emocji. Przypomnijmy, że w czasie budowy centralnego odcinka metra urzędnicy chcą zlikwidować część przejść naziemnych - najwięcej przy Dworcu Wileńskim. Piesi mieliby tam korzystać tylko z przejść pod ziemią. Planiści chcą też poszerzyć wloty ulic, by było wygodniej kierowcom.
Czytelnicy gorąco się spierają na ten temat na forum Gazeta.pl. Dostajemy także wiele maili od czytelników. Część osób jest za likwidacją przejść naziemnych, żeby ułatwić przejazd samochodom. Większość nie zostawia jednak na tym pomyśle suchej nitki. Piszą do nas nawet Polacy mieszkający za granicą. - W całej Europie przynajmniej od 20 lat odchodzi się od przejść podziemnych. Priorytetem jest odzyskiwanie miasta dla ludzi - przypomina Marcin Suszycki z Berlina.
Temat zagospodarowania pl. Wileńskiego wywołał też gorącą dyskusję na Pradze. Działające tam organizacje społeczne chcą przejąć inicjatywę. Zamierzają powalczyć o to, by w czasie budowy drugiej linii metra powstała tam przestrzeń przyjazna dla mieszkańców. - Plac Wileński to przecież serce Pragi. To nie może być tylko węzeł przesiadkowy. Spychanie ludzi do podziemi to nonsens - mówi Antoni T. Dąbrowski ze Związku Stowarzyszeń Praskich.
Wspólnie z innymi praskimi organizacjami i urzędem dzielnicy w następny piątek organizuje spotkanie na temat zagospodarowania pl. Wileńskiego. Zamierzają zaprosić na nie prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz i wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza. Chcą zaprezentować własną koncepcję urządzenia tego rejonu. - Plac Wileński to potencjalnie jeden z najpiękniejszych placów śródmiejskich w Warszawie - uważa Tomasz Peszke z Praskiego Stowarzyszenia Mieszkańców "Michałów". Przypomina, że przyjęta w tym roku przez Radę Warszawy strategia komunikacyjna zakłada przywracanie ulicom i placom w centrum funkcji miejskich. - Jak się ma do tego plan stworzenia na pl. Wileńskim olbrzymiego skrzyżowania z dziewięcioma pasami ruchu w al. "Solidarności" i ośmioma na Targowej? - pyta.
Marcin Ochmański z biura prasowego ratusza twierdzi, że władze miasta są skłonne do dyskusji o tym, jak zagospodarować pl. Wileński.
Listy od czytelników:
Teraz oni: straszni mieszczanie!
Ostatnia wiadomość z Pragi jest taka: jak nam zbudują stację metra przy Dworcu Wileńskim, to zlikwidują przejścia dla pieszych na głównym praskim skrzyżowaniu. Wierzącym we wszechmoc spisków i układów systematyczna degradacja ul. Targowej starczy za przykład koronny. A jest to nie tylko jedyny bulwar Pragi, lecz całej Warszawy. Bulwar, mówi nam doświadczenie, a potwierdza encyklopedia, to "szeroka, zadrzewiona ulica miejska przeznaczona dla ruchu pieszego i kołowego". Targowa - jak znalazł.
Najpierw wprawiono w stan śpiączki i amputowano bazar Różyckiego, przez długie dekady powojenne jedno z najbardziej żywotnych, malowniczych miejsc stolicy i kraju. Potem wybudowano Centrum Wileńska, które miało otoczenie podnieść, ale swoimi butikami, marketami i fast foodami ogołociło Targową z targu - zarówno sklepowego, jak i barowego.
Rozrasta się tu teraz osobliwa hybryda lumpeksów z aptekami, a na całej długości bulwaru nie ma ani jednej kafejki, z której można by popatrzeć na ludzi. Następnie ogłoszono, że na błoniach pod Stadionem, a jakże, Narodowym, żaden naród (czyli dzieci i młodzież, jak dawniej bywało) nie będzie sobie grać ani biegać, nie powstanie też na nich Narodowy (a jakże!) Ośrodek Sportu, lecz wybuduje się biurowce i centra handlowe. Tym sposobem Targowa nie tyle zostanie wzięta w dwa ognie, ile wymierzy się jej cios w plecy, po którym już nigdy się nie podniesie.
A teraz zaplanowano likwidację przejść dla pieszych. I słusznie - bulwar w stołecznym mieście Warszawie to nie jest ulica, po której piesi będą się przechadzać! Panowie jazda będą na nim korkować.
I kto tym rządzi? Ani spisek, ani układ - t e r a z o n i:
"Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą, że deszcz, że drogo, że to, że tamto/ Trochę pochodzą, trochę posiedzą/ I wszystko widmo. I wszystko fantom. ( )
A patrząc - widzą wszystko o d d z i e l n i e:/ Że dom że Stasiek że koń że drzewo /
Jak ciasto, biorą gazety w palce/ I żują, żują na papkę pulchną,/ Aż papierowym wzdęte zakalcem/ Wypchane głowy grubo im puchną.
I znowu mówią, że Ford że kino / Że Bóg że Rosja radio, sport, wojna / Warstwami rośnie brednia potworna/ I w dżungli zdarzeń widmami płyną".
(Fragmenty wiersza Juliana Tuwima "Mieszkańcy" z tomu "Biblia cygańska", 1933)
Andrzej Mencwel
Ratujmy zebry wokół zoo
Bardzo cieszy mnie poruszenie tematu, jakim jest planowane zakopanie pieszych przejść pod ziemią, ponieważ obrazuje on w swoim absurdzie większy problem, jakim jest całkowity brak polityki planowania przestrzennego oraz komunikacyjnego Warszawy. Nie chcę bronić firmy Faber Maunsell, bo nie jakość jej pracy jest tu sednem problemu. Pewnie wykonała swoją robotę, jak potrafiła najlepiej i według wytycznych miasta. I tu jest moim zdaniem centrum problemu.
To miasto wytycza standardy, kierunki rozwoju. Innymi słowy, jest to sprawa polityczna. Jeżeli miasto miałoby wypracowaną politykę komunikacyjną w zakresie ruchu pieszego, np. "Miasto dla ludzi, nie dla samochodów", i byłaby ona opisana w prostych, ale obowiązujących wszystkich zasadach, to wykonawca zlecenia, lepszy lub gorszy, albo jak kto woli, przepełniony myślą humanistyczną w mniejszym lub większym stopniu, nie miałby nic do gadania i karnie narysował plac Wileński jak w cywilizowanym mieście europejskim, a nie jak w peryferyjnym mieście północnego wschodu - wielkiej wsi ulicówce.
Krzysztof Banaszewski, CENTRALA Grupa Projektowa
Skrzyżowania to nie deptaki
Oto mamy kolejny nawiedzony pomysł. Coś komuś się kołacze po głowie i chce to wprowadzać. Przejścia podziemne to konieczność na ruchliwych arteriach! Mówimy o dwóch najważniejszych arteriach przelotowych na Pradze: Targowej i Radzymińskiej. Żebyśmy nie wiem, jak się starali, nie zmniejszymy tam ruchu samochodów. A więc jedyne sensowne rozwiązanie to oddzielenie ruchu pieszego od samochodowego.
Pomysłodawcom przejść pieszych marzy się idylliczna wizja spacerowych deptaków - owszem, lubię takie miejsca, ale nie na ruchliwych skrzyżowaniach. To jest możliwe np. na Krakowskim Przedmieściu. Natomiast przy ruchliwych arteriach nikt sobie nie spaceruje dla przyjemności, tylko chce szybko pokonać skrzyżowanie, złapać przesiadkę i jechać dalej.
Obecnie, żeby przejść dwa razy po światłach przy Dworcu Wileńskim, potrzeba nieraz 5-6 minut, bo każda z ulic ma swoją fazę zielonego światła. Przejścia podziemne w takich miejscach oszczędzają czas pieszych, choć trochę upłynniają ruch i stanowią dodatkowe miejsce w przestrzeni publicznej na usługi i cywilizowany handel.
Michał Starzewski
Ludzie niech zostaną na ziemi
Z przerażeniem przeczytałem informację o kolejnych planach likwidacji przejść nadziemnych w Warszawie. Takie rozwiązania stosowano często w całej Europie w latach 60., jednak odchodzi się od nich. W Berlinie, Londynie, Rzymie i Pradze zlikwidowano w międzyczasie większość przejść podziemnych i wyznaczono w ich miejsce normalne przejścia nadziemne dla pieszych. Odbywa się to kosztem tzw. płynności ruchu samochodowego, ale ułatwienia dla samochodów już nigdzie nie są priorytetem. Jest nim odzyskiwanie miasta dla ludzi. Przejścia podziemne zachowane zostały jeszcze w Moskwie, Kijowie, Mińsku i Bukareszcie.
Warszawa już teraz jest pozbawiona normalnego centrum przez szereg przejść podziemnych na ul. Marszałkowskiej i w Al. Jerozolimskich. Jeżeli codzienne męki matek z wózkami dziecięcymi oraz ludzi poruszających się na wózkach inwalidzkich nie są dla władz miasta żadnym argumentem przemawiającym za likwidacją przejść podziemnych, to dodam, że brak przejść nadziemnych w centrum szokuje większość turystów przyjeżdżających do Warszawy i zmuszonych do korzystania z labiryntów śmierdzących podziemi. O tej prawdziwej opinii na temat Warszawy można przeczytać na forach internetowych, a nie w zamawianych przez warszawski ratusz badaniach. Plany budowy kolejnych przejść podziemnych są skandalem i muszą natrafić na opór ludzi, którym zachowanie miejskości i europejskości Warszawy leży na sercu.
Andrzej Marcin Suszycki, Berlin
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Wyróżnienia kursywą moje. Komentarz:
1. W dyskusję na temat placu wkradło się pewne przekłamanie. Nie chodzi o to, by w ogóle zrezygnować z przejść podziemnych na placu, ale o to by nie likwidować przejść nadziemnych. Kto wysiada z metra albo ma paniczne stany lękowe na myśl o pokonywaniu ulicy w poziomie, może iść pod ziemią. Kto przesiada się z autobusu na tramwaj albo idzie do centrum handlowego z kamienicy naprzeciwko, nie musi ganiać po schodach. W ten sposób i wilk syty, i owca cała. Dobrze to sformułował Wojtek w swojej wypowiedzi w pierwszym artykule, ale widać że Ochmański jak rasowy troll polemizuje nie z adwersarzami, a z samym sobą.
2. Dyskusja po raz kolejny pokazuje, że miasto de facto NIE MA żadnej polityki ani strategii. Coś tam pozapisywało w różnych dokumentach, bo, panie, Łunia kazała, ale decyzje i tak podejmują ćwoki, które tych dokumentów nawet nie przeczytały, nie mówiąc o zrozumieniu.