axxenfall napisał(a):

(Więcej
tutaj)
Na tym zdjęciu pięknie wyszedł ten strażak z grupy operacyjnej Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej, która przyjeżdża do poważniejszych zdarzeń. Najczęściej dojeżdżają już po rozpoczęciu działań przez inne jednostki i przejmują dowodzenie, nie będąc bezpośrednio w strefie zagrożenia i nie dokonując rozpoznania, ale gdy ruszają jednocześnie z zastępami gaśniczymi z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 3, która razem z Komendą Miejską mieści się przy Pl. Unii Lubelskiej, to czasem wychodzą takie kwiatki:
- w mundurze koszarowym z podwiniętymi rękawami
- w rozpiętych butach
- w czapeczce zamiast hełmu, co jak przyjedzie dużo jednostek utrudnia rozpoznanie dowodzącego, bo jedyne, czym on się różni od pozostałych strażaków, to kolor hełmu i/lub kolor otoku na hełmie, już o jego bezpieczeństwie nie wspominając...
- podejście na odległość kilku metrów od nawietrznej nie jest jakimś specjalnym problemem, (dopóki nie zmieni się kierunek wiatru - wtedy lepiej mieć na sobie ubranie bojowe zwane Nomexem, kominiarkę, hełm z przyłbicą i rękawice, które chronią strażaka przed promieniowaniem cieplnym...
Monty B. Ike napisał(a):
Cytuj:
Totalnie wypalone wnętrze, wszystko spłonęło, wszystko. Każde tworzywo sztuczne, wszystkie siedzenia (zostały tylko rurki z ich konstrukcji), z pod sufitu wisiały setki kabli bez izolacji.
Dziwne, że od kół (jeśli to przegrzany, zablokowany hamulec) lub z komory silnika ogień przeniósł się aż na dach i przód.
Gdyby to było na filmie, to powiedziałbym, że pirotechnicy przesadzili z napalmem...
W początkowej fazie pożaru, gdy autobus jechał szybko z trójkąta spalania składającego się z materiału palnego, dostępu tlenu i wydzielania ciepła, to właśnie ciepło było najskuteczniej odprowadzane, co nie pozwalało na rozwój pożaru w kierunku przodu autobusu. Zgodnie z kierunkiem wiatru pożar w pojeździe rozprzestrzenia się najszybciej, ale gdy wybuchł w komorze silnika, to do tyłu po prostu nie miał się gdzie rozprzestrzeniać, bo dalej nie było już autobusu. W takich warunkach kierowca mógł nie widzieć ognia, ani nie wyczuć dymu.
Gdy autobus się zatrzymał, to bardzo zmieniły się warunki odprowadzania ciepła, bo nie było już dużych ilości powietrza szybko ochładzających i usuwających gorące gazy ze strefy spalania. Wtedy pożar zaczął się rozprzestrzeniać znacznie szybciej. Największe znaczenie miało teraz zjawisko konwekcji w wyniku którego gorący dym unosi się do góry i wypełnia pojazd pod sufitem.
Gdy wartość promieniowania od gorących gazów pod sufitem przekroczy pewną krytyczną wartość, to pojawiają się języki ognia w warstwie dymu, w której są niespalone jeszcze ze względu na niedobór tlenu w strefie spalania cząsteczki materiałów palnych (spalanie płomieniowe zachodzi w fazie gazowej - ciecze i materiały stałe topiące się nie spalają się w stanie stałym, tylko palą się pary cieczy wymieszane z powietrzem na powierzchni rozlewiska) a w wyniku wzrostu wartości promieniowania rośnie temperatura, co prowadzi do rozgorzenia, czyli do jednoczesnego zapalenia się wszystkich materiałów palnych wewnątrz pojazdu, budynku lub pomieszczenia.
Od tego momentu spalanie ze zlokalizowanego przechodzi w objętościowe, a o jego intensywności i czasie decydują już tylko warunki wentylacji (odprowadzania dymu i wpływania powietrza do strefy spalania) a płomienie i dym wydostają się na zewnątrz przez otwory w górnej części budynku, pomieszczenia, lub pojazdu, natomiast poniżej wysokości do której wydostaje się dym, czyli płaszczyzny neutralnego ciśnienia, jest zasysane do środka powietrze, które decyduje o intensywności spalania, która w zasadzie jest stała aż do wypalenia wszystkich materiałów palnych - oczywiście, jeśli nie podejmie się działań gaśniczych lub nie zmienią się warunki wentylacji.