marek.slon napisał(a):
Cytuj:
martwy rowerzysta nie jest w stanie złożyć zeznań i wyjaśnić dlaczego jechał jezdnią
Prawnie nie ma to żadnego znaczenia - kodeks nie uzależnia obowiązku jazdy poboczem od woli rowerzysty, tylko od "obiektywnej" przydatności do jazdy. Tę udowodnić łatwo: wystarczy przejechać ten odcinek pobocza rowerem.
Prawnie to ma takie znaczenie, że rowerzysta ma prawo zmienić kierunek jazdy by np zjechać na nieruchomość po lewej stronie drogi. Oczywiście o ile nie ma żadnych zakazów, podwójnych ciągłych itd.
marek.slon napisał(a):
Cytuj:
Przecież to, że ktoś jedzie lewym pasem (przy dwóch pasach w jednym kierunku) mimo, że prawy ma wolny nie upoważnia jadącego z tyłu by mu wjechać w kufer.
Oczywiście. Nie podejrzewam kierowców o tak mordercze zamiary. Chodzi o sytuację, kiedy kierowca nie ma miejsca na ominięcie ani czasu na hamowanie, a jak do niej doprowadził, to inna sprawa. Na drogach z poboczem jest dużo zakrętów o ograniczonej widoczności, a dozowlona prędkośc to zazwyczaj 90 km/h.
Prawo nie tylko reguluje bezpośrednio (oczywiście w ograniczonym stopniu) zachowania ludzi, ale też kształtuje ich świadomość, wpajając pewne normy. Ten przepis ugruntowuje przekonanie, że rowerzysta nia ma prawa do jezdni, że jest tam intruzem, którego się toleruje w wyjątkowej sytuacji, ale zazwyczaj powinien stamtąd zniknąć.
Nie dostosował prędkości do warunków drogowych, nie zachował właściwej ostrożności. Taka obrona miałaby cienkie podstawy bo skoro wjechał w rower to tak samo by wjechał w starego ursusa z dokładnie tych samych przyczyn. IMO z tym przepisem i jego wpływem na świadomość lekko przesadzasz. Raczej byłbym skłonny uzależnić to od generalnej lotności danej osoby ponieważ znam przynajmniej jeden przypadek persony, której rowerzyści przeszkadzają i na jezdni, i na chodniku - w zależności od tego czym się akurat porusza.