Praga-Północ nie chce rowerzystów?29-06-2009, ostatnia aktualizacja 29-06-2009 21:18
Dzielnica wstrzymała budowę najdłuższej ścieżki rowerowej. Powód? Urzędnicy nie chcą się zgodzić na 11-metrowy odcinek przy ul. Brechta. Projektant: To absurd.

autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
*Spór o ten chodnik przy ul. Brechta blokuje całą inwestycję
+zobacz więcej
Nowa ścieżka ma przebiegać od Fabryki Samochodów Osobowych, wzdłuż ulicy Jagiellońskiej, aż do al. Solidarności. Drugi fragment ciągnie się wzdłuż ul. Radzymińskiej, od wybiegu dla niedźwiedzi to aż do ul. Kraśnickiej. W sumie ponad 8 km. Jest to kluczowa inwestycja rowerowa na prawym brzegu Wisły.
Projekt jest gotowy, wystarczy tylko złożyć zawiadomienie o rozpoczęciu robót. I można by wbijać łopaty, gdyby... nie brak zgody Urzędu Dzielnicy Praga-Północ, by droga rowerowa przecinała chodnik, którym kończy się ślepa ul. Brechta.
– Poprowadzenie ścieżki przez chodnik i wyjazd na środku ul. Brechta mogą prowadzić do kolizji – twierdzi Jarosław Sarna, wiceburmistrz Pragi-Północ.
Konstruktor jest zdziwiony. – Cały projekt zatwierdził miejski inżynier ruchu. Blokowanie tej inwestycji z powodu tego fragmentu to absurd – denerwuje się inżynier Józef Mrugalski z firmy Komprojekt, która przygotowała koncepcję. – Nawet jeśli nie wybudujemy w tym miejscu ścieżki, to rowerzyści i tak będą tędy jeździć, skręcając z Jagiellońskiej do osiedla. Wtedy dopiero może dochodzić do kolizji – podsumowuje.
Praga-Północ już dwukrotnie odmawiała zgody na przebieg ścieżki ul. Brechta, ale dopiero teraz podała powody. – Gdyby ktoś z nami wcześniej kwestię chodnika skonsultował, nie byłoby problemu – zapewnia pracownik urzędu dzielnicy, który zajmuje się projektem. – Przecież trzeba zmienić organizację ruchu na tym odcinku ulicy – wyjaśnia.
Zmiana sprowadza się do postawienia znaku zakazu parkowania samochodów na odcinku kilku metrów. Od dwóch miesięcy nic się nie dzieje. Urzędnicy decyzji nie zmienili, a projektant przygotowuje się do zmiany koncepcji, co zajmie mu kolejny miesiąc.
– Niestety, na Pradze-Północ jest często tak, że urząd deklaruje dobre chęci i na tym się kończy – komentuje Aleksander Buczyński z Zielonego Mazowsza, które uczestniczyło w konsultacjach projektu.
– Jestem pewien, że sprawę uda się załatwić. Nie wiedziałem, że to taki poważny problem. Przecież zdobycie mojego telefonu nie jest takie trudne i projektant mógł zadzwonić. Jeszcze w tym tygodniu podejmiemy decyzję – zapewnia burmistrz Sarna.
Życie Warszawy