pduncz napisał(a):
Reg napisał(a):
Zdecydujcie się w końcu. Jak zrobię tak, to każą podnosić, jak zrobię łagodny uskok, to każą wyrównywać.
U nas takim odchyleniem może być brak komunikacyjnej kultury, wynikający z nieprzyzwyczajenia do konstrukcji typu obniżona powierzchnia drogi rowerowej.
Możemy albo się z tym pogodzić i pieczołowicie utrzymywać ten brak kultury, albo dążyć do wzorców z krajów rozwiniętych.
W Holandii stosuje się, w przypadku wspólnego przebiegu drogi rowerowej i chodnika, różnice poziomów ok. 5cm i połączenie fazowane.
Najbliżej z krajów rozwinętych można to zobaczyć w Wiedniu -- położone na płasko krawężniki, chodnik wyżej, ścieżka niżej (oba obiekty asfaltowe).
Przy drodze rowerowej Gdańsk-Sopot połączenia tam, gdzie kończy się trawnik rozdzielający, robione są z bruku lub kamieni polnych. Ma to parę zalet -- nawet po ciemku bez świateł lub we mgle wiadomo, że najechało się na coś, co do jazdy nie służy (tym bardziej, że na tym pasie rosną latarnie

).
I nie jest to kwestia "
kurtuly komunikacyjnej" wspominanej notorycznie przez np. ZDM (
"jakby rowerzyści mieli kulturę komunikacyjną, to by nie wpadali na znaki drogowe" [stojące w skrajni
]), tylko dobrej praktyki -- rower to nie tramwaj, jadący po szynach i powinna być możliwość bezpiecznego ominięcia jakiegoś świństwa na drodze rowerowej -- samochodu, kupy śmieci, psiarza a nawet dresa.
Poza tym dochodzi jazda w warunkach słabej widoczności, która nie powinna być karana glebą.
Robienie zaś krawężnika zakończonego prostopadle, jak na Moście Świętokrzyskim, stanowi o braku kultury technicznej projektanta i wykonawcy. Swojego czasu na ten genialny przykład myśli drogowców warszawskich naciął się na Świętokrzyskim Marcin Hyła (
Miasta dla Rowerów), rowerzysta wytrawny i w różnych miastach bywały. Nie zglebił, ale wrażenie zapamiętał do dziś...