Cytuj:
Groob napisał(a):
I jeszcze jedna wątpliwość - piszesz, marek.slon, że na zdjęciu muszą być widoczne znaki.
To mi się wydaje trochę naciągane...
Odbieram to jako wygodnictwo Straży Miejskiej. Bo jeśli na podstawie zdjęcia można określić, na którym fragmencie ulicy zostało zrobione zdjęcie, to nie jest trudne zweryfikowanie tego, czy nastąpiło wykroczenie. Wystarczy podjechać i sprawdzić, czy np. to czerwone faktycznie jest oznakowane jako droga rowerowa.
Chodzi o dwie sprawy:
1. Wykazanie, że na pewno w tym czasie oznakowanie było prawidłowe i widoczne, a nie np. zasłonięte ciężarówką. Dotyczy to oczywiście tylko tej sytuacji, gdy złamanie prawa polegało na niedostosowaniu się do odpowiedniego znaku, a nie zasad ogólnych.
2. Umożliwienie uruchomienia procedury bez wysyłania patrolu na miejsce zdarzenia. Jeśli pojadą tam, to zrezygnują z jechania w inne miejsce i zysk z poświęconego przez nas czasu będzie żaden.
Cytuj:
Odnośnie danych osobowych - czy one pozostają słodką tajemnicą moją i Straży Miejskiej? Czy też może ukarani właściciele samochodów są informowani o tym, kto zgłosił wykroczenie?
Obawiam się, że nawet zgodnie z prawem sprawca może otrzymać te informacje. Kiedyś zgłosiłem włamanie do samochodu i wskazałem podejrzanego, uzasadniając to. Policjant odpowiedział mi, że zapewne mam rację, ale lepiej tego nie wpisywać do protokołu, bo będzie musiał tę osobę poinformować, kto ją wskazał. To było ponad 10 lat temu, ale zapewne nic sie nie zmieniło. Cytowany w tym wątku tekst o panie Romanie z Łodzi potwierdza te obawy -
Cytuj:
Spytałem, czy to zdjęcie z fotoradaru.
Nie, dostaliśmy od pana Romana.
Wygląda więc na to, że nie tylko trzeba poświęcić trochę czasu, ale również liczyć się z pewnym ryzykiem. Na razie mnie to jeszcze nie odstrasza.
Odpowiedź "poszkodowanych" kierowców może być zresztą także zgodna z prawem. Wyobraźcie sobie, że zaczęliby fotografować nas: jazda jezdnią, gdy obok jest pobocze, skręcanie na dwa takty, przejazd ul. Kapitulną, starszy pan jadący pustym chodnikiem... W ciągu kwadransa od wyjścia ze SM co najmniej 5 razy złamałem przepisy. Jestem przekonany, że nie naraziłem w ten sposób na niebezpieczeństwo lub niewygodę nikogo, a zgodnie z prawem jechałbym (a właściwie przez pół trasy szedł) do pracy dwa razy dłużej. Mając tę świadomość nie czepiam się każdego kierowcy, który zrobił coś wbrew kodeksowi, tylko tych, którzy robią to w sposób uciążliwy dla mnie lub dla innych. Nie interesuje mnie samo łamanie przepisów przez kierowców - nie czuję się policjantem - tylko to, że utrudniają mi życie.
Marek Słoń