marek.slon napisał(a):
Gdybym miał na nazwisko Żyrafa, a nie Słoń, to może bym zrozumiał obawy o pomylenie mnie z latarnią.
Jest coś takiego, jak zmiana kąta obserwacji przy zmniejszaniu odległości. Gwoli wyjaśnienia: Im wysoko umieszczony obiekt bliżej, tym pod wyższym kątem się go obserwuje. A samochody miewają dach...

Światła odblaskowe działają zaś wtedy, gdy pada na nie światło, tzn. gdy rower znajduje się przed samochodem, w wiązce reflektorów. Gdy -- na skrzyżowaniu (które są najbardziej wypadkogenne, czy w Polsce, czy w Holandii) -- nadjeżdża z boku, światła samochodu na niego nie padają.
marek.slon napisał(a):
Cytuj:
Prawodawca w Holandii wyszedł z następujących założeń:
Znasz uzasadnienie ustawodawcy (jeśli z netu, byłbym wdzięczny za link), czy tak Ci się wydaje?
Złośliwość nieco chybiła
Bywałem dobrych parę razy w Delft, gdzie znajduje się
Delft University of Technology i studenci jeżdżą masowo na nieoświetlonych rzęchach. Gdy rozmawiałem z tamtejszymi planistami i specjalistami od bezp. ruchu drogowego, już w pierwszej połowie lat '90., mówili, że jest to problem i że trzeba coś z tym zrobić. W Hadze i w Amsterdamie podobna opinia była powtarzana.
Dobrze, że zaangażowano w sprawę firmę reklamową, zamiast działać w sposób totalitarny, nakazowo-zakazowy, ulubiony u nas i w b. ZSRR -- nieprzyjemny, ale za to nieskuteczny.
marek.slon napisał(a):
Cytuj:
b.) Oświetlenie na rowerzyście jest dobrze widoczne dla rowerzystów, obserwują drogę z równie wysokiego poziomu.
A z jakiego poziomu patrzy kierowca TIRa, autobusu, czy choćby dostawczego busa?
Ale oprócz wymienionych przez Ciebie wehikułów istnieją samochody osobowe.
marek.slon napisał(a):
A na jakim poziome są umieszczone znaki drogowe i sygnalizacja świetlna? Może dla większego bezpieczeństwa należałoby je obniżyć na poziom poniżej 90 cm?
Argument niezbyt sensowny. Przecież do sygnalizatorów w mieście dodaje się dodatkowe, małe komory, umieszczone niżej, żeby były widoczne z samochodu stojącego na linii zatrzymania przed skrzyżowaniem, a nawet za nią.
Rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego, itd, itp, szczegółowo określa, jaki odcinek prosty powinien być przed znakiem lub sygnalizatorem, w zależności od prędkości na danej drodze.
Znaki mają także dopuszczalne różne średnice, w zależności od prędkości na danej drodze -- 400mm (mini), 600mm (małe), 800mm (średnie), 900mm (duże), 1000mm (wielkie).
marek.slon napisał(a):
Cytuj:
Dlatego trzeba używać dynama w piaście
Jaki procent rowerów w Polsce ma takie właśnie dynama? Ile ma urządznie podtrzymujące światło przez 2-3 minuty? Dlaczego do tych nielicznych miałyby być dostosowane przepisy?
Na końcu mojej, cytowanej przez Ciebie, wypowiedzi, był znaczek. O, taki:
Przyjęte jest, że wypowiedzi zakończonej nim nie należy przyjmować do końca serio. A Ty byłeś łaskaw go usunąć i wytoczyć ciężkie armaty o "przystosowywaniu prawa do nielicznych" itp. Jeśli koniecznie lubisz się kłócić...
marek.slon napisał(a):
Cytuj:
Lampki przednie LED pracują w trybie ciągłym ok. 30-50 godz., na bateriach alkalicznych lub dobrych akumulatorkach.
Widzę, że reklama dla Ciebie rzeczą świętą i trzeba jej wierzyć. Chyba, że sprawdzałeś, jak działają baterie po
przynajmniej kilku godzinach nieprzerwanej jazdy na mrozie...
W rajdzie
Iditarod nie brałem udziału. Na trasach, na jakich zdarza mi się czasami kursować zimą (Śródmieście-Łomianki, Śródmieście-Legionowo) wystarczają, sama jazda trwa 40 minut do godziny, w niesprzyjających warunkach -- dłużej. A lampek przy rowerze się nie zostawia, tylko wsadza do kieszeni, lub na kaloryfer, żeby odmarzły i działały przy powrocie. I jakoś te kilkanaście godzin świecą przyzwoicie, później słabną, ale jakieś światło dają.
marek.slon napisał(a):
Cytuj:
To Waszeci z głowy para bucha!
A z Waści to dopiero zimny drań, skoro nawet na mrozie łeb ma temperaturę otoczenia. A w dodatku jest chyba nieźle zakuty w żelazo, mój kask jest materiału stanowiącego dobry izolator cieplny.
No i znowu złośliwości (i usunięta emotikonka). Odnoszę wrażenie (dało się to zauważyć w dyskusji o ścieżkach 1- i 2-kierunkowych), że lubisz stosowanie argumentów ad personam. Mój kask jest owszem, ze styropianu, ale posiada otwory wentylacyjne i nie jest w nim bynajmniej ciepło. Żeby było ciepło zimą, zakładam kominiarkę narciarską z windstopperem z przodu i lycrą/spandexem z tyłu.
Żeby ogrzać akumulatory lub baterie ciepłem głowy, trzebaby (warianty do wyboru):
1. Mieć duuuużo za duży kask i wsadzić pojemnik z ogniwami pod niego.
2. Wydrążyć jedno z żeber kasku od środka, osłabiając jego strukturę, i wkomponować pojemnik z ogniwami w miejsce wycięcia.
Zarówno rozwiązanie 1., jak i 2. zapewniają niezapomniane i jedyne w swoim rodzaju przeżycie w postaci wbicia się akumulatorków w czaszkę w razie wypadku, a następnie pokazywanie tejże czaszki studentom medycyny na zajęciach z anatomopatologii
Oczywiście można mieć akumulatorki w osobnym pojemniku na kablu i wkładać pojemnik w gacie lub pod kurtkę -- wtedy napewno nie zamarzną
marek.slon napisał(a):
W ruchu miejskim w Warszawie, szczególnie po zmroku, uważam kask za rozsądne rozwiązanie.
Stosuję kask, ale nie przeceniam jego roli.
Poza tym -- chyba mnie nie zrozumiałeś. Jestem jak najbardziej za zalegalizowaniem zarówno lampek migających z przodu, jak i umocowanych do ubrania, ale żenienie tego z kaskiem uważam jedynie za dopuszczalną twórczość osobniczą, która powinna zostać dopuszczona, ale W ŻADNYM WYPADKU NIE MOŻE BYĆ NARZUCANA PRAWNIE!
Poza tym -- nie dalej, jak w ubiegłym tygodniu-- widziałem faceta z lampką przymocowaną do plecaka. Doszedłem do wniosku, że gość boi się, że spadnie na niego UFO

, gdyż lampka świeciła przeciwlotniczo, a dla użytkowników drogi była zupełnie niewidoczna. I to jest wada lampek mocowanych do ubrania lub plecaków itp. -- do końca nie kontroluje się, w jakim kierunku świecą. Bo co mi z tego, że mam np. lampkę z diodą Luxeon, jeżeli oświetla chmury lub trakcję tramwajową? Jednak przymocowane do roweru są bardziej przewidywalne.