Piotr T napisał(a):
Byle przycisk dla pieszych to koszt rzędu 1500 zł.
Tym bardziej bez sensu jest pakowanie tych przycisków wszędzie jak popadnie, także w ścisłym centrum. Czy ktoś już personalnie bekną ł za marnotrawstwo funduszy publicznych na przyciski na pl. Konstytucji czy pl. Zawiszy?
Cytuj:
Skrzyżowanie znajduje się mniej więcej w środku czerwonego prostokąta. Jak widać, w pobliżu znajduje się kilka istotnych dróg "A". Im mniej cyfr, tym ważniejsza droga. W pobliżu znajduje się dużo dróg trzycyfrowych, kilka dwucyfrowych.
I w zasadzie wszystkie są drogami 1x2. No dobra, widoczna w prawym górnym rogu jednocyfrowa A1 ma odcinek 2x2. Żadna nie umywa się nawet parametrami do al. Jerozolimskich czy Marszałkowskiej. Idę na to.
Cytuj:
Upieram się przy zdaniu, że pętle indukcyjne mogą nie zapewnić jednoznaczności detekcji. To zupełnie co innego.
Całkowitej jednoznaczności nie będziesz miał nigdy. Przycisk też może wcisnąć ktoś idący równolegle do jezdni. Serio – np. w Oxfordzie swego czasu było to wręcz w dobrym tonie (może i u nas warto by upowszechnić taką akcję?)
Ogólna zasada jest taka, że lepiej mieć nawet 10% false positives niż 1% false negatives. False positive co najwyżej wydłuży trochę czas oczekiwania, a false negative wydłuży czas oczekiwania ORAZ pogorszy bezpieczeństwo. Bo niewykrywalni po prostu przyzwyczają się przejeżdżać na czerwonym (dotyczy to także pieszych, którzy po naciśnięciu guzika nie widzą efektów w rozsądnym horyzoncie czasowym).
Cytuj:
Błędne założenie co do "autostradowej" szerokości pasów w Warszawie. Praktycznie nie ma takich na skrzyżowaniach z sygnalizacją, więc odległość pomiędzy pętlami jest na tym zdjęciu zbliżona do warszawskich.
Bez jaj, naprawdę wierzysz w to, że w Warszawie nie ma na skrzyżowaniach z sygnalizacją pasów 3,5 m? I że szerokość ścieżki widocznej na zdjęciu jest zbliżona do tej wartości?
Cytuj:
Jaką masz pewność, że została tutaj zapewniona jednoznaczność detekcji? Akurat tutaj samochody i rowerzyści grają do jednej bramki, więc to praktycznie nie przeszkadza, bo skręt w lewo dla rowerzystów jest za skrzyżowaniem - nie widzę przejazdu dla rowerów w poprzek ramienia skrzyżowania na bliższym planie.
Mam pewność, bo to jest pętla do detekcji potencjalnych kolizji między rowerzystami jadącymi prosto i samochodami skręcającymi w prawo (a nie lewo i prosto). Nie wszędzie obowiązuje standard warszawski. Wykrycie roweru powoduje włączenie światła ostrzegawczego na skręcie w prawo, więc weryfikacja działania jest możliwa gołym okiem.
W trakcie ostatniej podróży trafiłem na jeszcze lepszy przykład - licznik rowerowy w Budapeszcie. Pętla jest na pasie rowerowym w jezdni, szerokość 1,5 m, obok pas samochodowy 3,0 m, efekt też widoczny gołym okiem. Prawidłowo wykrywała wszystkie przejeżdżające rowery (aluminiowe, składaki, damki itp.). Samochody na sąsiednim pasie fałszywych wzbudzeń nie powodowały – w tym także np. dostawczak, ikarus, autobus niskopodłogowy, wóz strażacki. Jedyny wątpliwy przypadek to był 14-osobowy rower "piwny", który jechał dwoma kołami po pasie rowerowym, a dwoma po pasie ruchu ogólnego (nie został zliczony).
Generalnie zarówno w Holandii jak i na Węgrzech tamtejsi inżynierowie byli mocno ubawieni problemami warszawskich.
Cytuj:
Materiały, materiałami (Ok, tu punkt dla Ciebie)
To już któryś z kolei, nie? Punkt za materiałoznawstwo, punkt za zdjęcie co do którego nie wierzyłeś że jest z Warszawy, punkt za nieistniejący pas do jazdy na wprost na Markowskiej... Inni też już trochę w tej dyskusji nazbierali - Maciek np. za wyimaginowane roboty ziemne na węźle Trasy Siekierkowskiej i Wału Miedzeszyńskiego. Fajnie, że potrafisz się przyznać do błędów, ale może już czas zauważyć pewną prawidłowość?