olek napisał(a):
Na litość, to już było w tym wątku. Włókno karbonowe też przewodzi prąd. To równie kiepska wymówka jak ta o rowerach aluminiowych.
I jaki to ma związek z pętlami indukcyjnymi, które wykrywają zaburzenia pola magnetycznego, a nie przewodnik prądu elektrycznego? Węgiel, z tego co powszechnie wiadomo, jest diamagnetykiem.
Bardziej do mnie trafiło, to że rowerów tego typu jest zbyt mało, by zawracać sobie nimi głowę.
Cytuj:
Od tranzytu są DK 50 i DK 62. To jest skrzyżowanie, które korkuje ruch lokalny. I będzie korkować, dopóki ruch samochodowy będzie traktowany jako najważniejszy.
Tak, są od tranzytu, ale służą do omijania Warszawy przebiegając ok. 20 km od jej granic. Nie wszystkie ładunki mogą omijać Warszawę. Trasa przez stolicę może też być szybsza, mimo korków. Poza tym, w polityce transportowej miasta (na którą tutaj się prawie wszystkie pisma powołują) zakłada się przebieg tych obu tych dróg jako drogi ekspresowe, a więc nie rezygnuje się z ich obecnej funkcji drogi tranzytowej, tylko zakłada się przeniesienie tego typu ruchu na bardziej korzystne połączenia drogowe, gdy te zostaną wybudowane.
Cytuj:
No popatrz, a w Holandii dasię, patrz np.:
Nie czytałeś moich wcześniejszych postów. To jest przykład drogi jednokierunkowej, z wydzielonymi pasami. A ja się pytałem konkretnie o drogę
dwukierunkową, która jest zdecydowanie dominującym typem w tym mieście i jakoś owa dwukierunkowość to ostatnia rzeczy, na którą są składane skargi.
Cytuj:
większość (UWAGA, disclaimer dla mniej spostrzegawczych: większość to nie wszyscy) absolwentów kierunków branżowych potrafi tylko wykazywać, że niedasię
Temu „niedasię” najczęściej towarzyszy „nie opłaca się”. Pytanie:
Czy opłaca się (kosztem innych inwestycji) przebudowywać wejście do stacji metra, tylko po to by ścieżka rowerowa biegła zgodnie z obowiązującymi przepisami? Mała podpowiedź: ścieżkę oraz wejście do stacji metra wybudowano zgodnie z przepisami obowiązującymi wcześniej.
Cytuj:
Ja osobiście nigdy nie miałem aspiracji znać się na tym jak układać kabelki, co to są grunty wysadzinowe, uziarnienie kruszywa itp.
Kibicuję w dalszym zgłębianiu wiedzy technicznej. Wymienione problemy pozwoliłyby łatwiej zrozumieć słuszność
części (pogrubienie nieprzypadkowe) instytucji wrogich inżynierów.
Cytuj:
I efekty są na przykład takie:
Czy ten obrazek ma nazwę „Moskwa” tak tylko „dla jaj”, czy akurat nadawał się do naciągania faktów pod swoje zdanie? Jeśli to drugie, to mam propozycję by rozliczać tych „a fe!” polskich inżynierów z tego co oni zrobili naprawdę, a nie sobie wklejać śmieszne obrazki nie wiadomo skąd.
Cytuj:
A jak już Ci się znudzi, to możesz wrócić i spróbować wyjaśnić, czemu holenderskim inżynierom udało się już jakieś 20 lat temu rozpracować temat detekcji rowerów, niemieckim czy francuskim – skopiować odpowiednie rozwiązania, a biało-czerwoni potrafią tylko bić pianę i się obrażać.
Nie mniejszą pianę biją ci, których najkonkretniejszym „argumentem” jest: „Bo w Holandii...”.
Za granicą przede wszystkim są inne regulacje prawne, których zastosowanie na polskim gruncie rodziłoby kłótnie i jeszcze większą niż obecnie ilość skarg do odpowiednich instytucji. Za granicą wszelkie zakazy i nakazy są mocniej respektowane, a u nas „jak bardzo czegoś się chce, czego nie można, to jednak można”. Zgadnij, przy której próbie przejścia na czerwonym świetle w Niemczech opieprzy Cię przypadkowy przechodzień?
I wreszcie ostatnie, porównywanie skrzyżowań o różnych funkcjach i wyciąganie oderwanych od rzeczywistości wniosków typu: „skoro w Holandii na jakimś skrzyżowaniu o uspokojonym ruchu wyznacza się fazy z otwartymi wszystkimi przejściami, to zróbmy tak na głównym skrzyżowaniu w dzielnicy”. Różne są filozofie sterowania za granicą. Nie wszystkie są nastawione na pieszych i rowerzystów. Być może niedługo zdobędę namacalne dowody na to. Nasze polskie często są do nich podobne. To że nie małpuje się ekstremalnych przypadków, nie oznacza automatycznie, że są złe.