Phinek napisał(a):
Jakoś nie pamiętam, aby czy to we Francji, czy w Niemczech, czy w Czechach, abym widział napisy dwujęzyczne.. ba na pewno nie było tam nic po polsku. Dziwię się czemu mamy tak nagle kochać angoli? Jak ktoś jedzie do jakiegoś kraju to powinien wykazać się chociaż odrobiną szacunku i przez ten szacunek poznać podstawowe zwroty.
To nie wynika z tego, że kochamy Angoli (jeżeli już, to o Polakach można powiedzieć, że kochają USA), lecz z tego że angielski robi obecnie za język uniwersalny, którego uczą się niemal wszyscy na świecie, nawet niemal szowinistycznie broniący swego języka i kultury Francuzi.
Mnie się wielokrotnie przydały napisy po angielsku będąc zagranicą. Gdy uczę się podstawowych zwrotów w danym kraju, to tych które będą najczęściej używane, a nie tych które być może przydadzą mi się raz czy dwa, jak "Poczekalnia" czy "Hala odlotów". Poza tym, zdarzyło mi się kiedyś mieć awaryjne lądowanie i nocleg w kraju, którego nie planowałem odwiedzić, więc nie miałem ani waluty, ani nawet słownika, ale na szczęście angielski był tam bardziej obecny niż np. w Polsce.
Phinek napisał(a):
Dlatego jestem przeciw umieszczeniu obcojęzycznych nazw równorzędnie z polskimi. (Ni dotyczy regionów zamieszkałych przez mniejszości).
Wcale nie musi być równorzędnie, wystarczy że napis w języku angielskim (bądź innym niepolskim) będzie umieszczony niższej i/lub mniejszą czcionką.
Mój faworyt, jeśli chodzi o znaki w polsce i zagramanicą: W innych krajach droga do stacji kolejowej jest zawsze oznaczana piktogramem - ciuchcia ze strzałką - zaś w Polsce zamiast ciuchci jest napis "PKP".