Ścigają się na S8 - 216 km/h. Tragiczny początek rokuPiotr Machajski2011-02-14, ostatnia aktualizacja 2011-02-13 19:33
Na nowej trasie przez Bemowo kierowcy urządzają sobie wyścigi. Rekordzista pędził 216 km na godz. Policja ostrzega: początek roku na ulicach jest wyjątkowo tragiczny
Siedem osób zginęło w Warszawie w styczniu, kolejne siedem w pierwszej dekadzie lutego. W pierwszych dwóch miesiącach 2010 r., który okazał się rekordowo bezpieczny, jeśli chodzi o liczbę ofiar, śmierć poniosły tylko trzy osoby. Skąd więc ten nagły wzrost liczby zabitych? - Nie ma zimy - odpowiada mł. insp. Wojciech Pasieczny z wydziału ruchu drogowego stołecznej policji. - W zeszłym roku zima była bardzo surowa, na ulicach panowały trudne warunki, więc kierowcy albo jeździli wolniej, albo zostawiali samochody w domu.
Tymczasem od początku roku jest w miarę sucho, co sprawia, że kierowcy chętniej dociskają pedał gazu. W dodatku przyczyną wypadków bywa alkohol. Jak choćby w sobotę wieczorem, gdy pijany kierowca toyoty zderzył się w al. "Solidarności" z nissanem, a ten z kolei uderzył w autobus linii 160 i renault. Ranne zostały dwie osoby
- To przejaw kompletnego braku wyobraźni u kierowców, którym wydaje się, że są nieśmiertelni - dodaje Pasieczny. I wymienia przykłady policyjnych kontroli z ostatniego tygodnia. Na Wisłostradzie patrol zatrzymał kierowcę, który jechał ponad 160 km na godz. w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km na godz.
Otwarta niedawno trasa ekspresowa S8 przez Bemowo coraz częściej porównywana jest do toru wyścigowego. Drogówka na stałe oddelegowała tu do służby jeden z nieoznakowanych radiowozów z wideoradarem. Kilka dni temu mundurowi sfilmowali wyczyny kierowcy, który pędził tam aż 216 km na godz.! - Po zatrzymaniu przekonywał, że ma dobry samochód wyposażony w systemy bezpieczeństwa - opowiada policjant.
Tylko że przy uderzeniu w przeszkodę przy takiej prędkości nie pomogą żadne systemy, bo z auta niewiele zostaje. W ostatni wtorek właściciel renault megane zabił się na przedłużeniu trasy S8, czyli w al. Armii Krajowej. Na wysokości ul. Słowackiego na Żoliborzu z ogromną siłą uderzył w betonową barierę na kończącym się pasie ruchu. Auto dachowało, a potem stanęło w płomieniach. Było tak zniszczone, że policjanci mieli problem z rozpoznaniem jego marki. - Nie wiem, czy kiedykolwiek uda nam się ustalić, z jaką jechał prędkością - przyznaje jeden z funkcjonariuszy, ale podejrzewa, że mogło to być nawet 200 km na godz.
Następnego dnia policja stanęła w tym miejscu z radarem. Zatrzymano kilkanaście osób, które jechały 130-140 km na godz. - A przecież dzień wcześniej zginął tam człowiek! - nie może się nadziwić mł. insp. Pasieczny.
Poprzedni wtorek był zresztą najtragiczniejszym dniem na stołecznych ulicach od pięciu lat, kiedy to w styczniu 2006 r. na Trasie Toruńskiej kierowca forda zabił pięć osób czekających na przystanku autobusowym. We wtorkowy wieczór oprócz kierowcy renault zginął jeszcze pieszy śmiertelnie potrącony przez tramwaj na ul. Andersa i starsze małżeństwo, w którego volvo uderzył wóz straży pożarnej na skrzyżowaniu al. Jana Pawła II z Grzybowską.
- Na razie nie przesądzamy, kto przyczynił się do spowodowania tego wypadku - zastrzega prok. Monika Lewandowska, rzeczniczka stołecznej prokuratury. - Trwa analiza zapisu z kamer monitoringu. Ze wstępnych ustaleń wynika jednak, że kierujący volvo miał zielone światło, strażacy wjechali zaś na skrzyżowanie przy czerwonym świetle.
Więcej...
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95 ... z1DvnIFv00 Glupota nie zna granic.