Witam szanowne forumowiczki i forumowiczów. Od wielu lat dojeżdżam przez okrągły rok rowerem do pracy w Warszawie, w moim przypadku z Ząbek. Z przykrością muszę stwierdzić, że do tej pory, żaden rząd, ani system, ani pan prezydent czy pani prezydent Warszawy, nie pofatygowali się, żeby zobaczyć jak wyglądają możliwości dojazdu rowerem do pracy i szkół w Stolicy Polski spoza jej granic czyli z okalających warszawę Miejscowości. Gdyby chociaż raz w życiu przejechali sie rowerem w wieczorem albo wczesnym rankiem , kiedy jest duży ruch, w czasie deszczu , śniegi, po wyboistych, dziurawych drogach swojego mini państwa, to jeśliby nie umarli z przerażenia, to może zrozumieliby o ci tu chodzi? Stan dróg samochodowych na granicach Warszawy jest fatalny, niemal tragiczny, a dróg rowerowych nie ma wcale, przynajmniej po wschodniej stronie Warszawy, po prostu zero dróg rowerowych

. Nie ma jak bezpiecznie dojechać rowerem ani z Ząbek, Ani z Rembertowa, Marek, Zielonki, Kobyłki, Wołomina itd itp. Dlaczego Warszawa tak zaciekle broni się przed rowerzystami spoza jej granic? Przecież gdyby wybudowała im , a także swoim rowerzystom takie drogi, odciążyliby oni znacznie przeładowaną, zatłoczoną do granic możliwości komunikację podmiejską.
Niebagatelnym problemem jest też w tym temacie dbałość o stan istniejących dróg rowerowych w samej Warszawie w okresie zimowym, kiedy spadnie śnieg i jest mroźno. Nikt nie utrzymuje dróg rowerowych typu trasa Siekierkowska w należytym stanie zimą, co dodatkowo zniechęca do zimowych dojazdów do Warszawy rowerem. Z przykrością stwierdzam, że modernizowany węzeł łączący ul. Marsa z trasą Siekierkowską nie uwzględnia potrzeb rowerzystów, przynajmniej do tej pory.
Zachęcam do konstruktywnej dyskusji
