Stary Trampek napisał(a):
No i teraz, Panie Kolego, jesteś mi winien konia z rzędem, bo ja takiego niewidomego znam. Co więcej, nieraz z nim dyskutowałem na temat słupków, przedstawiałem argumenty za i on je doskonale rozumiał. Ale: dla niego samochód na chodniku stanowi mniejsze zagrożenie niż słupek, bo słupek jest trudniej wyczuwalny laską i łatwiej się oń boleśnie uderzyć.
Dlatego lepsze są donice, bale jakieś, w każdym razie coś, co nie ma punktowego charakteru.
O donice i bale piesi widzący rozwalaja sobie nogi, drą pończochy/spodnie itp. Np. biegnąc do autobusu (czego raczej niewidomy nie robi), patrzy się przed siebie, a nie bezpośrednio pod nogi. Jeśli inni piesi zasłaniaja takie paskudztwo (
vide przystanek Nowy Świat pod Empikiem), można się wywrócić i kark skręcić.
Czy ten niewidomy to p. Czerniak?
Jeżeli tak, to robi on spory zamiąch i to wcale niekoniecznie pozytywny.
Problem polega na tym, że jest on niewidomym "powypadkowym" i ma inne zwyczaje, niż większość niewidomych "z urodzenia", czy też od dzieciństwa.
Np. żadnemu przeciętnemu niewidomemu nie przyszło by do głowy chodzić z Podwala do Instytutu Dróg i Mostów na Golędzinowie, co on czyni z upodobaniem. I śle listy o tym, że trzeba rowery wyrzucić z Mostu Starzyńskiego (dolny poziom) itp.
Np. w ub. roku zablokował wniosek Tomka Rolińskiego o dodanie rynien do wprowadzania rowerów na schodach przy Trasie Siekierkowskiej.
Inkryminowane schody są po dwa-trzy kilometry od czegokolwiek, pośrodku dzikich pól, i żaden normalny niewidomy tam się nie znajdzie, jeśli go UFO akurat tam nie wyrzuci po "wzięciu" i poddaniu serii eksperymentów.
Za to rowerzystów jeździ tam całkiem sporo.
Pikanterii dodaje fakt, że wniosek T. Rolińskiego p. Czerniakowi przesłał Dyr. Kazubek, w ramach starej metody napuszczania jednych (rowerzystów) na drugich (niepełnosprawnych), w imię świętego spokoju urzędowania i nicnierobienia.
Ale i tak nic to. Ponoć w Poznaniu tę technikę tamtejszy ZDM doprowadził do perfekcji.