W wątku:
parkowanie w śródmieściu pojawilo się kilka postów na temat parkowania na torowisku, ale chyba warto zająć się tym w osobnym wątku i napisać parę pism...
1. do Tramwajów Warszawskich, żeby sądzili się z kierowcami o odszkodowania. Przy założeniu, że nie da się zupełnie zapobiec takiemu parkowaniu, powinien być jakiś "cennik", wg którego dałoby się szybko ustalić kwotę (np. za minutę postoju jednego tramwaju 500zł (w godzinach szczytu cenę mnożymy x 2) i procedura motywująca delikwenta do szybkiej wpłaty. Docelowo nie powinna to być sprawa sądowa - procesy trwają zbyt długo, żeby taki sposób karania kierowców był skutecznym straszakiem przed nieprawidłowym parkowaniem.
2. do ZTM, ZDM i ZMID, aby zaczęli stawiać słupki, wysokie krawężniki, azyle we wszystkich miejscach, które grozi parkowanie na torowisku (np. Stalowa/Środkowa, Plac Zbawiciela, niektóre przystanki itp).
3. Do Straży Miejskiej, żeby NATYCHMIAST wzywali holownik i jednocześnie szukali delikwenta. Oczywiście koszt wezwania holownika pokrywa kierowca, nawet jeśli przyjdzie przed przyjazdem holownika.
4. do prasy, żeby ich napuścić na urzędników. Może do Życia Warszawy, bo są cięci na HGW - szum w prasie na ten temat nie pozwoli odłożyć sprawy do szuflady, im większe i głośniejsze będą naciski, tym szybciej i porządniej się za to wezmą.
W Bydgoszczy już próbują coś z tym zrobić:
http://bydgoszcz.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35590,7535118,Blokujesz_tory_tramwajowe__Slono_za_to_zaplacisz.htmlCytuj:
Blokujesz tory tramwajowe? Słono za to zapłacisz
Małgorzata Czajkowska
2010-02-07, ostatnia aktualizacja 2010-02-07 10:00
Miejskie Zakłady Komunikacyjne idą na wojnę z kierowcami, blokującymi trasę tramwajów. - Przez źle zaparkowane samochody tracimy pieniądze. Mandaty nie pomagają, więc będziemy domagać się odszkodowań w sądzie - zapowiada szef MZK Paweł Czyrny
Motornicza Anna Pawłowska w piątek siedziała za sterami "jedynki". Po godz. 11 razem z pasażerami utknęła na prawie pół godziny na ul. Gdańskiej, na wysokości pl. Wolności. Zaparkowany samochód uniemożliwił jej przejazd.
- To się zdarza codziennie, zwłaszcza na ul. Gdańskiej i Chodkiewicza - denerwuje się. - Kierowcy nie mają żadnej wyobraźni, nie wspominając już o współczuciu dla tych, którzy muszą korzystać z komunikacji miejskiej i zazwyczaj czekają już wcześniej na przystankach.
Drogę zatarasowało zaparkowane na ulicy, tuż przy torach mitsubishi pajero. Motornicza wyszła z tramwaju ocenić, czy się zmieści. Ostatecznie nie zdecydowała się ruszyć. Już po chwili za prowadzoną przez nią "jedynką" ustawiały się kolejne tramwaje. - W takich sytuacjach zawsze postępuję zgodnie z naszą procedurą: kontaktuję się z naszym dyspozytorem, on zawiadamia strażników miejskich, a ci z kolei po numerach rejestracyjnych próbują odnaleźć właściciela wozu, a jeśli wymaga tego sytuacja - zamawiają lawetę - opowiada.
Straż miejska potwierdza: - Tego typu prośby o pomoc wpływają do nas każdego dnia, niezależnie, czy to akurat lato, czy zima. Traktujemy te zgłoszenia priorytetowo, wiedząc, że ludzie czekają - mówi Adam Dudziak, naczelnik referatu do spraw dzielnic.
Po wielu minutach czekania irytuje się już nie tylko motornicza, ale i pasażerowie "jedynki". - Przejedź pani, jak to cacko się trochę zarysuje, to właściciel zapamięta, że tak robić nie wolno - podpowiadają.
Pawłowska rozkłada ręce: - Musiałabym zapłacić z własnej kieszeni za uszkodzenie tramwaju i samochodu. Nie stać mnie na taką złośliwość.
Mija prawie pół godziny, gdy zjawia się kobieta, do której należy terenówka. Jest zdziwiona całą sytuacją. - Zostawiłam samochód tylko na chwilę, myślałam, że się zmieszczę. Wybiegłam na krótkie zakupy - tłumaczy.
Zanim przestawi auto, czeka ją mandat od straży miejskiej: 100 zł i jeden punkt karny. I tak ma szczęście. Kierowca mercedesa, który zablokował ul. Gdańską godzinę później, stracił prawie 500 zł, bo jego auto zostało odholowane. Trzecia podobna sytuacja zdarzyła się w piątek przed godz. 17, w pobliżu radia PiK. Drogę zatarasował kolejny mercedes. - Ludzie wracają z pracy i muszą godzinę kwitnąć w tramwaju - żalił się jeden z pasażerów, który zadzwonił do redakcji. - Mandaty powinny być wyższe, wtedy może kierowcy przestaliby wreszcie blokować przejazd.
Zgadza się z nim szef MZK Paweł Czyrny: - Mandaty to za mało. Gdy tramwaj stoi, my tracimy pieniądze. Muszę dbać o interes mojej firmy - mówi. - Na ul. Gdańskiej i Chodkiewicza, gdzie takie sytuacje zdarzają się najczęściej, kursują aż cztery linie tramwajowe. To prawie połowa naszego składu. Stojący tramwaj blokuje przejazd innym, ludzie stoją na przystankach i na nas narzekają, sądząc, że spóźnienia są z naszej winy. Rozkład jazdy i terminy leżą na całego. Po takim ekscesie trzeba wielu godzin, aby tramwaje zaczęły jeździć zgodnie z rozkładem jazdy - opowiada.
Jak twierdzi Czyrny, przez kierowców jego firma straciła w ubiegłym roku kilkadziesiąt tysięcy złotych. - Musimy odzyskać te pieniądze. Jeśli kierowcy sami nie uregulują długów, kierujemy sprawy do sądu - zapowiada.
- Długi przestój z powodu zatarasowania trasy przez samochód może kosztować kierowcę nawet tysiąc złotych - oblicza Andrzej Wodyński, dyrektor do spraw ekonomiczno-finansowych w MZK. - Najpierw wyliczam straty przychodów spółki z tytułu niewykonania planowanych wozokilometrów i obciążam tym kierowcę. Notę obciążeniową wysyłamy pocztą. Jeżeli kierowca dobrowolnie nie ureguluje długu, wszczynamy postępowanie egzekucyjne przed sądem - ostrzega.
- MZK działają zgodnie z prawem. Jeżeli kierowca utrudnia im wykonywanie obowiązków i firma z tego tytułu ponosi straty, to ma prawo ubiegać się o odszkodowanie - komentuje bydgoski mecenas Edmund Dobecki. - Najpewniej kierowcy będą musieli zapłacić.