http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,12086944,Namalowali_zebre__teraz_likwiduja___Stanowi_zagrozenie_.htmlCytuj:
Namalowali zebrę, teraz likwidują. "Stanowi zagrożenie"
By ludzie bezpiecznie mogli przejść przez Ryżową, wymalowano tam pasy dla pieszych. Po miesiącu ta sama ekipa przyszła je usunąć, bo "zagrażają bezpieczeństwu ruchu".
- A ja, naiwny, ucieszyłem się, że wysłuchali, spełnili prośbę - mówi Zdzisław Strzeżysz. Przy Ryżowej prowadzi sklep i osobiście wystąpił z wnioskiem do gminy Michałowice, by na Ryżowej namalować zebrę. - Rok im zajęło zrobienie tych pasów. Długo się jednak nimi nie nacieszyliśmy, bo właśnie zapadła decyzja o ich likwidacji. Podobno przejście jest nielegalne. Ale przecież to nie ja je nie wymalowałem, tylko gmina.
Od strony sklepu pobocze Ryżowej jest fatalne, więc trudno dojść tu od następnego przejścia dla pieszych, które jest kilkaset metrów dalej tuż przy torach WKD Opacz. Ludzie przechodzili więc na dziko przez ulicę, a to dość niebezpieczne, bo niedaleko jest zakręt. - Ja sam mam dwoje małych wnuków. Nie chciałem, żeby musiały biegać przez ulicę pomiędzy samochodami - mówi pan Zdzisław. - Kiedy przyjechali malować pasy, nie wierzyłem własnym oczom. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, żeby władza przychyliła się do obywatelskiej prośby.
Jednak pod koniec czerwca na Ryżowej pojawiła się ta sama ekipa, która w maju malowała zebrę. - Powiedzieli mi, że mają usunąć pasy na polecenie wójta, choć nie rozumieli, skąd taka dziwna decyzja - wspomina Zdzisław Strzeżysz. - Nie pozwoliłem im. Skontaktowałem się z gminą, która przecież zdecydowała o budowie przejścia.
W odpowiedzi 3 lipca urzędnicy przyjechali na Ryżową na wizję lokalną - orzekli, że przejście jest nielegalne i "zagraża bezpieczeństwu ruchu drogowego". - Nasz pracownik podjął złą decyzję: zebra powstała w niefortunnym miejscu - twierdzi Andrzej Łuszczyński, kierownik referatu gospodarki komunalnej urzędu gminy Michałowice. - Nie powinno jej być w tym miejscu, bo to zaledwie kilkanaście metrów od zakrętu.
Gmina wystąpiła więc do starostwa o wydanie opinii komunikacyjnej w sprawie lokalizacji przejścia. Jeśli okaże się, że przejście jest prawidłowe - gmina je zalegalizuje i uzupełni dokumentację projektową, której zabrakło przed namalowaniem pasów. - Jeżeli okaże się, że widoczność z zakrętu jest zbyt mała, przesuniemy je o 15-20 metrów - zapewnia Łuszczyński.
Przejście rzeczywiście jest blisko zakrętu. Ale kilkaset metrów przed nim jest znak ograniczenia prędkości do 40 kilomentrów na godzinę. Nie spowalnia też ruchu samochodowego, bo przy zebrze nie ma świateł.
- Nie mamy w zwyczaju malować pasów wszędzie tam, gdzie mieszkańcy sobie tego życzą - mówi Łuszczyński. - Ale likwidacji przejścia na Ryżowej nie planujemy.
A przecież są miejsca, gdzie przejście jest
na zakręcie! Widocznośc zawsze jest, trzeba tylko zwolnić. Ciekawe czy postawienie ograniczenia do 30 przed zakrętem nie byłoby tańsze od usuwania istniejącego przejścia i powtórnego namalowania go kilka metrów dalej?