http://m.warszawa.gazeta.pl/warszawa/1, ... 2#opinions Cytuj:
Dyplomata z Kuwejtu przejechał pieszą. To jej wina?
Piotr Machajski 2014-04-08
Wtargnęła na jezdnię, a kierowca z Kuwejtu nie miał szans zahamować - taka opinia biegłego zbulwersowała rodzinę Jadwigi Zimnej, która była już na wysepce pośrodku ulicy, gdy uderzyło w nią auto. - Wszyscy jesteśmy zaskoczeni treścią tej ekspertyzy - przyznaje Magdalena Wojtaszek. Jej 85-letnia ciocia zginęła jesienią na przejściu dla pieszych przez ulicę Batorego.
Kobietę potrącił granatowy volkswagen passat, którym kierował 28-letni attaché ambasady Kuwejtu. Rodzina zmarłej od początku była przekonana, że to on spowodował wypadek. Zwłaszcza że po potrąceniu pieszej nawet się nie zatrzymał. Dopiero po kilkudziesięciu minutach wrócił na ul. Batorego w towarzystwie tłumacza. Policjantom powiedział, że nie znał języka polskiego ani naszych obyczajów - na placówce w Warszawie jest od niedawna i obawiał się reakcji osób, z którymi nie potrafiłby się porozumieć. Twierdził, że Jadwigę Zimną pod koła jego samochodu wciągnął trzymany na smyczy pies, z którym wyszła na spacer.
Rodzina ofiary wypadku spodziewała się, że kierowcy być może nigdy nie uda się postawić przed sądem ze względu na chroniący go immunitet dyplomatyczny. O sprawie pisaliśmy w "Wyborczej" pod koniec lutego. Miesiąc później ambasada Kuwejtu w liście do redakcji wskazywała na dobrą wolę i chęć wyjaśnienia sprawy. Podkreślała m.in., że przedstawiciel rodziny zmarłej został zaproszony na spotkanie, a kierowca volkswagena zgodził się, choć nie musiał, na przesłuchanie w prokuraturze. Na miejscu wypadku poddał się też badaniu alkomatem. Był trzeźwy.
Ekspertyza cenionego fachowca
Teraz jednak wszystko wskazuje na to, że nawet bez immunitetu attaché nie usłyszałby zarzutów. Do prokuratury wpłynęła bowiem ekspertyza biegłego zajmującego się rekonstrukcją wypadków drogowych. Sporządził ją Wojciech Pasieczny, były policjant stołecznej drogówki, jeden z najbardziej cenionych fachowców w tej dziedzinie.
- Z opinii wynika, że przyczyną wypadku było nieprawidłowe zachowanie pieszej, która weszła na przejście dla pieszych bezpośrednio przed nadjeżdżającym pojazdem - mówi prok. Paweł Wierzchołowski, szef mokotowskiej prokuratury.
Pani Jadwiga przechodziła zebrą przy przystanku autobusowym "Św. A. Boboli". Nie ma tu świateł, ale jest wysepka rozdzielająca obie jezdnie. Piesza wracała z parku na Polu Mokotowskim. Bezpiecznie przeszła przez pierwszą część pasów. Potrącił ją dopiero samochód jadący w stronę al. Niepodległości.
Biegły obliczył, że kierowca miałby szansę zahamować tylko wtedy, gdyby jechał z prędkością ok. 20 km na godz. Miał na liczniku więcej, choć nie przekroczył dozwolonego limitu. Jednak z zeznań taksówkarza, który jechał bezpośrednio za dyplomatą, wynika, że mógł on ominąć pieszą.
Umorzą śledztwo?
Co dalej? - Prokurator prowadzący postępowanie na razie analizuje opinię biegłego. Na razie nie mogę powiedzieć, jakie będą dalsze decyzje - mówi prok. Wierzchołowski.
Nad złożeniem wniosków dowodowych zastanawia się też rodzina zmarłej i reprezentujący ją adwokat. Jeśli jednak nie będzie nowych dowodów lub też nie zmienią one znacząco obrazu sytuacji, śledztwo zostanie umorzone.
Zgodnie z polskimi przepisami pieszy jest chroniony na przejściu, ale nie może na nie wejść bezpośrednio przed nadjeżdżającym pojazdem. Innymi słowy musi ocenić, czy nadjeżdżający kierowca zdąży wyhamować. Od dwóch lat jest gotowy, ale wciąż nieprzegłosowany przez parlament, projekt zmian przepisów autorstwa posłanki Beaty Bublewicz (PO). Proponuje, by każdy kierowca miał obowiązek zatrzymania się, jeśli widzi pieszego, który czeka na chodniku na możliwość przejścia przez jezdnię.
Jak mamy takich fachowców, to ja chromolę.
Przeszła przez połowę jezdni i "wtargnęła"?
Military intelligence is contradiction in terms.
Tak wygląda ekspert.