Monty B. Ike napisał(a):
(...)Zdumiała ją też zapewne wysokość mandatów: 500 zł za niewykonywanie poleceń funkcjonariuszy, 250 zł za przechodzenie przez jezdnię w miejscu niedozwolonym i 250 zł za odmowę okazania dokumentów.
To jednak nie koniec sprawy, bo "uciekająca z siatami" odmówiła przyjęcia mandatów, więc wszystko skończy się w sądzie.
Struktura wynagrodzeń według zawodów w październiku 2012 r.
•Najczęstsze miesięczne wynagrodzenie ogółem brutto otrzymywane przez pracowników wynosiło
2189,11 zł (dominanta, wartość modalna).
http://www.stat.gov.pl/gus/5840_7257_PLK_HTML.htm2189.11 || 300,13 || 170,01 || 127 ||
1591,97 ||
http://www.infor.pl/kalkulatory/brutto_ ... wynikiformBrutto: 2189.11 zł znaczy netto: 1591,97 zł.
Rozkładając tę sumę na wszystkie dnie miesiąca wychodzi 52 zł na dzień.
"500 zł za niewykonywanie poleceń funkcjonariuszy" - na tę karę trzeba pracować przez 9,6 dni, czyli np. od poniedziałku do połowy środy przyszłego tygodnia. Za odmowę okazania dokumentów - prawie 5 dni. 5 dni pracy właściwie za darmo. Za przechodzenie przez jezdnię w miejscu niedozwolonym również 5 dni.
A na całą kwotę kary ponad 19 dni.
Wydaje mi się, że te kary są zbyt wysokie. Chyba wyznacza się je według płacy średniej krajowej, która nie oddaje poziomu rzeczywistych zarobków większości Polaków.
Może to kwestia wybiórczego przekazu medialnego, ale zauważyłem, że ostatnio głównym składnikiem kar nie jest kara za łamanie prawa, które było przyczyną interwencji policji (tutaj to 250 zł za złe przejście), tylko dalsza relacja z policją (tutaj to 750 zł za niewykonywanie poleceń i odmowę okazania dokumentów).
Np. przypomina mi się historia nawalonego faceta, który szedł środkiem ulicy, kara za to stanowiła tylko np. 10% jego kary końcowej a resztę 90% to byłą kara za znieważenie funkcjonariusza publicznego. Rozumiem, że nikt nie lubi być obrażany, ale to trochę wygląda tak, jakby policja istniała głównie po to, żeby karać tych, co jej nie poważają. Czyli istnieje sama dla siebie.
Ciekawią mnie też trzy inne sprawy z tego artykułu:
Cytuj:
Wszystko zaczęło się, gdy mieszkanka Łodzi wracająca z galerii handlowej postanowiła skrócić sobie drogę przez Aleję Piłsudskiego. Weszła wprost pod... nieoznakowany samochód drogówki. Policjanci wysiedli i chcieli ją wylegitymować, ale wtedy kobieta zaczęła uciekać.
Co to znaczy "weszła pod"? Żeby "wejść pod" musi zaistnieć pierwszeństwo miejsca w czasie, czyli to auto musiałoby tam być najpierw a kobieta potem. Ze stwierdzenia, że kobieta weszła pod samochód wynika, że samochód to nie tylko te jego 5 metrów długości, ale i 10 metrów przed nim (względnie za nim). Myślę, że jest dostępna technologia, która pozwalałaby rzucać samochodom światło (np. lasera) na jezdnię na odległość, która do nich należy. Ta odległość rosłaby wraz z prędkością, jak sądzę i dałoby się to automatycznie ustawić.
Druga rzecz, to ta - moim zdaniem - niestosowna relacja. To kierowcy zabijają a nie piesi, a tu facet znajdujący się na miejscu potencjalnego zabójcy karze pieszego za zagrożenie.
Trzecia rzecz. Według Wikipedii:
"Droga – wydzielony pas terenu składający się z jezdni, pobocza, chodnika, drogi dla pieszych lub drogi dla rowerów, łącznie z torowiskiem pojazdów szynowych znajdującym się w obrębie tego pasa. Przeznaczona do ruchu pojazdów, ruchu pieszych, jazdy wierzchem lub pędzenia zwierząt. (Prawo o ruchu drogowym, art. 2 pkt 1)"Czy są więc patrole piesze drogówki?