marek.slon napisał(a):
Wymiana zdań nt. holenderskiego przejazdu na zdjęciu pokazuje, jak konsekwentne psucie infrastruktury ogłupia nawet zaangażowanych i bardzo świadomych jej użytkowników.
(...)
Chciałem tylko zwrócić uwagę że wnioski wyciągnięte na podstawie tego zdjęcia są błędne. Tylko tyle.
Racja. Ten przejazd jest jednokierunkowy. Przed przejazdem na drodze dla rowerów są namalowane na całej jej szerokości trójkąty oznaczające ustąp pierwszeństwa. Jeśli byłyby tylko na prawej połowie to przejazd jest wtedy dwukierunkowy.
Tak, oczywiście Holandii często występują przejazdy jednokierunkowe jak i dwukierunkowe. Różnią się wtedy oznaczeniem poziomym, znakami oraz sygnalizacją (na jednokierunkowym jest tylko w stronę jazdy).
Jeśli mowa o oznakowaniu chyba najbardziej podstawowe to rozdzielenie linią ciągłą pasów ruchu. Kolejne to oznaczenie linii zatrzymania wymalowanymi trójkątami tylko po prawej stronie (tylko jeśli rower nie ma pierwszeństwa, jeśli natomiast ma to takie trójkąty są namalowane dla samochodów przed przejazdem dla rowerów). Generalnie sprawa trójkątów jest tak genialna i prosta że w Holandii można praktycznie jeździć wyłącznie na oznakowaniu poziomym z którego zawsze jednoznacznie wynika czy rower czy samochód ma pierwszeństwo. Pragnę zwrócić też uwagę na znak pionowy ustąp pierwszeństwa ("trójkąt" widziany z tyłu), to jest znak przeznaczony wyłącznie dla rowerzystów. Przed przejazdami rowerowymi jak rowerzysta nie ma pierwszeństwa ma namalowaną z trójkątów linie zatrzymania oraz postawiony znak pionowy. W Polsce nie kojarzę żeby przed jakimkolwiek przejazdem takie znaki się pojawiały, a jak nie ma to jest ciekawie bo jest to wtedy z prawnego punktu widzenia skrzyżowanie równorzędne i decyduje zasada że ten co z prawej to ma pierwszeństwo.
Innym świetnym rozwiązaniem są wyniesione wyjazdy z dróg podporządkowanych, jadąc samochodem/rowerem od razu wiem że nie mam pierwszeństwa. Ale to już oddzielny temat.
Kwestia świateł. To kolejna istotna różnica. Po pierwsze są trzy komorowe (identycznie jak dla samochodów), a po drugie mają kompletnie niezależne fazy (niezależne w sensie nie powiązane z fazą dla pieszych w tym samym kierunku), a po trzecie znajdują się przed przejazdami.
Co do świateł w Holandii nie ma też czegoś takiego jak pomarańczowe światło przed zmianą światła z zielonego na czerwonego. Tam po czerwonym od razu jest zielone. Oczywiście przed zmianą z zielonego na czerwone, pomarańczowe się zapala. Dotyczy to zarówno sygnalizacji dla rowerów jak i samochodów.
Szczerze mówiąc nie pamiętam żadnego skrzyżowania na którym oba światła (dla pieszych i rowerów zapalały się równocześnie). Światła dla rowerów są wzbudzane generalnie na trzy sposoby, detekcja (najczęściej jest to pętla indukcyjna), przycisk, cykl automatyczny. Oczywiście są kombinacje typu pętla indukcyjna + przycisk itp.. Jak do przejazdu rowerowego podjedzie rower, a nie ma obok pieszego, to zapali się tylko zielone dla roweru, a pieszy nadal ma czerwone. Czas palenia się zielonego dla rowerzysty jest odpowiednio wydłużony w stosunku do czasu zielonego dla pieszego.
Co lepsze co mnie zaskoczyło w Holandii sterownik sygnalizacji pozwala na kilkakrotne wzbudzenie zielonego podczas jednej fazy. Tzn. chodzi o to że mamy czerwone światło na przejeździe dla rowerów, zmienia się na zielone i po chwili wraca na czerwone (taki krótki cykl zielonego). W tym samym czasie w równoległym kierunku na jezdni samochody mają długą fazę zielonego światła. W międzyczasie podjeżdża kolejny rower i znów zapala się zielone bo nie ma strumienia kolizyjnego, a pojazdy które np. skręcają i tak ustępują pierwszeństwa.
W Polsce jak sygnalizacja ma takie krótkie czasy z zielonym dla rowerów, jak się spóźnisz sekundę to już zielonego w danym cyklu nie dostanie się, a tam nie dość że się dostanie, to jeszcze można dostać ponownie.
Ogólnie takich rozwiązań jest tam cała masa i można by o tym kilka artykułów napisać. Dotyczy to zarówno poruszania się jako pieszy, rowerzysta czy też samochodem. Najwięcej kilometrów po Holandii zrobiłem na rowerze, ale żeby dostać się w dalekie zakątki przemieszczałem rower samochodem (jak wiemy samochód służy do wożenia roweru

) i nigdy tak dobrze jak tam nie jeździło mi się autem.
To jest właśnie zrównoważony transport.