Dobry komentarz do kwestii zatok na Włodarzewskiej pojawił się na infobusie:
http://infobus.pl/blog.php?id=391
Cytuj:
Michał Wolański: 208 i zatoczki
W Warszawie rozrasta się sieć minibusów, dzięki czemu komunikacja miejska dociera do nowych, wcześniej nie obsługiwanych miejsc. To świetny trend.
Nieco mniej optymistyczną ciekawostką jest fakt, że przed otwarciem linii minibusowych na wielu ulicach z uporem maniaka buduje się zatoki przystankowe - przykładem może być tutaj najnowsza linia 208 i ulica Włodarzewska. Tymczasem rozwiązanie to na Zachodzie jest stosowane z rzadka, a generalnie obserwuje się raczej trend przeciwny – likwidację zatok i zastępowanie ich np. tzw. przylądkami.
Dlaczego?
Po pierwsze wjazd do zatoki autobusem chwilę trwa (a wyjazd jeszcze dłużej). Cenne sekundy traci się nie tylko na samym manewrze, ale również na tym, że traci swoją pozycję w korku. Z kolei dla samochodów nawet chwila oczekiwania przy przystanku nie jest z reguły problemem, bo odpowiednio skraca się czas postoju na światłach. Co więcej – jadący autobus doskonale uspakaja ruch (a na Włodarzewskiej były kiedyś progi zwalniające, które trzeba było zdemontować).
Po drugie – krawężnik w zatoce nie może być zbyt wysoki, gdyż wjeżdżając do niej kierowca często najeżdża zwisem przednim na wysepkę. Przez to wchodzenie do pojazdu jest utrudnione i w przypadku osób niepełnosprawnych wymaga stosowania przyklęku (teoretycznie, bo w praktyce polscy kierowcy unikają go jak ognia). Dodatkowo powstaje ryzyko potrącenia pasażera np. lusterkiem. Poza tym wjazd do zatoki wymaga pewnego kunsztu, którego niektórym kierowcom brakuje, przez co powstaje duża luka między pojazdem i krawężnikiem. Widać to dobrze na stronach ZTM – i to właśnie na zdjęciach z otwarcia nowej linii!
Po trzecie – przy wjeździe i wyjeździe do zatoki na wstających, bądź siadających pasażerów działają przyspieszenia boczne, co zmniejsza ich komfort jazdy i naraża na pewne ryzyko zwłaszcza osoby starsze. W konsekwencji prędkość trzeba dalej zmniejszać.
I wreszcie po czwarte – zatoki kosztują. A tymczasem zarówno w drogownictwie i komunikacji miejskiej są pilniejsze potrzeby.
Czy to znaczy, że zatoczki są złe? Nie – w pewnych warunkach mają sens. Ale w wielu przypadkach w innych krajach już stwierdzono, że robią więcej złego, niż pożytku. Szkoda jednak, że udanym inwestycjom w warszawskiej komunikacji miejskiej towarzyszą tak nietrafne posunięcia i że uczymy się (oby!) na własnych błędach, a nie na cudzych.
I jeszcze lepszy link w komentarzach do komentarza - do wytycznych projektowania przystanków autobusowych w Londynie:
http://www.tfl.gov.uk/assets/downloads/ ... idance.pdf
Ja mam wrażenie, że to "parcie na zatoki" (jak to określił Raffi), to kolejny transportowy przejaw tego, że Polska jest krajem wciąż bardzo silnie (post)rolniczym. Tam, gdzie PKS zatrzymuje się na drodze wojewódzkiej na skraju wsi i stoi 3 minuty, gdy kierowca sprzedaje bilety, zatoki faktycznie mogą mieć uzasadnienie. Niestety, nasze wsiowe inżyniery na siłę przenoszą te same rozwiązania do dużego miasta...