Piwoslaw napisał(a):
A mi takie coś od niedawna chodzi po głowie: Czy dałoby się skwantyfikować wygodę podróży z punktu A do punktu B? Chcąc porównać dwie możliwości transportowe, np. połączenie bezpośrednie z połączeniem z przesiadką, lub przesiadki w różnych miejscach, bierzemy dane wejściowe dla nich (np. czas i dystans dojścia do i od przystanków, różnice poziomów, czasy przejechania kolejnych odcinków, średnie częstotliwości, czasy oczekiwania, dzień i porę, itd., itp.), wrzucamy do wzoru i porównujemy wyniki.
Tak, takie rzeczy były robione. Kwantyfikowano elementy podróży po czasie tworząc właśnie jedną uogólnioną funkcję. "Doktory inżyniery" od transportu takimi rzeczami się zajmują. Generalnie zagadnienie, zwłaszcza jeśli idzie o przesiadkę, jest trudne. Można to robić dwojako:
- preferencje deklarowane (pytamy respondenta "ile czasu możesz dłużej jechać aby tylko się nie przesiadać)
- preferencje ujawnione (łazimy za wybranym pasażerem i sprawdzamy jego wybory, np. jedziemy z nim i jak wysiądzie pytamy "jak myślisz, ile jechałeś?")
Te drugie badania bardzo żmudne, te pierwsze dość ryzykowne, bo co innego ludzie deklarują, a co innego na serio mogą wybrać.
W każdym razie odnośnikiem jest czas (olaboga) odnoszony do podróży samochodem, który przyrównujemy do rzeczywistego. I do niego sprowadza się subiektywny czas podróży. Np. subiektywny czas podróży w zatłoczonym tramwaju będzie dłuższy niż w samochodzie. Czas oczekiwania jest dłuższy niż czas dojścia, bo jest bezproduktywny, itd. itd. Z przesiadkami jest trudno, bo tu jest masę rzeczy wpływających na wybory pasażera - czy z jednego peronu wsiadamy, czy system taryfowy to uwzględnia, etc. Takie wartości ogólne, to jest tak, że pasażer woli jechać ok. 7 min dłużej niż się przesiadać, ale jak napisałem, nie zawsze i nie wszędzie.
Jako ciekawostkę podam, że w Krakowie mamy zupełnie odwrotne zagadnienie i środowiska sprzyjające komunikacji postulują zmniejszenie liczby linii by wprowadzić system przesiadkowy (przy czym u nas nie ma przejść podziemnych), gdyż linie tramwajowe kursujące co 20min a wieczorem i rzadziej to też nieporozumienie. Nie chcą tego urzędnicy (strach przed protestami w gazetach). Trzeba znaleźć złoty środek i obie strony mają swoje słuszne argumenty. Wydaje mi się, że w Warszawie troszkę za bardzo idziecie w system przesiadkowy i jeśli jest to motywowane wyłącznie sprawnością samych skrzyżowań a nie utrzymaniem regularności, częstotliwości i przejrzystości kursowania linii, to takie decyzje o kolejnych ograniczeniach należy podejmować z dużą ostrożnością. Kluczem do sukcesu jest wprowadzenie porządnych węzłów przesiadkowych, ale przy istniejącym oporze materii będzie to bardzo trudne.