Chciałem zwrócić uwagę szanownego Forum na sytuację rowerową przy nowootworzonej stacji metra Młociny. O ile w pobliżu znajduje się zacny i wzorcowy parking dla rowerów to jednak ścieżka wiodąca do niego, przynajmniej ta po stronie zachodniej metra, woła o pomstę.
Zanim opiszę problem warto zaznaczyć, że tradycyjnie otrzymaliśmy produkt z kostki, na szczęście niefazowanej, zamiast z asfaltu. Może warto spytać czemu tak się stało choć podejrzewam, że tłumaczenie urzędników z ignorowania nakazu Szanownej Pani Prezydent jest proste do zgadnięcia -- projekt został zatwierdzony dawien dawno... Zastanawiam się tylko ile to było zachodu aby zmienić rodzaj nawierzchni w trakcie realizacji skoro I TAK ROBIONO WSZYSTKO OD NOWA, włącznie z wylewaniem dwa metry obok kostki nawierzchni asfaltowej dla samochodów.
Problem, który zauważyłem podczas dzisiejszej wizytacji rejonu to niemiłosierne zagmatwanie przebiegu ciągu rowerowego połączone z fatalnym zaprojektowaniem wysepek wokół skrętu w prawo z Nocznickiego w Kasprowicza. Proszę zwrócić uwagę na ilustrację:

Pierwsze co rzuca się w oczy to zgięcie ścieżki jak Wisły na mapie Polski. Co gorsze, widoczny, 90-stopniowy zakręt ma promień "na oko" nieprzekraczający dwóch metrów co w praktyce wymusza prawie zatrzymanie roweru podczas jazdy przez ten fragment. Pierwsze punkty dla projektanta i zatwierdzającego.
Proszę zwrócić uwagę na to, że naturalnym ciągiem komunikacyjnym dla pieszych idących od strony południowej [z głębi zdjęcia] jest wejście na ścieżkę rowerową. Po prostu to najkrótsza droga przejścia, nikomu nie będzie się chciało chodzić za sygnalizator li tylko by być w zgodzie z przepisami. Znając ochocze trzymanie się pieszych zdala od ścieżki pod Arkadią oczami wyobraźni widzę tradycyjne utarczki między pieszymi a rowerzystami. Tędy przecież będą dochodzić do metra nie pasażerowie autobusów z pobliskiego przystanku a mieszkańcy bloków po zachodniej stronie Kasprowicza. Tu bowiem, po lewej stronie od zdjęcia znajduje się wejście do stacji metra Młociny.
Ale to nie koniec niespodzianek projektanta. Pieszy, idąc ścieżką rowerową przez to przejście wejdzie na wysepkę [u dołu zdjęcia] i zacznie oczekiwać na sygnał zielony na przejściu przez Kasprowicza wiodącym bezpośrednio do wejścia do metra. Spójrzmy ile ma na to miejsca. Nie mierzyłem miarką ale "na oko" wygląda to na 50-60 cm. W praktyce oznacza jeden rząd osób, które NIE będą stała na ścieżce rowerowej czyli pięć, maksymalnie sześć. Reszta zapełni nie tylko ściezkę rowerową ale też przejście, które powinni opuścić i zrobiliby to gdyby mieli na to miejsce. Nie trudno zgadnąć, że rowerzysta będzie zmuszony do zjazdu ze ścieżki rowerowej i ominięcia pieszych z prawej strony [na zdjęciu].
Najgorsze jest to, że ktoś zaprojektował tę kolizjogenną konfigurację i ktoś drugi ją zatwierdził. I, że to nie błąd, tak miało być.
A można było przecież zrobić to lepiej. Modelowo wręcz, wyznaczając trend przyszłych rozwiązań ścieżek rowerowych w Warszawie nawet jeżeli to tylko kopiowanie rozwiązań znanych z miast ze strefy Euro. Proszę spojrzeć [przepraszam za niewyraźne zdjęcie]:

Wystarczyło dodać pas rowerowy do zbudowanego przecież od nowa skrzyżowania, oznaczyć znakiem P-23 i oddzielić go wyraźną ciągłą linią od ruchu samochodowego. Ścieżka w północnej części skrzyżowania mogła "dojechać" do skrajnego pasa jezdni, przeciąć w linii prostej [zółte zaznaczenie] skrzyżowanie bez zachodzenia na wysepki dla pieszych i w dalszym swoim biegu płynnie scalić się z fragmentem po południowej stronie, przechodząc łagodnie z lewej na prawą jego stronę.
A można było... A tak mamy rozwiązanie, które na pewno mogłoby startować do miana rowerowego kuriozum roku.
Warto pewnie wybrać się w okolice stacji Młociny za dnia aby dokładniej zbadać infrastrukturę rowerową w tamtym rejonie. 90-stopniowy zakręt o promieniu ca 2 m. znajduje się też niedaleko północnego wyjścia ze stacji. Może i znajdą się inne oznaki szorstkiej miłości projektantów i miejskich decydentów do rowerzystów.
--
rafamiga