Reg napisał(a):
4. Brak rond to raczej problem większych miast. W mniejszych miastach to bardzo popularne, czasem nawet nadużywane rozwiązanie. Na zachodzie sygnalizacja to raczej ostateczność, a nie podstawowy środek organizacji ruchu. Tam kładzie się nacisk na geometrię i rozwiązania sprzyjające bezpieczeństwu. Tyle że oni mogą sobie na to bardziej pozwolić ze względu na inną kulturę jazdy.
No właśnie powstaje pytanie jak ze słynnym jajkiem i kurą. Czy to pewne rozwiązania geometryczne wymuszają kulturę, czy to kultura pozwala stosować pewne rozwiązania geometryczne? Myślę, że odpowiedź jest gdzieś w połowie drogi.
U nas niestety zbyt mały nacisk kładzie się na geometrię. Buduje się długie szerokie proste, a później ma pretensję do kierowców, że jeżdżą nimi szybko i się zabijają. Słynne projektanckie i urzędnicze "od respektowania prawa jest Policja" niestety pokutuje wypadkami, które z odpowiednią geometrią można by często wyeliminować poprzez niedopuszczenie do niebezpiecznych manewrów, czy zmuszenie do respektowania prędkości w sposób fizyczny.
Oczywiście na każdym progu znajdzie się idiota, co urwie miskę lub zawieszenie, bo pojedzie za szybko. Na każdym zakręcie z celowo małym łukiem zmuszającym do ograniczenia prędkości w końcu ktoś pojedzie za szybko, wyleci z trasy i zrobi sobie krzywdę. Tylko, że tych ludzi i tak nie ocalimy - Oni wcześniej czy później znajdą dla siebie za ciasny zakręt (choćby ten zakręt dla innych był prostą), albo próg (jak Zientarski na Puławskiej znalazł przełom w asfalcie). Za to większość nauczy się myśleć i szanować przepisy, bo będzie wiedziało, że gdzie wyprzedzać nie wolno tam się wyprzedzać nie da, a gdzie jest 50km/h, to przy 60km/h jazda już jest niemożliwa.
Reg napisał(a):
Ile jeszcze inżynieria ma być bronią z brakiem poszanowania przepisów i sarmackim stylem jazdy? Ile jeszcze wydłużać przejścia fazowe, bo kierowcy wjeżdżają na czerwonym? Kierowcy jeżdżąc w ten sposób sami sobie pętlę na szyję zakładają. Zielone strzałki, właściwie wykorzystane byłyby dobrym i pożądanym rozwiązaniem, ale u nas wszystko trzeba robić na opak.
To bardzo ważne pytanie jest. Chodzi dokładnie o to samo co wyżej. Ile jeszcze będziemy prostować zakręty, wycinać drzewa przy drogach, zanim się zorientujemy, że ci co chcą się zabić i tak dadzą sobie radę?
Akurat przy sygnalizacji problem jest taki, że nie zawsze taki debil zabija siebie - czasem pieszego, albo osoby w innym aucie. Ale moim zdaniem to wynika z tego, że ludziom "nie chce się hamować", przy czym najczęściej moim zdaniem zdarza się to tam, gdzie prędkość ruchu jest największa. Po prostu im szybciej jedziemy, tym wydaje nam się, że trudniej jest się zatrzymać i jednocześnie, że mniejsze zagrożenie czeka nas jeżeli jeszcze "przeskoczymy" - w końcu wyższa prędkość, to mniejszy czas ewakuacji.
Postawię tezę: "Gdyby ludzie jechali wolniej, to nie byłby zapewne taki problem z zatrzymaniem się na czerwonym." Widać to po rowerzystach - jeżdżą 20-30km/h i bardzo rzadko wjeżdżają na "późnym żółtym". Po prostu wiedzą, że nie zdążą przed pojazdami/pieszymi. Ba, wolniejsi z nich cykle znają często na pamięć i zwalniają lub zatrzymują się jeszcze zanim zaświeci się żółte - orientują się po sygnalizacji dla tramwajów, dla pieszych, albo jadą "na pamięć". Ale wiedzą doskonale, kiedy nie wolno już wjechać.
A najczęściej "przeskakują" wśród rowerzystów - najszybsi, czyli kurierzy i wycinaki na kolarkach. Widać pewien wzór związany z prędkością i przeskakiwaniem? To samo dotyczy kierowców.
Kiedyś cykl na Targowa/Solidarności był na styk i ludzie zatrzymywali się sami z siebie w porę. Nie trzeba było żadnych liczników, czy innych rozwiązań. Kazdy wiedział, że nie ma szans "przeskoczyć". Po prostu. Teraz międzyfazy są dłuższe i liczba wjeżdżających za późno podskoczyła pod sufit.
Gdyby to zależało ode mnie to, paradoksalnie, poprawiałbym bezpieczeństwo, przez obniżenie poczucia bezpieczeństwa - w tym przypadku ograniczenie międzyfaz prawie do zera. Mało tego, dałbym taką samą międzyfazę wszędzie, niezależnie od wielkości skrzyżowania i natężenia ruchu. A całość wprowadziłbym od razu w dużej części miasta naraz.
Na początku na pewno byłyby dzwony - ludzie się muszą przestawić. Ale w perspektywie dłuższej - ludzie ci nauczą się nie "przeskakiwać" na żółtym, bo będą wiedzieć, że się nie da.
_________________
Pozdrawiam rowerowo - Rafał 'Raffi' Muszczynko
__________________________________________________
Jeździć możesz powoli, ale myśleć musisz szybko
