olek napisał(a):
blub napisał(a):
"(a) Except in the case of absolute necessity every driver shall take exclusively, where they exist, the ways, carriageways, lanes and tracks allotted to road-users in his category.
W związku z art. 27 nie kojarzę tego jako przymus, a raczej jako polecenie zgodnie z brytyjskim KD. Być może, że się mylę skoro nie jestem prawnikiem i nie mogę powiedzieć do jakiego stopnia słowo "shall" w tym związku nakłada obowiązek nawet w przypadku normalnych warunków.
Mimo, że nie za bardzo kojarzę ww. ustawę Konwencji z takim obowiązkiem, to nawet jeżeli zgodnie z jakąś analizą prawną sporządzoną przez fachowców, taki obowiązek rzeczywiście byłby nałożony, obecna ustawa polska i tak nie odpowiadałaby w pełni treści Konwencji, ponieważ nie ujmuje żadnych wyjątków jak np. zły stan powierzchni, niedostępność (!!!), nieprzewidziałość trasy (również !!!), nieprzydatność dla danego rodzaju roweru lub związanego z rodzajem roweru specyficznego stylu jazdy (mam tu na myśli przede wszystkim lecz nie wyłącznie kolarstwo szosowe, które jest absolutnie niekompatybilne z systemem dróg rowerowych). A przecież dokładnie to wywodzi się z ujęcia "Except in the case of absolute necessity", ponieważ "the case of absolute necessity" może w niektórych przypadkach nawiązywać się NAWET do całej podróży (jeżeli np. droga rowerowa jest w całości wadna).
Cytuj:
Jak zejdziesz za ziemie, weźmiesz głęboki oddech, staniesz na jakimś skrzyżowaniu na godzinkę albo dwie i popatrzysz jak wygląda codzienne wykorzystanie roweru w Polsce, to będziesz wiedział, po co i komu ścieżki.
No właśnie. Niewiele jest rowerzystów w Polsce i nie każdemu z nich wydają się potrzebne odrębne ścieżki, a jak są, to raczej zagrażają im życie, ponieważ po pierwsze kierowcy samochodów nie potrafią się z nimi należycie obchodzić (nie potrafią tego na zachodzie, a jak dopiero w Polsce?) oraz po drugie zachęcają osoby niezdolne do bezpiecznego prowadzenia roweru do jeżdżenia na rowerze w związku z czym w naturalny sposób rośnie liczba wypadków jak i nielegalnych manewrów. Takie osoby - oduczone lub nigdy nie nauczone do jazdy "między samochodami" - w ciągu dalszym stwarzają wiele niebezpiecznych sytuacji na chodnikach, po których jeżdżą w przypadku braku drogi rowerowej.
Zamiast więc walczyć o ścieżki polecam przeprowadzanie regularnych szkoleń jazdy rowerem na zasadach ogólnych. Karta rowerowa jak widać nie wiele pomaga, różnego rodzaju prawa jazdy również nie.
Cytuj:
Na resztę już w zasadzie Paweł odpowiedział. Czekam niecierpliwie na wyjaśnienie, która to ze zmian zaproponowanych przez "Miasta dla rowerów" wprowadza obowiązek korzystania z drogi dla rowerów.
Przepraszam za niedokładne wyrażenie się. Miałem na myśli przedstawioną zmiane przepisów, która nadal zawiera obowiązek do korzystania z dróg rowerowych.
A kiedy przedstawisz nam warszawską statystykę wypadków śmiertelnych z udziałem rowerzystów wraz z opisem okoliczności? Bo ciekawi mnie, dlaczego ogólnie w Polsce jak i też w samej Warszawie dochodzi do stosunkowo tak wielu wypadków śmiertelnych.
I jeszcze chiałbym dodać, że nie zależy mi na jakiejś wirtualnej wojnie przeciwko wam (Zielonym oraz innym aktywistom prościeżkowym), tylko na przedstawieniu faktów, szczerej dyskusji oraz polepszeniu sytuacji ruchu rowerowego w Polsce.
Piszę co piszę, ponieważ posiadam znacznie więcej długoletniego doświadczenia z drogami rowerowymi zbudowanymi przede wszystkim w celu ułatwienia ruchu samochodowego (bo tak się zawsze działo w Niemczech i dzieje się obecnie w Polsce) i w związku z tym nie mogę popierać większości opinii wyrażanych przez osoby niedoświadczone na tym polu.
wojtek napisał(a):
To ja tylko w tej kwestii. Chyba, Ci się blub przesłyszało więc, bo nie ma takich rozwiązań. Za to są rozwiązania, w których ZREZYGNOWANO z oznakowania ściezki rowerowej jako ścieżki, a więc rowerzysta ma prawo jechać po jezdni lub po ścieżce, ale która formalnie ścieżką nie jest. Więc formalnie to jest zgodne z konwencją wiedeńską.

A - i warto dodać, że niemieckie stowarzyszenia rowerowe podobne do naszego walczyły o to bardzo długo ze swoimi... władzami miast (nie KRAJU), np. w Berlinie, gdzie to w kilku miejscach funkcjonuje.
Dokładnie tak jest. Dlatego Berlin jako jedyne wielkie miasto w ogóle może się pochwalić posiadaniem "dróg rowerowych" (a raczej ROZWIĄZAŃ dla ruchu rowerowego) stworzonych z pozytywną myślą o rowerzystach (o wszystkich rowerzystach, również kolarzy szosowych). Niestety Berlin jest jednym z niewielu wyjątków. Monachium, Kolonia, Hamburg to miasta milionowe antyrowerowe gdzie nakładanie obowiązku do korzystania z dróg rowerowych nawet w miejscach gdzie przepisy prawne od 11 lat (od kiedy zaszła wielka "nowela rowerowa") zabraniają takie nakładanie jest nieustannie utrzymywane i bronione absurdalnymi i nieraz po prostu cynicznymi argumentami.