olek napisał(a):
Cytuj:
To akurat jest kiepski argument, bo:
a) Na autostradach w Polsce jest znacząco więcej wypadków niż na autostradach w innych krajach
b) Polacy, którzy pojadą do kraju o dobrych drogach, też zachowują się na tych dobrych drogach bardziej ryzykownie, vide np. obecne problemy Wlk. Brytanii
c) Jeśli mieszkasz np. na wybrzeżu Walii, to autostradę widzisz dwa razy do roku, jak jedziesz do Londynu / na lotnisko / itp. Na co dzień korzystasz z krętych, wąskich dróg bez pobocza. A kultura jazdy jednak zupełnie inna.
Ok. Może nie rozwinąłem tej myśli tak, jak chciałem. Wydaje mi się, że jest tak, ponieważ u nas jest tyle, ile jest autostrad i dróg ekspresowych, kierowcy - jak już taką zobaczą - dostają małpiego rozumu i jadą ile fabryka dała. I to jest problem i powód kłopotów Brytyjczyków z naszymi kierowcami. Jakby się przyzwyczaili do widoku autostrady, to już by tak pewnie nie cisnęli.
Rozumowanie w stylu - mamy złe drogi więc szybko po nich jeździmy - uważam za dziecinne tłumaczenie nieodpowiedzialnym osób (bez urazy "mcb"). Polscy kierowcy jeżdżą źle głównie dlatego że nie ponoszą bezpośrednich konsekwencji swoich zachowań. Zgadam się z Olkiem, że problem jest w nieuchronności. Kara słabo działa jeśli jest małe prawdopodobieństwo złapania, a nawet jeśli to i tak mandat może dotrzeć do nas za 2 lata...
Przykład Monty B. Ike jest dla mnie mało przekonujący:
1. Znowu nie tak wielu kierowców szasta pieniędzmi
2. Jest jeszcze kwestia punktów karnych. Nawet jeśli kogoś stać na 500 zł. mandatu to jak w miesiącu dostanie 2 razy po 10 punktów za prędkość to szybko oduczy się szybkiej jazdy.
No i jakoś nie widzę aby ten małpi rozum występował tylko na autostradzie

wszędzie gdzie się da gaz do dechy i byle do swiateł... wiadomo kto pierwszy na światłach ten lepszy ....
Dodał bym jeszcze brak "społecznego potępienia" takich zachowań. Jak ktoś jeździ pijany samochodem to raczej większość z nas powie że to przestępca, ale zbyt często spotykam się z sytuacją chwalenia się jak to szybko dojechałem z punktu A do B i jaką miałem dużą prędkość na liczniku... Nawet w mediach zauważam podobną zależność. Piętnuje się pijanych kierowców ale niewiele się mówi o najczęstszym powodzie ofiar śmiertelnych na drogach - czyli o nadmiernej prędkości.
olek napisał(a):
Cytuj:
Nie jest to dla mnie takie oczywiste, zwłaszcza w niektórych miejscach - np. na wyjeździe z tunelu w stronę Żoliborza. Ograniczenie prędkości może też być podyktowane np. problemem hałasu, usytuowaniem przystanku albo jakiś wyjazdów. A dalej, na rzeczywiście bezkolizyjnym odcinku masz już chyba 80.
Szczerze powiedziawszy, to w tej kwestii trudno mi się wypowiedzieć. Samochodu w Warszawie nie mam (i mieć nie zamierzam przynajmniej na razie - zdecydowanie zbyt droga impreza) i moje zdanie zostało poczynione na podstawie obserwacji zza szyby w autobusie czy w tramwaju... w 99% w okolicach centrum lub niedaleko od niego... Dlatego mogę się mylić. Po Warszawie nigdy samochodem nie miałem przyjemności jeździć. Nawet w charakterze pasażera.
Ja niestety trochę jeżdżę po naszym mieście samochodem (ale staram się jak najwięcej jeździć rowerem i komunikacją) i znów zgodzę się z Olkiem. Kierowcy nie zwracają uwagę na takie szczegóły jak przystanki, wyjazdy/wyjazdy, skrzyżowania (kwestia hałasu to już totalna abstrakcja) i rzeczywiście tam gdzie konstrukcja drogi na to pozwala ustawiony jest znak ograniczający prędkość do 80 km/h.
Taka ciekawostka a propos hałasu. Wróciłem właśnie z urlopu w Austrii i Niemiec. Na autostradzie zauważyłem dziwny znak. Ograniczenie prędkości do 80 km/h dla ciężarówek powyżej 7,5 tony w godzinach od 22 do 5 rano.... było to na drodze znajdującej się bliżej terenów zabudowanych i jedyne rozsądne rozwiązanie jakie przychodzi mi do głowy to chęć zmniejszenia poziomu hałasu w nocy.... chyba że macie lepszy pomysł?