Spodobali mi się zwłaszcza ci rowerzyści wyrywający torebki - i tak dobrze, że nie przerabiają noworodków na macę
Rowerzyści narzekają na bielańskie ścieżki roweroweWojciech Karpieszuk
2007-11-19, ostatnia aktualizacja 2007-11-19 22:11
Urząd dzielnicy Bielany zachęca w kolorowych broszurach do przesiadki na rowery. Urzędnicy chwalą się kilometrami ścieżek rowerowych. - Ale nie da się po niech jeździć - ripostują miłośnicy jednośladów.

Skrzyżowanie Broniewskiego i Perzyńskiego: ścieżka kończy się płotem
Rowerzyści spotkali się wczoraj z urzędnikami i mieszkańcami Bielan. Rozmawiali na temat ścieżek rowerowych w dzielnicy. Temat wywołał wielkie emocje. Poszło głównie o fragment trasy rowerowej wzdłuż ulicy Perzyńskiego i dalej Rudnickiego. - Nie wiem, na jakiej zasadzie powstają na Bielanach ścieżki rowerowe - stwierdził Marcin Jackowski ze stowarzyszenia Zielone Mazowsze, które organizuje m.in. Masę Krytyczną. - Urywają się w pewnym miejscu, później biegną po drugiej stronie ulicy. Przecież to nie ma sensu. Po co w ogóle budować te ścieżki i wydawać na to pieniądze - dodał.
Rowerzyści potwierdzali jego słowa. - To, co jest przy Rudnickiego, to głupota - podsumował Zbigniew Oględzki, który często przemierza tę trasę na rowerze. - Ślepe dojazdy i płot po jednej stronie, a kadłubek ścieżki po drugiej. Potem znowu powrót na przeciwną stronę Rudnickiego. Trzeba pokonać kilka przejść dla pieszych. Slalom - relacjonował i zaczął wyliczankę innych mankamentów: niedziałające sygnalizatory rowerowe, brak poziomych oznakowań przejazdów przez ruchliwe ulice czy wysokie krawężniki na ścieżce.
- W czym problem? Niech pan się zatrzyma i przeprowadzi przez jezdnię rower - rzucił jeden z mieszkańców.
- Proszę spróbować samemu, ale z samochodem. Niech pan się zatrzyma na skrzyżowaniu i przepchnie przez nie auto - odpowiadał Oględzki.
Okoliczni mieszkańcy argumentowali, że niemożliwe jest poprowadzenie ścieżki zgodnie z projektem rowerzystów, ponieważ "chodzą tamtędy matki z dziećmi i ludzie do sklepu, były nawet przypadki, że rowerzyści wyrywali torebki".
- A rowerzysta to nie człowiek? Do sklepu nie jeździ? Czy będzie tam ścieżka, czy nie, to on i tak tamtędy pojedzie. Zresztą mamy projekt, w którym trasa rowerowa jest niezależna od chodnika dla pieszych - odbił piłeczkę Jackowski. Jednak ani mieszkańcy, ani dzielnicowi urzędnicy nie byli nim zainteresowani.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna