Piękne kładki, ale i tak trzeba nadłożyć kilometr drogiNie ważę 50 kg, tylko ciut więcej. Moja córka wraz z wózkiem ważą jakieś 18 kg. Nie jestem w stanie przejść na drugą stronę ul. Czerniakowskiej tak jak inni piesi. Powód? Niedziałające w zasadzie od zawsze windy przy tych kładkach.
Mieszkam przy ul. Szwoleżerów i aby przejść na drugą stronę Czerniakowskiej, muszę iść do Łazienkowskiej (koło stadionu Legii) albo aż do Gagarina. Tylko w tych miejscach są normalne przejścia dla pieszych. Poza tym między ww. ulicami są cztery kładki. Piękne, nie tak dawno odnowione lub wybudowane, z windami. Problem w tym, że windy nie działają, a na schodach brak podjazdów. To jasne, że mama, która sama spaceruje z dzieckiem, nie da rady przejść na drugą stronę. Bywa też mało bezpiecznie - gdy wejdzie się do windy, która potrafi kawałek wjechać i się zatrzymać. Nikt wtedy nie pomoże. Wiem, bo kiedyś byłam w takiej sytuacji. Moja koleżanka również. Zdarzyło mi się też, że winda na górę kładki działała, a z drugiej strony nie. Wózek musiałam więc sprowadzić po schodach.
Co robi miasto? Ogranicza się czasem do naklejki: "Winda nie działa do odwołania". Najczęściej jednak zawiadomień brak, a pod podanym numerem serwisowym nikt nie odbiera telefonu.
Anna Partyka
03.12.2011
cyt za
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34 ... ometr.html