Cztery kładki i żadnej windy. Tak jest w całym mieście? 27.07.2011 aktualizacja: 2011-07-26 18:09
Jak działają windy na warszawskich kładkach, w podziemnych korytarzach? Szalony Wózkowicz i Zielone Mazowsze jednego dnia chcą sprawdzić wszystkie. Inspiracją do akcji był spacer po Ostrobramskiej - na kilka podnośników nie działał żaden.
Przy Ostrobramskiej jest kilka kładek. - Dostałem sporo sygnałów, że osoby niepełnosprawne z Przyczółka Grochowskiego są praktycznie odcięte od świata. Żeby dostać się na drugą stronę Ostrobramskiej, muszą skorzystać z kładki. Problem w tym, że podnośniki na nie są notorycznie popsute - opowiada Marek Sołtys znany też jako Szalony Wózkowicz. Na Ostrobramską wyruszył z Rafałem Muszczynko z Zielonego Mazowsza i Adamem Zającem ze Stowarzyszenia Integracji Stołecznej Komunikacji.
- To, co zobaczyliśmy, przeraziło nawet nas - podsumowuje Marek Sołtys. Na cztery kładki osoba poruszająca się na wózku nie mogła skorzystać z żadnej. - Jak dla mnie - czarna dziura na mapie Warszawy - kwituje.
- Traumatyczne przeżycie - stwierdza krótko Rafał Muszczynko. Doświadczenia opisał na stronie Zielonego Mazowsza: przystanek autobusowy przy Przyczółku jest niedostępny - jest niżej niż chodnik, z którego nie ma podjazdu. Kładka nr 1 (jeszcze nad al. Stanów Zjednoczonych) - schody. Kładka nr 2 przy Motorowej - podnośniki są, ale akurat nie działają. W relacji z wyprawy czytamy: "ZDM powiesił tu już kartki na każdą okazję (...). Przechodząca obok starsza pani na widok urządzeń zaczęła się żalić, że taki stan trwa tu od Wielkanocy". Na zdjęciu widać dwie informacje, jedna pod drugą, przyklejone do drzwi podnośnika. Pierwsza: "Przepraszamy. Dźwig nieczynny z powodu konserwacji". Jest nawet wersja anglojęzyczna. Druga: "Dźwig nieczynny z powodu zalania instalacji". Na innym zdjęciu widać przyczepioną do tej samej kładki plastikową skrzyneczkę z oderwanymi drzwiczkami, a na wierzchu wiszą kable. - Być może problemy z zalewaniem wodą instalacji elektrycznych w podnośnikach mają jakiś związek z wyjątkową dbałością o stan tychże instalacji - nie kryje poirytowania Muszczynko.
Kładka nr 3 - tu podnośnik działał. Ale na oczach spacerowiczów się zepsuł, a w środku utknęły trzy starsze panie. - Były mocno podenerwowane. Duszno, nie ma czym oddychać, a one nie mogą się wydostać - wspomina Marek Sołtys. Trzeba było wzywać straż pożarną. - Strażacy przyznali nam, że są tu dość regularnie. Ostatni raz - trzy dni wcześniej - stwierdza Rafał Muszczynko.
Kładka nr 4, róg Ostrobramskiej i Poligonowej. Jest, ale nieczynna. Na zdjęciu Marek Sołtys stoi przed wjazdem na długą pochylnię prowadzącą na kładkę. Wjazd jest zabity deskami. Szalony Wózkowicz mówi, że tak samo było przed miesiącem.
- Rozwiązania są dwa - ocenia Muszczynko. - Zamiast podnośników, które bardzo często się psują - zebry albo pochylnie na kładki. ZDM skarży się na wandalów. Taką pochylnię trudno zniszczyć. Nie jest na prąd, więc nie grozi jej zalanie instalacji - radzi.
Adam Sobieraj, rzecznik Zarządu Dróg Miejskich, wcześniej alarmował, że w tegorocznym budżecie nie ma już pieniędzy na naprawę niszczonych podnośników. - Tam, gdzie dysponujemy miejscem, i o ile nie ma problemów z infrastrukturą podziemną, budujemy pochylnie - zapewnia. Podaje przykład Wawelskiej, Puławskiej na skrzyżowaniu z Jagielską.
Według niego przejścia dla pieszych są niebezpieczne, bo dochodzi tam do potrąceń. Kładka przy Poligonowej jest zamknięta, bo tak długo - tłumaczy rzecznik - trwają odbiory. -
A podnośniki? Czasem tak bywa, że się zacinają - przyznaje. - Ale
należy z nich korzystać zgodnie z instrukcją obsługi. Nie wolno opierać się o szyby. - Sprawdzimy, czy to my na Ostrobramskiej mieliśmy akurat pechowy dzień, czy może tzw. podnośniki to większy problem - zapowiada Rafał Muszczynko. Zbiera ekipę wolontariuszy, między innymi rowerzystów z Masy Krytycznej. Podzielą się na grupy i jednego dnia sprawdzą wszystkie podnośniki w stolicy - zarówno te na kładki, jak i do podziemnych przejść. Być może uda się to zrobić w jeden z najbliższych weekendów. - Szacujemy, że podnośników jest ok. 80 w 36 miejscach. Zobaczymy, ile z nich w ogóle działa - mówi.
ZDM przyznał, że do końca listopada - do czasu wymiany na windy z prawdziwego zdarzenia - nie będą działać podnośniki przy rondzie Dmowskiego. To kolejna czarna dziura, tym razem w samym sercu miasta. A ostatnio zdarzyło się, że na nowym wiadukcie przy Andersa windy nie działały już pierwszego dnia po otwarciu.
Cytuj:
Stolica przeszkód - komentarz Krzysztofa Śmietany
Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, ile jest w mieście barier nie do przebycia, dopóki samemu nie usiądzie na wózku inwalidzkim albo nie zacznie się przemieszczać z wózkiem dziecięcym. Stołeczne kładki są jednymi z większych przeszkód. Co z tego, że urzędnicy w czasie remontów przejść nad- lub podziemnych zamawiają montaż wind, skoro większość z nich nie działa. Pieniądze na te urządzenia zostały w większości wyrzucone w błoto. Władze miasta muszą wreszcie przestać dyskryminować osoby mniej sprawne czy rodziców z wózkami. Skoro nie da się utrzymać sprawnych wind, to na skrzyżowaniach w centrum miasta, np. na rondzie Dmowskiego czy u zbiegu al. Jana Pawła II i Al. Jerozolimskich, muszą powstać zwykłe przejścia z zebrą. Taka jest tendencja w Europie - większość wysokorozwiniętych krajów odchodzi od podziemnych tuneli dla pieszych w centrach miast. Na lament kierowców, że to utrudni im np. skręt w prawo, odpowiadam, że w centrum samochody nie mogą mieć łatwiej niż piesi. Kładki powinny działać najwyżej nad szybszymi trasami poza Śródmieściem, np. nad Trasą Łazienkowską czy Trasą Toruńską. A przy nich zamiast wind powinny być budowane łagodne pochylnie - takie jak przy przejściu nad al. Niepodległości obok Biblioteki Narodowej.
No, ciekawe, kiedy miasto ulegnie uchwalonemu przez siebie prawu (o presji cywilizacji nie wspominając) i zacznie wreszcie normalne przejścia wytyczać. A Sobierajowi szczerze życzę, by przez pół roku pojeździł po Warszawie na wózku.