Kierownictwo przedszkola jest nader zyczliwe - sami zaproponowali, ze kupia stojaki (pewnie bedzie dym, bo stojak na 6 stanowisk kosztuje 300 zl no i służy 6 dzieci, za to w tej samej cenie mozna kupic np. 3 komplety do glottodydaktyki co pomzoe w nauce czytania calej grupie, no ale to watek poboczny). Ale nasza dyrekcja jest w porządku

Za to Sanepid kwalifikuje sie do odstrzału - wlepili przedszkolu mandat za to, że szmatki do wycierania podłogi są... w salach gdzie są dzieci (jeśli nie wiecie gdzie powinny być, to podpowiadam, że w osobnym magazynku - i jak się coś wyleje/rozleje to pani przedszkolana dryp, dryp do magazynku, pobiera szmatke, wyciera, odnosi by po 2 minutach operacje marszobiegu powtorzyc). Horror bezmyslnosci jakiego bym sie nie spodziewala...
Szopy nie ma, ale kombinuje, ze moze by sie dalo nakrecic kilku tatusiow i zbudowac cos z plyt OSB - bo jak rowerkow nie bedzie widac, to nikt specjalnie na teren przedszkola wchodzic nie bedzie.
Pomysl by napisac do GW o Sanepidzie jak najbardziej sluszny - napisze (ale co z tego, skoro pewnie sa takie niezyciowe przepisy, a jak wiecie urzednik jest od tego by je egzekwowac celem wykazania niezbednosci jego - urzednika - istnienia).
dzieki
anka