czy ten schemat operacyjny Bumerang to jakiś ogólnopolski czy lokalny szczeciński?
Cytuj:
Jak podał Głos Szczeciński, dwie szczecinianki stanęły przed sądem, ponieważ opalały się bez biustonoszy i nie przyjęły mandatów.
Może spotkać je dotkliwa kara, ponieważ przed Sądem Grodzkim w Szczecinie ich losy i wolność ich biustów spoczywają w rękach sędziów. A zgodnie ze staropolskim przysłowiem, niezbadane są wyroki boskie. I sądu.
Póki co, w Sądzie Grodzkim w Szczecinie pojawiło się tylu rozochoconych i rozpalonych przedstawicieli mediów wraz z przybyłą publicznością pospolitego ruszenia, że sąd - z braku odpowiednio wielkiej sali - rozprawę odroczył do września, licząc na schłodzenie, wraz z jesiennymi słotami, temperatury sprawy. Pomimo że rozprawa nie rozpoczęła się, ze strony publiczności pojawiły się wnioski dowodowe: nalegano zwłaszcza na oględziny z udziałem świadków i rekonstrukcję zdarzeń. Postulowano powołanie biegłego, który miałby zbadać dewiantki. Typowano na ten urząd - w szczególności - Wojciecha Cejrowskiego.
Dwie szczecinianki - jedna z nich „playmate" z CKM - wpadły w sidła wymiaru sprawiedliwości w połowie maja, kiedy opalały się, niewinnie, na szczecińskim kąpielisku. Niewinnie, bo opalanie było obserwowane przez licznych gapiów, którzy czuwali nad prawidłowym i moralnym przebiegiem procesu. Gdy białogłowy zdjęły górne części strojów bikini - do gapiów dołączyło dwóch mężczyzn, obserwujących zjawisko ze szczególnym zaangażowaniem. W końcu, po kolejnym naprężeniu biustu, nie wytrzymali i podeszli. Okazali się być przedstawicielami służb specjalnych i mundurowych: policjant wraz ze strażnikiem miejskim. Razem, bo nieszczęścia chodzą parami. Kiedy dziewczyny dowiedziały się o przynależności zawodowej pary, nie dyskutowały i natychmiast ubrały się.
Funkcjonariusze odeszli, a płoche i roztrzepane młódki znów, ku uciesze zgromadzonych, pogubiły staniki w trawie i zaprezentowały to, co miały najlepszego w upalny dzień.
Jednak patrol ten działał zgodnie z nowym schematem operacyjnym „bumerang". I wrócił. Co zobaczył? Rozpustę! Tym razem należało już ukarać - przykładnie - niepokorne plażowiczki. Tak, by kara miała charakter prewencyjny i odstraszający, nie zapominając - oczywiście - o realizacji funkcji odwetu społecznego.
Funkcjonariusze zaproponowali wpierw - „na rybkę" - mandacik. Niewielki. Bo - jak cytuje strażnika Rzeczpospolita z 6 sierpnia 2008 r. - Panie znów się rozebrały i zaczęły biegać, wywołując zgorszenie. A kierownik kąpieliska poprosił o interwencję.
Kierownik kąpieliska Głębokie nie zachował się jak prawdziwy mężczyzna i nie okazał solidarności ze strażnikami. Powiedział wręcz, że on, oburzony?! Nigdy w życiu! Oburzeni byli tylko policjanci i strażnicy miejscy. Innym było dobrze.
Rybka nie wzięła, dziewczyny zawachlowały - z oburzeniem - biustami i nie przyjęły mandatów (po 150 zł). Funkcjonariusze nie mogli więc rozwinąć skrzydeł i spróbować targu z dziewczynami... Stąd sprawa w sądzie, bo zgodnie z art. 140 KW „Kto publicznie dopuszcza się nieobyczajnego wybryku, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 150 zł albo karze nagany".
źródło: interia.pl