Szanowne grono,
Zapodaję ciekawą historię jaka wydażyła się pod Londynem, w centrum informatycznym Visy, największej na świecie organizacji płatniczej.
Nie mogę niestety, użyć sformułowania - korporacja. Jak sama Visa siebie nazywa jest organizacją której:
"Wyłącznym polem naszej działalności są płatności bezgotówkowe. Po to, by osiągnąć sukces, musimy zapewnić realne korzyści wszystkim uczestnikom transakcji. Jeśli nie spełnimy ich oczekiwań, posiadacze kart, sprzedawcy i banki zwrócą się ku innym formom płatności"
http://visa.pl/organizacjavisa/visawpolsce/main.jsp
Dalej pisze o swoim potencjale i o tym, że kart sama nie wydaje:
"Nasze umiejętności i potencjał - organizacja Visa sama nie wydaje kart ani nie podpisuje umów z punktami akceptującymi karty; czynią to tysiące konkurujących między sobą banków."
Dzieli się wszem i wobec marką i doświadczeniem:
"Naszą rolą jest dzielenie się doświadczeniem w zakresie zarządzania marką, obsługa wysoce złożonego pod względem technicznym systemu oraz występowanie w charakterze zaufanego pośrednika, a nawet — kiedy zajdzie taka potrzeba — arbitra."
Tyle banialuk można wyczytać na ich stronie. Dlaczego banialuk? Bo gdy pojawiają się problemy, jak te z 14 stycznia 2008 roku, w Polsce, gdy między innymi Panu X z miasta Łodzi, przy wypłacie 2 000 zł, Visa zaksięgowała te operację tylko 17 razy i z konta Pana X zniknęło 34 000 zł (sic!!!) - Visa milczy. Dopiero dziennikarze, którzy naświetlili problem, zwrócili się do szefowej Visy - Małgorzaty O’Shaughnessy, dyrektor generalnej Visa Europe w Polsce, ktora powiedziała:
"Nie zamierzam za pośrednictwem DZIENNIKA uczyć banki, jak komunikować się z Visą. Co więcej - Visa nie ma zamiaru pokrywać strat klientów, jakie spowodowała awaria. Z tym muszą uporać się same banki" - dodaje.
A cała sprawa tutaj:
Dowiedz się, czemu bankomat wyczyścił Ci konto
Visa schowała głowę w piasek
piątek 18 stycznia 2008 03:46
DZIENNIK ustalił kulisy wielkiej awarii, przez którą tysiącom klientów banków pieniądze wyparowały z kont. System rozliczeniowy zepsuł się w podlondyńskim centrum informatycznym Visy, największej na świecie organizacji płatniczej. Tyle że Visa nie powiadomiła o tym większości polskich banków, te o kłopotach dowiedziały się od... klientów.
Problemy zaczęły się w poniedziałek. Przy wypłacie pieniędzy z bankomatu system potrącał z kont klientów banków wielokrotność pobieranych sum. Visa oficjalnie poinformowała o awarii dopiero we wtorek wieczorem, i to na swoich wewnętrznych stronach internetowych. Polskie banki - PKO BP, mBank i MultiBank - nie dostały żadnego sygnału alarmowego od Visy. Podobnie BZ WBK, który sam wpadł na trop błędów w rozliczeniach transakcji. Telefonu z ostrzeżeniem doczekał się natomiast ING Bank Śląski.
Ale to wyjątek, bo z reguły centrala Visy w czasie największego natężenia kryzysu milczała jak zaklęta. Małgorzata O’Shaughnessy, dyrektor generalna Visa Europe w Polsce, uważa, że wszystko jest w porządku. "Nie zamierzam za pośrednictwem DZIENNIKA uczyć banki, jak komunikować się z Visą. Co więcej - Visa nie ma zamiaru pokrywać strat klientów, jakie spowodowała awaria. Z tym muszą uporać się same banki" - dodaje.
Mieszkaniec Łodzi opowiada nam o swoich problemach
Pieniądze z bankomatu wypłaciłem w poniedziałek wieczorem. Dokładnie dwa tysiące złotych. Nie przypuszczałem, że to początek moich kłopotów. W nieświadomości żyłem przez dwa dni.
W środę zadzwoniła do mnie pracownica banku PKO BP. Przemiłym głosem oznajmiła: "Panie Adamie, we wtorek i w środę wypłacił pan z konta 34 tysiące złotych. Co pan zamierza z tym zrobić? Radzę, żeby pan jak najszybciej wpłacił pieniądze, bo przez taki debet będziemy musieli zamknąć panu konto".
Zamurowało mnie. W pierwszej chwili nie wiedziałem, co powiedzieć. Przecież nie wypłacałem takiej kwoty. Może zgubiłem kartę? Może ktoś mnie okradł? Pomyślałem wtedy, że takie sytuacje mogą zdarzyć się innym, ale nie mnie. Prowadzę firmę, nie jestem roztrzepany.
Byłem przerażony. Pracownica banku nic więcej nie potrafiła mi powiedzieć. Powtarzała w kółko: niech pan wpłaci jak najszybciej te pieniądze. Nie odpuściłem. Zadzwoniłem do centrum obsługi kart. Dopiero tam dowiedziałem się, że VISA ma problemy z księgowaniem transakcji. Wypłaciłem dwa tysiące, a system zaksięgował 17 fikcyjnych transakcji. "Ale co teraz?" - pytałem z przerażeniem. Usłyszałem, że mam napisać reklamację, złożyć ją w banku i czekać, aż pieniądze pojawią się na koncie. Trzy dni z pustym kontem. Na szczęście pieniądze mam na kilku kontach w różnych bankach i nie zostałem bez grosza przy duszy. Co by było, gdybym pieniądze trzymał tylko w PKO?
Poszedłem złożyć reklamację. Pani w okienku przyjęła moje pismo, ale nie potrafiła mi nic wyjaśnić. Mało tego. To ode mnie dowiadywała się, jaka jest sytuacja. "Problemy z VISĄ? Fikcyjne księgowanie? Nic nie wiem na ten temat. Proszę dzwonić do centrum obsługi kart" - zbywała.
Zupełny brak profesjonalizmu. Powinni dowiedzieć się, co się stało, a nie od razu dzwonić do klientów i grzmieć: Proszę jak najszybciej wpłacić pieniądze, bo będzie miał pan problemy.
Halina Kochalska
Artykuł tutaj:
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/artic ... konto.html
z pozdrowieniami, wieloletni klient mBanku, szczęśliwy posiadacz karty debetowej, któremu pozostaje ew. zmiana systemu na Mastercard, ale czy ma to sens ? nie, to jest przykład jak NIC, kompletnie NIC nie zrobi szary, mały, człowiek w starciu z Dużymi, bez mediów;)
Czajnik