|
Budowa dróg wchodzi w zakręt
Financial Times, 03.11.2007
- Przez 30 lat zbudowaliśmy wiele dróg i autostrad – powiedział na dwudniowym szczycie ekologicznym, jaki odbył się w zeszłym tygodniu, Jean-Louis Borloo francuski minister do spraw ekologii. – I starczy. Nie będziemy dalej powiększać liczby dróg.
W szkicu dokumentu opublikowanego przez Jean-Louis Borloo przed szczytem, wyrażał on nadzieję, że samochody i samoloty będą ”ostatecznością” w rozwiązaniu problemów w nadchodzącym dziesięcioleciu. Dawno już politycy nie mówili w ten sposób. Ogólnie rzecz biorąc, w miarę jak zachodnie społeczeństwa zbliżają się do granicy, gdzie posiadanie samochodu jest powszechne, ich apetyty na budowę autostrad stają się coraz bardziej nienasycone. Amerykańskie wybory do Kongresu często są wygrywane przez kandydata, który obiecuje wybetonowanie więcej terenów rolniczych i wiejskich.
Ostatnie wybory w Polsce elegancko wpasowały się w ten wzór. Jarosław Kaczyński ekscentryczny urzędujący premier, szafował językiem retorycznym na wiele tematów, ale właśnie trafność wyboru dotycząca planów budowy dróg była tematem wybieranym przez Donalda Tuska zwycięskiego rywala, do prowadzenia bitwy.
Moratorium Jean-Louis Borloo dotyczące budowy autostrad było jeszcze bardziej uderzające w swojej powadze, jaka towarzyszy słowom o globalnemu ociepleniu. – Jesteśmy pierwszym pokoleniem w historii ludzkości - ostrzegł ponuro prezydent Nicolas Sarkozy – którego misją jest ratowanie następnej generacji. Szczyt był punktem kulminacyjnym wielotygodniowych dyskusji między rządem, ekologicznymi organizacjami pozarządowymi, związkami zawodowymi, pracodawcami i rolnikami. Premier François Fillon obiecał że: ”Wszystkie przedsięwzięcia, które osiągną konsensus zostaną wdrożone przez rząd do działania. Plany zawierają budowę nowych linii kolei szybkobieżnej, zatrzymanie budowy lotnisk i zbudowanie 1,5 tys. km linii tramwajowych w 30 miastach.”
Na pierwszy rzut oka, dokument dotyczący środowiska podpisany w tym tygodniu przez brytyjskie ministerstwo do spraw transportu, znacznie różni się od francuskich planów. Kiedy Francja marzy, Wielka Brytania kalkuluje. Dokument podkreśla rolę opłat za drogi i pociągi szybkobieżne. Ale nie jest to sprzeczne z innymi przedsięwzięciami dotyczącymi infrastruktury, jak choćby budową nowych dróg czy lotnisk. Minister transportu Ruth Kelly nazwała ten plan “proekologicznym” i “prorozwojowym”. Najważniejsze jest liczenie węgla. Wielka Brytania może się „odwęglić” jednocześnie rozbudowując połączenia transportowe. Przy założeniu, że Wielka Brytania trafia w swoje węglowe cele, „stary” ekolog pyta jak wygląda i czuje się kraj drugoplanowy.
Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się, okazuje się że polityka transportowa tych dwóch krajów nie różni się aż tak, jak się wydaje. Podczas gdy Wielka Brytania zrobiła wiele poszerzając drogi, to nie zbudowała, ani nie zaplanowała budowy ważniejszych dróg od 1997 roku, kiedy fotogeniczny i z dredami na głowie Daniel Hooper, protestujący, który sam siebie nazwał ”Bagienny”, kopał tunele w proteście przeciwko budowie obwodnicy w Berkshire. Gdyby dokładniej przyjrzeć się francuskiemu moratorium dotyczącemu autostrad, można by znaleźć wiele możliwości wymigania się i stworzenia uzupełniających przepustowość autostrad. Jedynym wyjątkiem od zasady ”żadnych autostrad” będą ”problemy bezpieczeństwa i zatłoczenia, a także interesów lokalnych (takich jak obwodnice)”. Ale to szeroki zakres wyjątków i będzie to zachęcało do dość swobodnego ich interpretowania.
Ekonomista Rémy Prud’homme z paryskiego Urban Institute poczynił pewne obliczenia dotyczące wpływu nowej francuskiej polityki ekologicznej. Konsensus osiągnięty podczas szczytu mówi o konieczności zredukowania emisji dwutlenku węgla o 100 milionów ton. Rémy Prud’homme piszący w “Le Monde” ustala koszt usunięcia tony dwutlenku węgla ostrożnie na 500 euro (722 dolarów). Koszt jaki poniesie francuska gospodarka to będzie 50 miliardów euro lub w przybliżeniu trzy procent produktu krajowego brutto. Ceną może być zakłócenie gospodarki podobne w zasięgu do kryzysu naftowego z 1973 roku, lub przejścia na 35-godzinny tydzień pracy w 2000 roku.
Francuskie plany zaprzestania budowy dróg mogą się okazać jednym z tych politycznie bez szans przedsięwzięć, które politycy popierają by pokrzepić swoich idealistycznych zwolenników, pewni że zarówno opozycja jak i zdrowy rozsądek będą ich strzec przed zrażeniem do siebie pragmatycznych zwolenników. To może przypominać ostatnią propozycję niemieckich socjal-demokratów ograniczenia prędkości na autostradach do 130 km na godzinę, którą kanclerz Angela Merkel odrzuciła od ręki, czy hasło liberalnych demokratów z zeszłego lata ”Brytanii bez węgla” do końca 2050 roku, lub też obronę porozumień z Kioto prowadzoną przez administrację Billa Clintona po tym, jak amerykański senat głosował za ich odrzuceniem stosunkiem głosów 99 do 0.
Dziwne jest to, że atak Jean-Louis Borloo przeciwko budowie nowych dróg jest teraz jedynie fragmentem większej dyskusji. Wywołuje to rodzaj społecznych pytań wykorzystywanych w dużym stopniu do inspirowania ekologów: co się stanie jeśli rzeczywiście przestaniemy budować drogi? Czy celem będzie nakłonienie ludzi do przemieszczania się w inny sposób (na przykład kolejami) czy do mniejszej ruchliwości (pozostawania w swojej okolicy?). Jaka jest rola chodzenia pieszo? Czy takie plany zdadzą egzamin w takich trwoniących ziemię społeczeństwach jak na przykład w Stanach Zjednoczonych, gdzie najnowsze elitarne posiadłości (te olbrzymie rezydencje z minimum dwoma akrami ziemi) nawet potencjalnie nie są osiągalne inaczej niż samochodem? Czy budowa dróg jest skutecznym sposobem na zmniejszenie korków, czy po prostu korki zajmują coraz większą przestrzeń?
Wszystko jedno czy wezwanie Jean-Louis Borloo do zaprzestania budowy dróg jest praktyczne czy nie, można porzucić ten rodzaj retoryki i ten rodzaj pytań. W miarę jak globalne ocieplenie przyciąga uwagę zachodnich społeczeństw, ekologia staje się nową ”posępną nauką”. Rozwija się ilościowo i logistycznie, zaś mniej moralnie i społecznie. Ekologia to była kiedyś ”autonomia, otwartość i prostota”, by zacytować motto wykorzystywane przez francuski ruch ekologiczny; teraz mówi się wyłącznie o pomiarach węgla. Kiedyś ekologia mówiła o tym jak chcemy żyć; teraz mówi o tym jak musimy żyć. Ekologia była kiedyś środkiem zastępczym dla religii. Ale była przyjemniejsza niż jest teraz, kiedy stara się zachęcić nas do diety starego cherlaka.
Autor: Christopher Caldwell, redaktor w “The Weekly Standard”
© The Financial Times Limited 2007
Za onet.pl
_________________ Byłem i jestem jawny, świadomy oraz chętny do współpracy.
|