Kierowco, walcz z korkiem sam
Korki mogą być mniejsze, jeśli kierowcy zmienią sposób jazdy - twierdzą eksperci. I zalecają: nie blokować skrzyżowań, nie zmieniać co chwila pasów, jeździć płynnie i dynamicznie ruszać spod świateł
Kierowcy często wjeżdżają na rondo na żółtym świetle, a potem blokują przejazd innym pojazdom RADEK PASTERSKI
Według fizyka z Polskiej Akademii Nauk prof. Łukasza Turskiego zmiana złych przyzwyczajeń i upłynnienie ruchu pozwoliłyby na znaczne zmniejszenie korków.
- Trudno dokładnie to policzyć, ale nawet o kilkadziesiąt procent -uważa prof. Turski.
Potwierdzają to policjanci: - Jazda w uporządkowanych kolumnach i sprawne opuszczanie skrzyżowań zmniejszyłyby korki nawet o połowę - twierdzi insp. Wojciech Pasieczny z warszawskiej drogówki.
Główne grzechy
Warszawscy kierowcy narzekają na remonty paraliżujące ruch, ale wielu z nich zachowuje się tak, jakby nie zależało im na szybkim dotarciu do celu.
-Jechałem od Grójeckiej na Pragę. Przy rondzie Zawiszy i tym przy Dworcu Centralnym stałem po kilka minut. Bo kierowcy wjeżdżają na te skrzyżowania, mimo że nie mogą z nich zjechać, i blokują ruch. A paraliż dużego ronda powoduje, że korkują się kolejne skrzyżowania - opowiada Tomasz Judycki, nasz czytelnik. - Policja powinna ich surowo karać.
- To faktycznie nagminna praktyka w stolicy - przyznaje Wojciech Pasieczny.
Mundurowych jednak nie ma na blokowanych przez kierowców skrzyżowaniach i rondach. Nie widać ich np. na światłach w al. Jana Pawła II i al. Solidarności.
- Jest nas po prostu za mało -rozkłada ręce Pasieczny, który tłumaczy, że w godzinach szczytu na warszawskie ulice wyjeżdża zaledwie 25 załóg, bo w drogówce jest aż 50 wakatów.
Policjant podaje listę przewinień kierowców: skręcanie w lewo z pasów dla jadących na wprost, zajeżdżanie sobie drogi, ciągła zmiana pasów i parkowanie w dwóch rzędach na wąskich ulicach. Te z pozoru drobne drogowe wykroczenia wpływają na to, że tworzą się za tory. Ale to nie wszystko. Z tych powodów na zatłoczonych ulicach często dochodzi do drobnych stłuczek. -A kierowcy, zamiast zjechać z jezdni, długo czekają na policję -mówi Pasieczny.
Przypomina, że po wypadku, w którym nie ma rannych i zabitych, kierowcy zobowiązani są do natychmiastowego usunięcia rozbitych samochodów na pobocze lub chodnik. Jeśli tego nie zrobią, mogą zostać ukarani mandatem.
Mistrzowie prostej
Według kierowcy rajdowego Krzysztofa Hołowczyca część kierowców to mistrzowie prostej: rozpędzają się na długich odcinkach, ale ze świateł ruszają jak furmanki. - A powinno to przypominać start do odcinka specjalnego. Jeszcze na czerwonym świetle trzeba przygotować się dojazdy, wrzucając bieg - mówi wielokrotny mistrz Polski. -Czasami na jednej zmianie świateł mieści się zaledwie połowa aut, które powinny w tym czasie przejechać.
Prof. Turski uważa, że polskim kierowcom daleko do ich kolegów z zachodnich krajów pod względem zdyscyplinowania.
-Tam kierujący dawno pojęli, że najlepszą receptą na najszybsze przejechanie z punktu A do B jest płynna i harmonijna jazda, bez szarpaniny i wpychania się pomiędzy inne auta, bo to tylko wydłuża czas jazdy -mówi prof. Turski.
Ale nie wini tylko kierowców. - Część korków w stolicy można zlikwidować... za pomocą śrubokrętu. Wystarczy np. lepiej zsynchronizować sygnalizatory albo poustawiać znaki zakazujące skrętu w lewo, gdy ruchem nie sterują światła. Tak jest np. w Kanadzie -mówi pan profesor.
Miejski inżynier ruchu Janusz Galas zdradza "Rz", że rozważa właśnie likwidację skrętu w lewo z al. Niepodległości w al. Wilanowską.
- Tylko że to spotęguje korki na następnym skrzyżowaniu, a przecież nie zabronię skręcać w lewo w całym mieście! -mówi Galas.
MACIEJ SZCZEPANIUK
za
http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/wa ... a_a_1.html