Wygląda to na dyskusję z samym sobą, ale odpowiedź na poprzedni post - sugestie poprawy tekstu - dostałem na prywatny adres email, więc jakiś odzew był. Poza tym sądzę, że temat jednak jest istotny: Warszawa jest rozjeżdżana w znacznej mierze przez kierowców z podmiejskich sypialni, a te gminy na ogół prowadzą politykę jeszcze bardziej prosamochodową niż Warszawa. Jeśli zresztą ktoś wie coś więcej na ten temat, np. zna uchwaloną przez którąś strategię transportową, to byłbym wdzięczny za informację.
Nie uzyskałem jednoznacznego stanowiska Rady, ale dwa pierwsze etapy dyskusji mają być zrealizowane. W kwietniowym numerze "Listów do Sąsiada" ma się znaleźć mój tekst i zapewne replika Urzędu Gminy, data dyskusji panelowej w Centrum Kultury nie jest jeszcze wyznaczona, pewnie będzie to początek czerwca.
Niżej wklejam roboczą wersję tekstu do lokalnego pisma, z góry dziękując za uwagi.
Przyjazne ulice
Czy gmina powinna dołożyć starań, żeby każdy mieszkaniec mógł szybko dojechać samochodem spod swojego domu do Warszawy? Żeby tak samo mógł dotrzeć do najważniejszych punktów w gminie i tam wygodnie zaparkować? Czy jest to sprawa priorytetowa? Odpowiedź twierdząca nasuwa się sama. Wystarczy jednak inaczej sformułować pytanie, żeby pojawiły się wątpliwości. Czy gmina powinna stymulować wzrost ruchu samochodowego na naszych drogach? Zachęcać mieszkańców, żeby częściej i szybciej jeździli samochodem? Czy wzrost popularności samochodu i nierozerwalnie z tym związane stale rosnące natężenie ruchu podnoszą poziom życia mieszkańców? Nawet dla tych, którzy poruszają się po drogach niemal wyłącznie samochodem, negatywne strony tego zjawiska są oczywiste. Nikt nie chciałby mieć tuż za płotem ul. 3 Maja, nikt nie chce stać w korku. Może w takim razie zbudować drugą jezdnię i przeprowadzić się dalej od niej? I jeszcze dobrą jezdnię łączącą nasz dom z tą główną?
Odnoszę wrażenie, że właśnie tak rozumują władze naszej gminy. Długofalowym priorytetem inwestycyjnym w sferze transportu jest budowa drugiej jezdni w kierunku Warszawy, bieżącym – budowa dróg gminnych w standardzie pozwalającym na szybką jazdę. Ten plan ma bardzo ważną konsekwencję: w zasadzie wyczerpuje nasze możliwości finansowe. Dla jego realizacji trzeba drastycznie ograniczyć ewentualne inne działania w sferze transportu. Przykładem może być los linii autobusowej 714. Gminy nie było ponoć stać na dopłacanie do niej, ale jednocześnie zbudowaliśmy kilka ulic i hojnie dołożyliśmy się do remontu naszej głównej arterii pod zarządem powiatu. Zaplanowany na 2011 r. projekt uspokojenia ruchu na drogach gminnych, a w zasadzie jego skromny początek, został odłożony na bliżej nieokreśloną przyszłość, bo trzeba poszerzyć ul. Przedszkolną i dobudować tam dalszych kilkanaście miejsc parkingowych, a także „wyremontować” – czyli zbudować szerszą i równiejszą jezdnię – na ul. Tetmajera. Przyszłe powstanie alternatywnej drogi do Warszawy (tzw. ulica Nowoarkuszowa względnie Janickiego) jest przedsięwzięciem tak oczywistym, wielkim i ważnym, że zaproponowane przez Tramwaje Warszawskie zbadanie alternatywy w postaci komunikacji szynowej nie tylko nie jest warte jakichkolwiek pieniędzy, ale nawet szkodliwe jako potencjalne zagrożenie.
Nie chodzi zresztą tylko o pieniądze. Spójrzmy na podział przestrzeni. W liczącym 18 m szerokości pasie drogowym ul. 3 Maja między Laskami a Mościskami na chodnik udało się wygospodarować niespełna 1,8 m z latarniami na środku, droga rowerowa nie zmieściła się już wcale. Równie skutecznie jak przestrzeń i fundusze koncentracja na samochodzie pochłania uwagę i kompetencje. W opracowanym przez gminę projekcie przebudowy ul. 3 Maja na odcinku ponad 1,5 km przewidziano przejścia dla pieszych tylko na samym jego końcu, przy rondzie w Laskach. To nie była zła wola: po prostu uwaga projektanta i oceniających projekt urzędników była skoncentrowana na jezdni i samochodach. Ta sam postawa determinuje stan wiedzy tychże osób. Wiedzą, jak zaprojektować drogę do szybkiej jazdy, ale już nie wiedzą, jak powinna wyglądać ulica przeznaczona do wolnej jazdy.
A właśnie tak powinny być budowane drogi gminne. Jeżeli ulica będzie prosta, równa i szeroka, to kierowcy będą nią jeździć szybko, prawne ograniczenia i okazyjne kontrole policyjne mają drugorzędne znaczenie. Szybka jazda oznacza więcej spalin i hałasu i przede wszystkim większe zagrożenie dla wszystkich z pieszymi i rowerzystami na czele. Jest też ścisły związek między przepustowością dróg a natężeniem ruchu. Cena samochodu i paliwa nie jest już czynnikiem skutecznie zniechęcającym do nadużywania tego środka lokomocji. Budowa jeszcze jednej jezdni i kolejnych miejsc parkingowych powoduje, że jest więcej chętnych do korzystania z tych dobrodziejstw. Po pewnym czasie miejsca na drodze i parkingu znów brakuje, tylko mamy znacznie większy ruch i większe szkody przezeń wywołane.
Priorytet ruchu samochodowego to pomysł z lat ‘60, który dominował w inżynierii ruchu i urbanistyce przez całe pokolenie. Jednak już w latach ‘90 stało się jasne, że jest to sposób na piętrzenie problemów, a nie ich rozwiązanie. Teraz po obu stronach Atlantyku z powodzeniem realizowany jest się trend dokładnie przeciwny. Intuicyjne przekonanie, że najważniejsze jest ułatwienie jazdy samochodem, nie odzwierciedla obecnie stanu wiedzy fachowej, lecz świadczy o jej braku. Mimo to u nas wciąż kształtuje podejście do spraw komunikacji –nie tylko decydentów, ale również znacznej części mieszkańców. Kierunek polityki transportowej naszej gminy wyznacza przywiązanie do szkodliwego stereotypu. To trochę tak, jakby lekarz zapisał nam lek, o którym od 20 lat wiadomo, że nie leczy, a zarazem wywołuje skutki uboczne rujnujące nasze zdrowie. Czy musimy go nadal zażywać?
Zmiany myślenia nie da się zadekretować ani przegłosować. W tej sprawie jedyną szansą jest dialog: wymiana argumentów, wsłuchanie się w głos drugiej strony, ścieranie się poglądów, poszukiwanie wspólnego języka. Dyskusja na temat priorytetów komunikacyjnych nie przyniesie szybkiej i radykalnej zmiany na naszych ulicach. Może jednak sprawić, że zaczniemy iść we właściwym kierunku, zamiast brnąć w ślepą uliczkę, a w zasadzie autostradę do nikąd, kosztowną, nieprzyjemną i niebezpieczną. Zacznijmy taką debatę. Mamy gminne pismo, nawet nie jedno, forum dyskusyjne, Centrum Kultury, gdzie możemy się spotkać. Prawdopodobnie na początku czerwca odbędzie się tam dyskusja panelowa z udziałem przedstawicieli gminy i ekspertów, na którą już teraz zapraszam wszystkich mieszkańców. Chętnie wysłucham bezpośrednio głosów Czytelników.
Miejmy odwagę pomarzyć: o ulicach, które będą przyjazne nam wszystkim nie tylko wtedy, gdy siedzimy za kierownicą, które będą przedłużeniem naszego domu, miejscem spacerów i spotkań. O bezpiecznym dojeździe dziecka rowerem do szkoły. O dostępnej i sprawnej komunikacji, która pozwoli zostawić samochód w domu i szybciej dotrzeć do celu. O wspólnym kształtowaniu naszej przestrzeni publicznej. Bardzo wiele da się zrobić, z pożytkiem dla wszystkich, jeśli naprawdę będziemy tego chcieli.
dr hab. prof. IH PAN Marek Słoń
ul. Trzech Sosen 8, 05-080 Laski
marek.slon@wp.pl