Piwoslaw napisał(a):
Dla prądu stałego jak i przemiennego rozwiązaniem byłyby urządzenia magazynujące energię. Wystarczyłyby urządzenia krótkoczasowe, np. koła zamachowe lub superkondensatory, i nie za duże bo nie muszą przecież przechowywać energii ze wszystkich tramwajów na mieście na cały dzień.
Pozwoliłyby też częściowo rozłozyć pobór prądu w czasie, zmniejszając szczytowy pobór, co mogłoby trochę obniżyć koszt zakupu energii.
No i w razie awarii zasilania niewielka ilość energii mogłaby pozwolić tramwajom na dotoczenie się do przystanku lub chociaż opuszczenie skrzyżowania.
A czy się opłaci? To zależy od wielu czynników, ale dałoby się wyliczyć.
Bardzo słuszna uwaga.
Ale podzielmy włos na cztery.
Dla napędów elektrycznych zasilanych prądem stałym - jak najbardziej
superkondensator. Magazynuje energię pochodzącą z hamowania, a oddaje
przy ruszaniu/rozpędzaniu zmniejszając pobór szczytowy (dość krótki czas magazynowania energii, którą niestety dość szybko traci).
Pojazdy hybrydowe mają to jako dodatek do silnika spalinowego.
Natomiast tramwaje i trolejbusy mogłyby to mieć, ale tu napęd elektryczny już jest więc dodatkiem jest tylko superkondensator (co wychodzi taniej).
Tramwaje Warszawskie za kadencji Najniższego z Prezydentów przeprowadziły
eksperymet wyposażając w baterię akumulatorów tramwaj 3002 (czołg).
Założenie było takie, że tramwaj bez pobierania energii z sieci
ma przejechać kilka kilometrów, a potem pod prądem doładować akumulatory.
Chodziło o Krakowskie Przedmieście, a próby robiono na jeszcze niezelektryfikowanych Powstańców Śląskich. Tramwaj przez niezelektryfikowany odcinek przejechał, paru dygnitarzy przewiózł, ale nic z tego nie wyszło.
Po prostu realia są następujące: 10 minut jazdy - 10 godzin ładowania akumulatorów. Więc następny kurs jutro - odpada. Gdyby to był superkondensator za te same pieniądze to wyglądałoby to nieco inaczej: 1, góra 2 minuty jazdy - 1,5 do 3 minut ładowania. Krakowskiego nie przejedzie - więc też odpada. Potem Najniższy z Prezydentów zmienił fotel prezydencki na najwyższy i sprawa ucichła. Akumulatory zdemontowano i dalej nic.
Uważam, że tramwaje czy trolejbusy powinny być wyposażane w akumulatory zapewniające autonomię rzędu 500 metrów, tak aby był możliwy przejazd przez myjkę wjazd i wyjazd z niezelektryfikowanej grządki czy też ominięcie jakiejś zawalidrogi na trasie(czas ładowania utraconej energii nie powinien przekraczać 1 godziny, więc jadąc kolejnym kursem są już pełne).
Jeśli zaś chodzi o pojazdy napędzane prądem przemiennym jedynym słusznym rozwiązaniem jest zwrot energii do sieci czyli REKUPERACJA.
Podsumowując: prądu przemiennego się nie magazynuje, zaś wielokrotne jego przetważanie niesie ze sobą duże straty - czyli jest nieopłacalne.
Prąd stały daje się magazynować w akumulatorach - straty rzędu 50% (sprawność napięciowa x sprawność prądowa) są duże, wydolność układu niewielka, ale czas magazynowania energii może być długi (tydzień nie stanowi problemu).
Magazynowanie w superkondensatorach ma trochę wyższą sprawność, zdecydowanie większą wydolność, za to czas magazynowania krótki. I cena niestety dość duża.
Jeszcze kwestia wagi: akumulatory (tradycyjne) i koła zamachowe niestety ważą, i to duuuuuużo.