jack napisał(a):
do czego byłabym zmuszona, gdybym (...) wyruszała z dzieckiem w wózku na codzienną przechadzkę
Odetchnąłem w tym względzie nieco, gdy zanabyłem dla dziecięcia (miało wtedy ponad 2 lata) wózek
jogger -- trójkołowy, lekki i o niskim środku ciężkości. Można było jechać nim (w celu omijania zaparkowanych bezmyślnie samochodów) po porozjeżdżanych trawnikach, wciągać na murki (tylne koła wystawały poza obrys i nadawały się do jazdy po pionowej ścianie, a w jednym przypadku -- po boku i masce samochodu, który parkował dociśnięty zderzakiem do ściany. Rozglądałem się wtedy czujnie i miałem
Hundegas na podorędziu, aby ostudzić w razie czego temperament właściciela...)
Conieco działają vlepki -- w Berlinie ADFC*) ma cały komplet -- ze znakiem drogi rowerowej, chodnika i wózka inwalidzkiego -- i napisem "
Parke nicht auf unsere Wegen!" (nie parkuj na naszych drogach!).
Kiedyś widziałem emeryta-
rootaktywistę z teczką (skórzaną, zabytkową, zapinaną na pasek!), z której wystawał dyskretnie czubek dużego gwoździa... Odgłosy, jakie to ustrojstwo wydawało, drąc po lakierze, wywoływały gęsią skórkę
Środka do usuwania powłok lakierniczych (półprzezroczysty żel), aplikowanego ze strzykawki nikomu nie polecam -- co prawda powoduje burchlenie lakieru i odskakiwanie od blachy w ciągu minuty, ale jest mocno alkaliczny i można się poparzyć...
*) ADFC -- Allgemeine Deutsche Fahrrad Club -- Ogólnoniemiecki Klub Rowerowy.