miroslavka napisał(a):
Skoro Pańskie koleżanki nie wchodzą na pasy przed samochód, w którym jedzie kobieta, to bardzo dobrze. Z jakiej odległości można zobaczyć wyraźnie twarz kierowcy? Z 10 metrów? To lepiej niech nie wchodzą, rzeczywiście.
Poza najechaniem (zwanym w prasie eufemistycznie "potrąceniem"*)), pieszy moze znaleźć się także w sytuacjach mocno niemiłych -- np. lubiane w pewnych kręgach kierowców puszczenie pieszego przed samochód, a następnie porykiwanie silnikiem, czy ruszanie, gdy cel znajduje się +/- pomiędzy reflektorami.
Poza tym -- najechanie nie musi następować przy prędkości umdziesięciu kilometrów na godzinę -- samochód ma na tyle dużą masę i moc, że jest w stanie zrobić poważną krzywdę poruszając się z prędkością marszu. Co prawda w Warszawie wypadki spowodowane próbami osiągnięcia V=Zię-1 są popularne, a samochody zachowują się wtedy nie jak pojazdy, a jak kręgle, odbijają i wpadają w przystanki, przejścia dla pieszych itp., dając zadziwiające wyniki pod względem liczby trafionych.
*) w/g mnie prawidłowe logicznie i semantycznie będzie stwierdzenie "w centrum handlowym potrącił mnie grubas, pędzący do McDonalda", a nie stosowanie tego określenia do sytuacji, gdzie klientowi połamało nogi, miednicę i uszkodziło kręgi szyjne od rzucenia o maskę, można dodać jeszcze rany cięte spowodowane wycieraczkamimiroslavka napisał(a):
Porównanie kobiet do suk - bezcenne.

Odnosi się to także do innych ssaków stadnych, nie znajduje zastosowania wobec kotowatych, które są terytorialne i funkcjonują według innego wzoru. Podałem jako przykład psy, bo mieszkaniec miasta ma szansę spotkać się z nimi częściej, niż z szakalami, kojotami (wilki mają nieco inną hierarchię).
miroslavka napisał(a):
Stereotypy, jakimi posługują się co co niektórzy panowie, nasuwają pomysł zobaczenia statystyk.
Rozumiem, że kobiety, te eteryczne i doskonałe istoty, stereotypami nie posługują się nigdy, w przeciwieństwie do ciemnych, tępych, prymitywnych i owłosionych samców?
BTW, stereotypy, czy też tworzenie pewnych uproszczeń poznawczych, ułatwia funkcjonowanie. W brytyjskim poradniku dla cyklistów czytałem opisy rozmaitych samochodów pod kątem zagrożenia dla rowerzysty. Najlepiej wypadał tam rodzinny van Volvo, najgorszy (obok ciężarówki) był wieloletni tuningowany Rover-2000 z naklejkami, prowadzony przez młodzieńca. W Polsce do tej kategorii zalicza się czarne BMW z przyciemnianymi szybami, emitujące BUM-BUM-BUM... Kiedyś omal nie przewróciłem się z wrażenia, gdy taki wehikuł zatrzymał się kiedyś przed przejściem dla pieszych, zwalniając ze sporej prędkości, żeby mnie przepuścić (byłem sam, a nie z tłumem innych przechodniów)... Jednak, pomimo tego doświadczenia, nadal nie pcham się przed takie pojazdy.
miroslavka napisał(a):
W jednym z blogów opisujących list doktora, w komentarzach pojawił się ciekawy link, a że został skasowany, pozwolę sobie przytoczyć go tu:
http://blogdebart.pl/2009/09/01/pan-doktor-pisze-list/Zajmująca lektura. Pod różnymi względami.
