johnkelly napisał(a):
To jest kwestia przede wszystkim nauczycieli. W klasie 1-3 miałem takie nauki i to beż żadnych podręczników tylko na zasadzie pogaduch nauczycielki, w klasie 4-8 nie miałem nic (nawet wycieczek

co powinno dać wyobrażenie w kwestii zaangażowania nauczyciela-wychowawcy w pracę).
No o kursach na prawko i innej edukacji to już na priv nieco pogawędziliśmy. Zdanie mamy takie samo - jest źle.
johnkelly napisał(a):
W kwestii "rozjedź mnie, a dopiero Ci pokaże" to ciekaw jestem jakie byłyby komentarze gdyby kobieta z wątku nie wyszła przed samochód, tylko przed rower w okolicznościach sprowadzających się do gwałtownego hamowania rowerzysty

.
Najlepiej przetestuj to na jakimś typowo rowerowym forum, albo na grupie pl.rec.rowery. Obstawiam, że możesz się mile zdziwić. Przynajmniej ja na grupie nieraz czytałem posty przyznające rację pieszym, czy kierowcom. Nie ma wśród rowerzystów jakiś zmowy, więzów krwi, czy innej tam solidarności jajników

Choć oczywiście osoby z klapkami na oczach też na pewno się znajdą.
johnkelly napisał(a):
Dokładnie. Przy czym problem jest raczej tej natury, że decydentom nie zależy na ich stosowaniu, więc projektanci olewają takie niuanse. U mnie "nie dało się" zbudować DDRiP stosownej szerokości w szczerym polu.
To dość częste niestety. My ostatnio regularnie "walczymy" z Transprojektem Gdańskim. Ostatnio projektant tamtejszy nie umiał oddzielić drogi rowerowej od chodnika mając w zapasie ponad 17m trawnika. Ręce opadają. U faceta każdy nowy projekt to kolejna katastrofa, przeskoczył chyba nawet niesławny BAKS. A niestety sporo tych projektów teraz klepią - św Wincentego, trasa Tysiąclecia, Czerniakowska-BIS (
http://www.zm.org.pl/?a=czerniakowska_bis-098 ).
johnkelly napisał(a):
Raffi napisał(a):
O ciekawy przykład na poparcie mojej tezy, że nidgy nie wiesz, który pieszy jest "nienormalny" i coś odwali. A co jeżeli facet był głuchy, albo niedosłyszący? Tego nie widać po nim, a daje Mu to oczywiste prawo, by nie usłyszeć karetki.
Dlaczego akurat twojej tezy? Ja postawię inna wzorowaną na lansowanej w tej dyskusji: ten pieszy doskonale widział i słyszał karetkę a, że uważał, że ma bezwzględne pierwszeństwo niezależnie od okoliczności to postanowił ukarać kierowcę karetki za to, że ten jechał szybko i go jeszcze popędzał
Jest to możliwe, że tak uważał jak piszesz i że tak robił jak piszesz. Dlaczego uważam, że to potwierdza moja tezę? Jeżeli tak było jak piszesz, to facet chciał oddać życie "za wiarę w swoje pierwszeństwo" i karać kierowcę karetki, że próbuje zdąrzyć na czas by uratować komuś życie - czyli jednym słowem normalny to ten pieszy raczej nie był

johnkelly napisał(a):
Ano. Ale jeśli w zamian będzie się tłukło pieszemu do głowy, że on ma zawsze pierwszeństwo to będziesz miał wzrost śmiertelności na pasach bo to przecież kierowca ma obowiązek uważać i mu ustąpić.
Doświadczenia państw Zachodu i tamtejsze statystyki wypadków twierdzą coś zgoła innego. Holandia, mająca takie przepisy jest państwem z takim poziomem bezpieczeństwa na drogach, którego Polska jeszcze przez najbliższe dekady nie da rady osiągnąć. Nie uważam tego za zbieg okoliczności.
Gdyby takie rzeczy zdarzały się "od przypadku", to Polskie eksperymenty z robieniem wszystkiego na opak, czyli np stawianiem "odpromienników energoterapeutycznych" na niebezpiecznych skrzyżowaniach już dawno postawiłyby nas w czołówce Europy pod względem bezpieczeństwa. A jesteśmy w ogonie. Właśnie dlatego, że chcemy ten sam cel koniecznie osiągnąć innymi metodami niż wszyscy.
johnkelly napisał(a):
To fakt, ale to sprawdziłoby się tylko np w śródmieściu Warszawy (Wilcza, Hoża itp) ale na Marszałkowskiej już nie.
Na Marszałkowskiej
przy obecnej jej szerokości, już nie. Przy czym mowa o odcinku od Konstytucji na północ.
Bo na południowej części ulicy (od Konstytucji do Puławskiej), moim zdaniem działałoby świetnie. Poza tym Wilcza, Hoża, Grzybowska, Żelazna i setki innych... to wcale nie są ulice, na których nie ma wypadków. To, że gdzieś rozwiązanie się nie sprawdza, nie znaczy, że należy z niego wszędzie całkowicie rezygnować.
W Berlinie też nie mają uspokojenia ruchu wszędzie. Ale 70% ulic nim objęli. Właśnie tych mniejszych, węższych, o mniejszych (bardziej lokalnym) ruchu. Schared Space też jest stosunkowo nieczęstym rozwiązaniem (jeszcze).
Tymczasem u nas nie robi się zupełnie nic. Bo jak na Marszałkowskiej się nie da, to i Hożą, Wilczą i inne zostawmy jak jest. I to jest błąd - świat nie kręci się wokoło kilku głównych ulic. Wręcz przeciwnie - ulic mniejszych jest więcej i to nimi należy się zająć w pierwszej kolejności. Na trasach przelotowych wypadki są spektakularne, bo zdarzają się przy wysokiej prędkości (jak dzwon Zientarskiego), jednak duża liczba wypadków zdarza się na takich ulicach jak np Korkowa. A tam uspokojenie ruchu pasuje jak ulał.
johnkelly napisał(a):
Raffi napisał(a):
[...]
Porządny człowiek (ten znajomy). Możliwe, że uratował facetowi życie. Oby więcej takich ludzi.
Tym razem pewnie uratował, niemniej chyba bardziej przejmował się losem kierowcy, który mógłby pijaka trafić.
Pobudki mnie nie interesują. Czyn się liczy. Przecież prawda jest taka, że duża część, jeżeli nie większość działań społecznych zaczyna się w interesie własnym. Przykład: krawężnik, który dzięki zgłoszeniu obniżono wszystkim rowerzystom, nie przeszkadza i temu, kto go zgłosił. A zapewne po nim jeździł, bo inaczej nie wiedziałby o jego istnieniu

Ja nie widzę nic złego w fakcie, że ludzie zajmują się sprawami społecznymi z pobudek własnych. Ostatecznie w końcu pomagają wszystkim.
johnkelly napisał(a):
Raffi napisał(a):
Ja kiedyś miałem dwa podobne zdarzenia (jedno niedawno). Jedno z nich to pijaczka łażąca po estakadach trasy toruńskiej przy Modlińskiej. Wyglądała co chwila na dół pod estakady, tak jakby czegoś tam szukała (chciała skoczyć?).
Na szczęście udało się ją zdjąć z estakady zanim skoczyła, albo zanim coś ją rozjechało. Choć na Policję też trzeba było czekać 45 minut! Ciekawiło mnie tylko jedno - widoczną dla mnie z kilkuset metrów Babę zanim do niej dojechałem rowerem minęło z dobre sto pojazdów. Nikt nie zareagował. Kazdy pewnie przeklinał sobie pod nosem, że baba łazi między autami i stwarza zagrożenie, ale NIKT nic z tym nie zrobił.
Nie bardzo kojarzę miejsce o którym piszesz, niemniej osobiście miałbym pewne zahamowania przed zatrzymywaniem się w takim miejscu. Ze względu na moje własne bezpieczeństwo. Ale - nie znam miejsca więc nie wypowiadam się.
Najwyższa estakada na węźle z Modlińską. Czyli ta do zjazdu z Grota w Modlińską. Jest tam szeroki na około 2m pas wyłączony z ruchu, spokojnie można się zatrzymać nie tylko rowerem, ale i ciężarówką. My głównie z niego działaliśmy, pomiędzy pojazdy staraliśmy się nie wchodzić. Baba za to łaziła gdzie popadnie, ale i tak nie dawała się do siebie zbliżyć, więc niewiele mogliśmy zrobić (każdy nasz krok w jej kierunku to jej krok w tył). Tylko uspokajać sytuację, machać kierowcom by zwolnili i tak ustawiać się względem babki, by nie właziła między auta, ani nie miała czasu by myśleć o skakaniu. Krótko mówiąc - zajęliśmy jej czas

Możesz być spokojny - gdyby to nie było bezpieczne, to bym tam nie zatrzymał. Najgorszy ratownik, to martwy lub ranny ratownik - bo nie dość, że nie pomógł, to jeszcze dodał siebie do listy ofiar. Bardzo wiec zwracam uwagę, by mojego bezpieczeństwa w takich sytuacjach nie zaniedbywać.
EDIT: Przy okazji przepraszam Cię, na priv odpowiem zapewne z opóźnieniem.