Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 86 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: So sie 29, 2009 1:10 
Offline
Stały Bywalec

Dołączył(a): Śr kwi 29, 2009 9:47
Posty: 112
Czytam ten wątek, czytam, aż zacząłem się zastanawiać nad własną jazdą. Jestem rowerzystą bez prawka. Zdarza mi się popełniać podobne grzeszki, jakie wytykam u kierowców, tylko w mniejszym - rowerowym - wydaniu. Jadę zbyt pewny pierwszeństwa, nie traktuję innych uczestników ruchu jak debili, naginam lub łamię "nieżyciowe" przepisy, kozaczę na żółtym świetle. Nie często, ale jednak.
Jak jadę ostrożnie (boję się dzieci jak ognia), to klnę pod nosem na jakość infrastruktury (niewydzielona ścieżka).


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: So sie 29, 2009 1:12 
Offline
Zielony Oszołom

Dołączył(a): So cze 09, 2007 14:46
Posty: 984
Lokalizacja: Belany
Cytuj:
:arrow: "Zastanówcie się kierowcy i nie bądźcie za bardzo uprzejmi dla pieszych, zwłaszcza na dwupasmowych jezdniach. Kierowca jadący prawym pasem zatrzymując się przed /przejściem powinien zdawać/ sobie sprawę że jadący lewym może nie zareagować"


To często spotykana i wyjątkowo ohydna wypowiedź. Nie ma to, jak znaleźć wytłumaczenie dla własnego zuchwałego stylu jazdy i uwikłać w poczucie winy praworządnego człowieka. Przerzucanie odpowiedzialności. Wciąganie do bagienka.

Rozważam jeżdżenie ze stale włączoną kamerą. Bo za każdym razem gdy to widzę, z bezsilności aż chce się krzyczeć. Widziałem filmik, na którym "L"-kę (czy raczej sam. egzaminacyjny) z włączonym wideorejestratorem ktoś wyprzedził na pasach omal nie potrącając pieszych. Ponoć nagranie było później dowodem przeciwko temu draniowi.

Tylko nie wiem, czy nie trzeba mieć jakości HD dla rozpoznania rejestracji ;-) inny, więcej szczęścia niż rozumu, numer z wysepką, wyprzedzaniem i truchtaniem (drastyczne) kierowca nadsprytny

pirat białostocki - filmik nie działa ;-(
Cytuj:
Policjanci ukarali 27-letniego kierowcę dziesięcioma punktami karnymi. Grzywnę wymierzy mu sąd. Funkcjonariusze przekazali mu sprawę, bo w ten sposób pirat może być ukarany dotkliwiej. Maksymalny policyjny mandat za takie wykroczenie to 500 zł, a przed Temidą grzywna może sięgnąć nawet 5 tys. zł.

Mundurowi przyznają, że coraz częściej dostają nagrania od różnych osób, które rejestrują wykroczenia drogowe. Mają one taką samą wartość dowodową, jak te nagrane przez policjantów.

Ktoś wie, na jakiej karze się skończyło w B-stoku? Może Mocniak kojarzy? :-)

pomysł gorzowskich egzaminatorów
Cytuj:
Egzaminatorzy opowiadali wiele razy, że spotykają na drodze piratów, którzy wyprzedzają w niedozwolonych miejscach, jeżdżą na czerwonym świetle. I wtedy przyszła refleksja: przecież nagrywamy przebieg wszystkich egzaminów, a jedna z kamer cały czas ustawiona jest na drogę.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: N sie 30, 2009 9:23 
Offline
Admin

Dołączył(a): Pt gru 29, 2006 13:11
Posty: 1024
Lokalizacja: Warszawa
johnkelly napisał(a):
Policzyłem bazując tylko na opisie Edwarda. To mogło być w okolicach 12m. A jego prędkość mogła być nawet mniejsza, niż 30km/h jaką przyjąłem. Bo jednak nie uderzył tej kobiety.


Owszem, jeżeli liczysz od momentu wejścia pod koła, na drugiej jezdni (za wysepką). Ja obstawiam, że Kobieta była widoczna wcześniej - od momentu, gdy weszła na pierwszą jezdnię (po lewej od wysepki). I już wtedy było wiadome, że będzie chciała przejść przez przejście (przetruchtać). I w tym momencie ja jako kierowca już bym zwalniał silnikiem - świadomy, że może mi wbiec. Stawiam z resztą, że i Edward tak właśnie robił - bo kto jeździ 30km/h po mieście?

Krótko mówiąc dobre zachowanie Edwarda. Tylko nadal nie rozumiem tych nerwów wokoło sprawy. Pieszy przetruchtał przez drugą jezdnię, na przejściu, doskonale widoczny z daleka (bo gdy truchtał nie jechały auta, które by mogły go zasłonić).

Zamiary pieszego były oczywiste. Przekroczy drugą jezdnię. Już samo to by mnie zatrzymało przed przejściem. Dlaczego? Bo, jak pisałem - nigdy nie można wiedzieć co pieszemu do łba strzeli.

I choćbyśmy bardzo chcieli by było inaczej, nigdy nie będziemy tego pewni - piesi nie są szkoleni, nie ma co do nich żadnych warunków pod jakimi mogą sobie chodzić i nigdy takich warunków nie będzie.

johnkelly napisał(a):
Podnoszenia ręki. Za "moich czasów" w szkole uczyli podnoszenia rąk przy przechodzeniu przez jezdnię.


Szczęśliwy człowiek, co w ogóle doświadczył w szkole wychowania komunikacyjnego, albo chociaż jakiejś lekcji z Policjantem o tym.

Ja, niestety, nie miałem w szkole ani słowa o przepisach, ruchu drogowym, czy czymkolwiek z tym związanym. I to NIESTETY była norma przez wiele lat, do niedawna. Ta norma - skutkuje teraz na drogach. Zarówno u pieszych, jak i u rowerzystów i kierowców - brak nauczania zamienia się w mity jak te cytowane przez Grooba z forum Gazety.


johnkelly napisał(a):
Wiesz, ja zauważam takie niuanse na znakach jak rowerek obok ludzika. Niemniej racja, że obecnie stosowane znaki są mało czytelne i mogą prowadzić do sytuacji stresowych. Niemniej nie uprawnia to nikogo do nieznajomości przepisów w tym zakresie i trucia, że rower to tylko prowadzić.


Akurat znaki pionowe mamy w tym zakresie takie same jak wszyscy dookoła Polski, którzy nie mają tego problemu. Ja osobiście uważam, że tu akurat jest problem z czym innym - pieszy i rowerzysta statystycznie najczęściej patrzą nie na wysokość 2,5m nad ziemię (gdzie są znaki), a pod nogi, na ziemię. A tam oznakowania, a często nawet odróżnienia kolorami chodnika od ścieżki nie ma (w odróżnieniu od zachodu). Naprawdę jako rowerzysta pieszych nie chcę winić w takiej sytuacji. Oczywiście poza przypadkami "rozjedź mnie, a dopiero Ci pokaże" - tak samo jak w przypadku pieszych na jezdni.

johnkelly napisał(a):
Swoją drogą u nas jest ciekawy casus: DDRiP kończy się przed drogą podporządkowaną i zaczyna za nią (tak mówią znaki), ale na podporządkowanej nie ma oznakowanego przejścia dla pieszych (brak znaków pionowych i poziomych). I jak to rozumieć?


Teoretycznie (choć to głupie i wiadomo, że nikt tak nie robi), w takiej sytuacji rowerzysta powinien zejść z roweru i rower przez jezdnię przeprowadzić. Pieszy może tam przechodzić, nawet pomimo braku przejścia. I skręcając w tą uliczkę, musisz pieszemu ustąpić, zupełnie jakby był na pasach.

Wszystko dlatego, że chodnik musi mieć minimalnie 1,5m szerokości, a przejście dla pieszych - 4m. W praktyce przejście to odsuwa się jeszcze o 5m od skrzyżowania, co by auto stojące przed skrzyżowaniem i skręcające w prawo - nie stało na przejściu.

Te dwie rzeczy powodują, ze w okolicach małych skrzyżowań z drogami lokalnymi nierzadko brakuje miejsca na przejazd rowerowy (bo przejazd rowerowy i przejście to już 6m+5m dla auta), a nawet na samo przejście (4m+5m dla auta).

Z resztą ten temat jest obszerny na tyle, że mógłby stanowić oddzielny wątek. Generalnie rozwiązania z sytuacji są, tylko projektanci ich nie znają i nie stosują.

johnkelly napisał(a):
Nikt nie mówi o zakazywaniu picia, niemniej pijak z kilkoma promilami, dość ogólnym kontakcie z rzeczywistością i świadomością miejsca i czasu może ci wyleźć dosłownie zewsząd i zrobić bardzo dziwne rzeczy. Może stać, kiwnąć "jedź pan" i wymaszerować przed maskę.

Bo umówmy się, że nie chodzi o człowieka, który poszedł do pubu i wypił w ciągu (np) trzech godzin (np) cztery piwa.


Ja właśnie uważam, że chodzi głównie o człowieka co idzie do pubu na cztery piwka, nie o zalanego w trupa.

Zalany w trupa albo wcale nie chodzi, albo chodzi tak, że z daleka rzuca się w oczy. Zazwyczaj nie jest w stanie biec, więc od momentu, gdy jest widoczny do momentu az wejdzie na jezdnie ma się mnóstwo czasu. W praktyce tacy ludzie rzadko są potrącani, bo widoczni z daleka i rzucający się w oczy sprawiają, że wszyscy dają po hamulcach i zwalniają.

Tymczasem po czterech piwkach można jeszcze śmiało biegać, chodzić prosto, skakać itp . I nic nie widać, że taka osoba jest podchmielona. A ona już ma znacznie osłabione reakcje, kłopoty z określeniem odległości i prędkości pojazdu na jezdni i tym podobne rzeczy, które powodują, że może wejść pod koła. Co gorsza nierzadko zdarza się, że osoba taka dostaje "małpiej odwagi". Albo zwyczajnie chce przyszpanować przed kimą. Albo idzie ze znajomymi kłócąc się zażarcie o to, czy Polska wygra mistrzostwa świata w piłce nożnej i w ogóle się nie interesuje tym co się dzieje.

johnkelly napisał(a):
Masz rację, ale też nie upraszczajmy sprawy do tego, że wszyscy mają prawo być nieobliczalnymi z wyjątkiem kierowców. Statystyczny pieszy jest w stanie bezpiecznie przekroczyć jezdnię bez wywoływania gwałtownych manewrów wśród kierowców.


Upraszczam dlatego, że takie uproszczenie świetnie się sprawdza na drodze. Pozwoliło mi przez 9 lat jak mam prawko tylko raz hamować z piskiem kół przed przejściem.

Na drodze bowiem wszystko dzieje się szybko. Ja nie jestem Kubica, nie mam czasu zastanawiać się nad tym czy dany pieszy należy do statystycznej większości i umie przechodzić dobrze, czy nie. Muszę JUŻ zadecydować, czy mi wlezie pod koła, czy nie - bo za chwilę nie będę miał już czasu i miejsca na hamowanie.

A że nigdy nie wiem nigdy do końca, czy pieszy jest z tych normalnych, czy z tych nienormalnych - lepiej się jednak zatrzymać. Takie uproszczenie ułatwia znacznie życie mi jako kierowcy. Oszczędza czas potrzebny na rzucenie okiem w lusterko (czy hamowanie nie spowoduje, ze będę miał Kamaza w bagazniku) i spokojne zatrzymanie się.

johnkelly napisał(a):
Mnie np irytują ludzie przechodzący np przez Ujazdowskie w Warszawie po przejściach bez sygnalizacji. Spora część wchodzi na jezdnię i przestaje zwracać uwagę co się na niej dzieje.
Mają pierwszeństwo, ale nie nadpierwszeństwo


Mnie nie irytują. Mają przejście, maja prawo po nim chodzić. Ba, nawet wolę, że chodzą po nim, a mieliby mi wchodzić pod koła gdzieć, gdzie się tego w ogóle nie spodziewam.

Choć faktycznie uważam Ujazdowskie za niebezpieczne, a ich remont (z założenia nie dotykali się jezdni) za spartaczony. Ale nie ze względu na przejścia. Ze względu na to, że na tej długiej prostej sporo kierowców jedzie ponad 50km/h, albo skacze z pasa na pas (kolejne rzeczy, które zawsze będą, choć nikt by ich nie chciał) - co powinno się tam uniemożliwić.

Na takich ulicach bowiem jeden ustępuje pieszemu, a drugi omija tego ustępującego, albo wręcz jadąc z drugiego kierunku, dodaje gazu. Absolutnie nie jest to wina pieszego, tylko nieznajomości przepisów przez kierowców. Dowodem na to chociazby "statystyczne" wypowiedzi cytowane przez grooba. Statystyki mówią, że wyprzedzanie przed pasami i omijanie aut, które zatrzymały się by przepuścić pieszego to najczęstsza przyczyna wypadków na pasach - ale na kursie na prawko się o tym nie dowiesz. Same przejścia też są źle oznakowane - z lewego pasa słabo widać znaki po prawej, a znaków na jezdni, albo nad nią nie ma.

johnkelly napisał(a):
raz widziałem tam jak dreptający pieszy zmusił do hamowania karetkę na sygnale.


O ciekawy przykład na poparcie mojej tezy, że nidgy nie wiesz, który pieszy jest "nienormalny" i coś odwali. A co jeżeli facet był głuchy, albo niedosłyszący? Tego nie widać po nim, a daje Mu to oczywiste prawo, by nie usłyszeć karetki.

johnkelly napisał(a):
Pieszy to akurat ma dość łatwo ocenić intencje kierowcy bo ten nie ma za dużo opcji - najczęściej jedną - przejechać na wprost po pasie ruchu. Pieszy wie którędy będzie się pojazd poruszał, widzi z jaką prędkością, a nawet jest w stanie ocenić czy jest widziany.


100% racji. I jednocześnie NIKT nie uczy pieszego by to robił. Nawet na dzisiejszych lekcjach o bezpieczeństwie pieprzy się nic nie znaczące ogólniki "zachować szczególną ostrożność" nie tłumacząc o co DOKŁADNIE chodzi.

Nie dalej jak 3 dni temu kumpel (nauczyciel) dał mi do przeczytania książkę o tym dla uczniów w wieku około 10 lat (Małgorzata Domańska "Moje pierwsze prawo jazdy - karta rowerowa"). Pomijam błędy w podręczniku, ale z tego konkretnego dowiesz się całej masy różnych definicji i regułek, najczęściej cytowanych wprost, bez szczególnych tłumaczeń pomagających je zrozumieć. I tak, niestety, wygląda większość, jak nie wszystkie książki tego typu!

I weź tu naucz pieszego chodzić :-)

johnkelly napisał(a):
Tylko, że ja oceniam sytuację i wiem co on robi. On stoi w tym miejscu na chodniku bo mu wolno tu stać. On po prostu stoi. I tylko tyle. Nie chce przejść bo miał okazję. Stoi i się rozgląda. Powszechne, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach.


I nigdy nie wiadomo, który stoi i ogląda sobie pół dnia jak rdza zżera przejeżdżające auta, a który rozgląda się gdzie pobiegło jego dziecko, za którym zaraz wskoczy Ci pod koła.

Bezpieczeństwo to złudzenie. Im więcej wydaje się nam, że go mamy, tym mniej bezpiecznie w danej chwili jeździmy i łatwiej o wypadek. Zauważono to na Zachodzie i w miastach "podstępnie" zabiera się ludziom poczucie bezpieczeństwa. Zwężenia jezdni, przewężenia faktyczne i optyczne, zakrzywianie toru jazdy, tworzenie skrzyżowań równorzędnych, równanie poziomu chodnika z jezdnią - wszystko to służy jednemu celowi - zabrać poczucie bezpieczeństwa, by ludzie bali się jechać szybko.

Na całość poszli tworząc tzw "shared space" - polikwidowano wszystkie znaki i sygnalizacje świetlne, jezdnia od chodnika różni się tylko kolorem, a pieszy łazi jak chce. Obowiązuje tylko kilka zasad: pieszy ma pierwszeństwo, jadący z prawej ma pierwszeństwo. Liczba wypadków i stłuczek spadła do zera - właśnie dzięki odarciu z poczucia bezpieczeństwa (także pieszych) i wprowadzeniu niesamowicie prostych i zrozumiałych nawet dla pięciolatka zasad.

johnkelly napisał(a):
Słyszałem o zdarzeniu drogowym w którym małżeństwo się kłóciło tuż przy pasach no i mężczyzna, gestykulując, wyciągnął rękę tak niefortunnie, że uderzył w przejeżdżający samochód.


Zdarzenie incydentalne, z oczywista winą pieszego. Myślę, że równie dobrze można by rozmawiać o spadających meteorytach. Ja jednak wolałbym wrócić do tematu ;-)


johnkelly napisał(a):
Raffi napisał(a):
[...]Pytanie zatem, czy zależy nam na sprawiedliwości, czy mniejszej liczbie ofiar?


Mniejszej liczbie ofiar,


Cieszę się, że tak mówisz. Bo, niestety, jak się człowiek dobrze zagłębi w przepisy ruchu drogowego, to One nigdy nie miały za zadanie być sprawiedliwe! Nigdy sprawiedliwe nie były, teraz nie są, i pewnie nigdy nie będą sprawiedliwe.

Tymczasem większości ludzi się wydaje, że jest możliwe zachowanie i sprawiedliwości i bezpieczeństwa - naraz. I to jest złudzenie z którego musimy się wyleczyć, by rzeczywiście poprawić bezpieczeństwo.

johnkelly napisał(a):
ale to musi poprzedzać edukacja oraz działania policji. Jednak pijanych jest więcej niż matek biegnących do chorego dziecka. Pijanych łatwiej usunąć z przestrzeni publicznej bo są dość zauważalni.


Oczywiście się zgadzam, działania Policji są konieczne, nieodzowne. Edukacja także.

johnkelly napisał(a):
Inaczej dojdziemy do absurdu zamykania kierowców za to, że jadąc z przepisową prędkością przejechali śpiącego na drodze pijaka.


A tu pełna zgoda, to byłby absurd. Nie powinien mieć miejsca.

johnkelly napisał(a):
Znajomy jechał po zmroku do Lublina i ledwo takiego wypatrzył. Jak go zaczął usuwać z drogi to nie dość, że mało nie dostał po twarzy to jeszcze pijaczyna zaczął iść asfaltem zygzakując. Znajomy jechał za nim na awaryjnych i naprowadzał przez telefon na siebie policję.


Porządny człowiek (ten znajomy). Możliwe, że uratował facetowi życie. Oby więcej takich ludzi.

Ja kiedyś miałem dwa podobne zdarzenia (jedno niedawno). Jedno z nich to pijaczka łażąca po estakadach trasy toruńskiej przy Modlińskiej. Wyglądała co chwila na dół pod estakady, tak jakby czegoś tam szukała (chciała skoczyć?).
Na szczęście udało się ją zdjąć z estakady zanim skoczyła, albo zanim coś ją rozjechało. Choć na Policję też trzeba było czekać 45 minut! Ciekawiło mnie tylko jedno - widoczną dla mnie z kilkuset metrów Babę zanim do niej dojechałem rowerem minęło z dobre sto pojazdów. Nikt nie zareagował. Kazdy pewnie przeklinał sobie pod nosem, że baba łazi między autami i stwarza zagrożenie, ale NIKT nic z tym nie zrobił.

Dlatego tym lepiej, że Twój znajomy reaguje! To warte pochwały, bo powinno być normą. W ten sposób sami pomożemy wyeliminować pijaków, samobójców i wariatów z dróg. Bo choć Policja powinna się tym zająć, wszyscy wiemy, że nie może być wszędzie naraz.

_________________
Pozdrawiam rowerowo - Rafał 'Raffi' Muszczynko
__________________________________________________
Jeździć możesz powoli, ale myśleć musisz szybko ;-)


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: N sie 30, 2009 9:38 
Offline
Admin

Dołączył(a): Pt gru 29, 2006 13:11
Posty: 1024
Lokalizacja: Warszawa
Groob napisał(a):
Natomiast spora część komentarzy pod newsem zdaje się potwierdzać tezę dr. Osadzińskiego.

    :arrow: "Nie lubie kobiet za kółkiem ale w 100% stwierdzam, że nie była to jej wina, a raczej wina kierowcy autobusu który zobaczył 3 młode lachony i jak nigdy zatrzymał się na pasach zasłaniając wszystko i kobieta jadąca obok nie widziała tych dziewczyn"
    :arrow: "Zastanówcie się ierowcy i nie bądźcie za bardzo uprzejmi dla pieszych, zwłaszcza na dwupasmowych jezdniach. Kierowca jadący prawym pasem zatrzymując się przed sobie sprawę że jadący lewym może nie zareagować"
    :arrow: Kierująca nie miała szans dostrzec przechodzących. Nie wiem, jakie jest prawo, ale jako piesze kobiety zachowały się bezmyślnie. Wiadomo, że kierowca może nie zauważyć ich, skoro część przejścia zasłania mu autobus, zatem czy tak trudno jest spojrzeć, czy za autobusem nic nie jedzie? (zasada ograniczonego zaufania). Nie wiem, kto ponosi winę za wypadek (moim zdaniem powinny piesze)


To jest przerażające.


To są typowe mity funkcjonujące w społeczeństwie. Rezultat braku odpowiedniego przygotowania kierowców na kursach i postawienia wykrzyknika na zrozumienie, a nie wkuwanie regułek o szczególnej ostrożności:

Ad 1. Autobus zasłonił. Oczywiste, nikt nie polemizuje. Duży był, zasłonił na pewno. Tylko w takiej sytuacji, bez widoczności co jest z przodu - wyprzedzać ani omijać autobusu NIE WOLNO. Nawet, gdyby tam w ogóle nie było przejścia.

Ad 2. Fakt, warto się zastanowić. Myślenia nigdy za mało. Ale nie wolno NIGDY nadinterpretować sobie tego jako: mogę się nie zatrzymać. Zastanawiaj się do woli - ale pierwszeństwa ustąp, bo to obowiązek.

Ad 3. Przy braku widoczności nie wyprzedzamy. A w ogóle to nawet gdyby widoczność była idealna, to też nie wyprzedzamy przed przejściem. Nawet, gdy nie ma na w okolicy żadnego pieszego.

Ja tam nie mam najmniejszej wątpliwości, kto zawinił. Złamano co najmniej dwa przepisy - wyprzedzanie w miejscu niedozwolonym (przed przejściem), nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu (na przejściu). A może był trzeci - omijanie pojazdu, który zatrzymał się by przepuścić pieszego.

To najczęstsze przyczyny wypadków na przejściu. Jednocześnie najbardziej "premiowane" przez policję. 10 punktów karnych i 500zł jest nawet wtedy, gdy pieszemu nic się nie stało. Warto to sobie uświadomić.

Przy okazji paradoks prawny - 500zł i 10 pkt, gdy nie doszło do potrącenia, 500zł i 6 pkt karnych gdy byłoby potrącenie nie będące wypadkiem (czyli gdyby pieszy po nim pozostawał w szpitalu krócej niż 7 dni). Zakręty polskich przepisów jeszcze długo nie zostaną wyprostowane.

_________________
Pozdrawiam rowerowo - Rafał 'Raffi' Muszczynko
__________________________________________________
Jeździć możesz powoli, ale myśleć musisz szybko ;-)


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: N sie 30, 2009 12:18 
Offline
Zielony Oszołom

Dołączył(a): So cze 09, 2007 14:46
Posty: 984
Lokalizacja: Belany
Raffi napisał(a):
Cytuj:
:arrow: "Zastanówcie się ierowcy i nie bądźcie za bardzo uprzejmi dla pieszych, zwłaszcza na dwupasmowych jezdniach. Kierowca jadący prawym pasem zatrzymując się przed sobie sprawę że jadący lewym może nie zareagować"


Ad 2. Fakt, warto się zastanowić. Myślenia nigdy za mało. Ale nie wolno NIGDY nadinterpretować sobie tego jako: mogę się nie zatrzymać. Zastanawiaj się do woli - ale pierwszeństwa ustąp, bo to obowiązek.


E-e. Nie. Obawiam się, że kwestia pierwszeństwa przekraczania przejścia jest w Polsce nierozstrzygnięta prawnie. Chyba że się mylę? Oczywiście mowa o sytuacji, gdy nie ma pieszego już na przejściu ani wchodzenia wprost pod koła.

Z braku uregulowania, ugodowo, zaproponowałbym żeby w relacji (pieszy przed przejściem - kierowca) miał pierwszeństwo obiekt nadciągający z prawej ;-D A na jednokierunkowych - pieszy.

Raffi napisał(a):
Ad 3. Przy braku widoczności nie wyprzedzamy. A w ogóle to nawet gdyby widoczność była idealna, to też nie wyprzedzamy przed przejściem.


Przyszło mi do głowy, że to jest problem rozróżniania pojęć!

Formalnie przejeżdżanie z lewej obok jadącego w tym samym kierunku to wyprzedzanie. A w głowach siedzi skojarzenie tej nazwy z pełnym "manewrem wyprzedzania". Z kierunkowskazem, lusterkami, etc. Może właśnie to przyczynia się do beztroski kierowców?


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: N sie 30, 2009 20:44 
Offline
Admin

Dołączył(a): Pt gru 29, 2006 13:11
Posty: 1024
Lokalizacja: Warszawa
pduncz napisał(a):
E-e. Nie. Obawiam się, że kwestia pierwszeństwa przekraczania przejścia jest w Polsce nierozstrzygnięta prawnie. Chyba że się mylę? Oczywiście mowa o sytuacji, gdy nie ma pieszego już na przejściu ani wchodzenia wprost pod koła.


Jak już wejdziesz na przejście i nie włazisz wprost pod koła, masz pierwszeństwo. Ale zanim postawisz nogę na przejściu - nie masz go teoretycznie. Do tego dochodzi przepis o nie wchodzeniu bezpośrednio pod koła (czyli nie wchodzeniu kiedy? 5m od auta? 15m? 35? 150m?). Wszystko to powoduje niejasności, nadinterpretacje obu stron, a w konsekwencji wypadki.

M.in. dlatego tak bardzo chwale przepisy holenderskie. Wszystko to, co u nas zajmuje kilka paragrafów i ustępów i jest zakręcone jak górska serpentyna, zmieścili tam w jednym prostym zdaniu, którego po prostu nie da się zrozumieć na opak.


pduncz napisał(a):
Raffi napisał(a):
Ad 3. Przy braku widoczności nie wyprzedzamy. A w ogóle to nawet gdyby widoczność była idealna, to też nie wyprzedzamy przed przejściem.


Przyszło mi do głowy, że to jest problem rozróżniania pojęć!

Formalnie przejeżdżanie z lewej obok jadącego w tym samym kierunku to wyprzedzanie. A w głowach siedzi skojarzenie tej nazwy z pełnym "manewrem wyprzedzania". Z kierunkowskazem, lusterkami, etc. Może właśnie to przyczynia się do beztroski kierowców?


Zapewne masz rację. Wielu kierowców nie zdaje sobie sprawy, że gdy jedziesz sobie po prostu swoim pasem obok wolniejszego auta, też je wyprzedzasz. To taki sam manewr wyprzedzania, jak gdybyś zmieniał pas, migał "kierunkiem", przekraczał oś jezdni itp. Takie same są też obostrzenia i miejsca, gdzie wyprzedzać nie wolno.

Na pewno jest o tym na kursie i egzaminie - zagadnienie to non stop przewija się przez pytania, ile razy nie postanowie sobie sprawdzić czy jeszcze pamiętam przepisy. Ale chyba faktycznie jest na to kładziony zbyt mały nacisk, bo wielu kierowców ma z tym problemy.

_________________
Pozdrawiam rowerowo - Rafał 'Raffi' Muszczynko
__________________________________________________
Jeździć możesz powoli, ale myśleć musisz szybko ;-)


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn sie 31, 2009 1:15 
Offline
Zielony Oszołom

Dołączył(a): So cze 09, 2007 14:46
Posty: 984
Lokalizacja: Belany
Raffi napisał(a):
Ale zanim postawisz nogę na przejściu - nie masz go teoretycznie.


Ale czy wtedy ktokolwiek w ogóle ma to pierwszeństwo? Na jakiej podstawie?


Raffi napisał(a):
Na pewno jest o tym na kursie i egzaminie - zagadnienie to non stop przewija się przez pytania


Niestety, na kursie przewija się non stop głównie gadka "tak macie jeździć na kursie i na egzaminie, ale w rzeczywistości nikt tak nie jeździ i wy też nie będziecie"...

Przy czym to "niestety" jest skierowane zarówno do prowadzących kurs, jak i autorów niektórych co słabszych (czyt. np. nieegzekwowalnych) rozwiązań prawno-drogowych.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn sie 31, 2009 7:47 
Offline
Admin

Dołączył(a): Pt gru 29, 2006 13:11
Posty: 1024
Lokalizacja: Warszawa
O, dotknąłeś ważnego tematu. Życiowości prawa. U nas funkcjonują jeszcze rózne takie dziwolągi prawne, które dziś nie mają racji bytu lub zmniejszają bezpieczeństwo.

Przykład to zakaz używania migających lampek rowerowych. Każdy wie, że są oszczędniejsze (bateria starcza na dłużej) i lepiej widoczne. I nawet Policja nieoficjalnie mówi, że są lepsze. Ale są zakazane.

Tak samo wożenie dzieci w przyczepkach rowerowych jest zakazane - choć przyczepki takie są znacznie bezpieczniejsze niż wożenie dziecka na plastykowym foteliku - który jest dozwolony przepisami.

O niejasności przepisów na przejściu już pisałem.

O kolizyjnych fazach skrętu na skrzyżowaniach jeszcze nie, a to też przyczyna wielu wypadków w Warszawie - pieszy wchodzi na zielonym na przejście (względnie rowerzysta wjeżdża na przejazd) w majestacie prawa i może zostać rozjechany przez auta jadące z trzech różnych kierunków. Przy czym auta te w 2 przypadkach też mają zielone - a w trzecim zieloną strzałkę, którą kierowcy interpretują tak samo.

A tych przykładów jest znacznie, znacznie więcej. Rowerowe udało się wspólnym wysiłkiem zebrać i zgłosić do nich poprawki do PoRD. Czy kiedykolwiek wejdą w życie? Nie wiadomo.

Ale reszta, pewnie znacznie większa niż ta lista "rowerowych poprawek" - wciąż czeka na odkrycie.

_________________
Pozdrawiam rowerowo - Rafał 'Raffi' Muszczynko
__________________________________________________
Jeździć możesz powoli, ale myśleć musisz szybko ;-)


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn sie 31, 2009 13:13 
Offline
Stały Bywalec

Dołączył(a): Cz sty 29, 2009 7:20
Posty: 202
Raffi napisał(a):
Owszem, jeżeli liczysz od momentu wejścia pod koła, na drugiej jezdni (za wysepką). Ja obstawiam, że Kobieta była widoczna wcześniej - od momentu, gdy weszła na pierwszą jezdnię (po lewej od wysepki). I już wtedy było wiadome, że będzie chciała przejść przez przejście (przetruchtać). I w tym momencie ja jako kierowca już bym zwalniał silnikiem - świadomy, że może mi wbiec. Stawiam z resztą, że i Edward tak właśnie robił - bo kto jeździ 30km/h po mieście?


Każdy kto nie może więcej: tutaj Edward opisuje, że "było tłoczno".

Raffi napisał(a):
Krótko mówiąc dobre zachowanie Edwarda. Tylko nadal nie rozumiem tych nerwów wokoło sprawy. Pieszy przetruchtał przez drugą jezdnię, na przejściu, doskonale widoczny z daleka (bo gdy truchtał nie jechały auta, które by mogły go zasłonić).

Zamiary pieszego były oczywiste. Przekroczy drugą jezdnię. Już samo to by mnie zatrzymało przed przejściem. Dlaczego? Bo, jak pisałem - nigdy nie można wiedzieć co pieszemu do łba strzeli.

I choćbyśmy bardzo chcieli by było inaczej, nigdy nie będziemy tego pewni - piesi nie są szkoleni, nie ma co do nich żadnych warunków pod jakimi mogą sobie chodzić i nigdy takich warunków nie będzie.


Zachowanie kobiety zmusiło go do gwałtownego hamowania - tak wynika z opisu. Znalazłem gdzieś w necie, że reakcja kierowcy i samochodu to w sumie ponad 0,5s, czyli zostało mu jakieś 8m na fizyczne hamowanie. Nie jest to dużo. Zresztą sam napisałeś, że za wtargnięcie uważasz wejście przed samochód 10-15m, 12m mieści się w widełkach, więc? :)

Zresztą. Tutaj jest kalkulator: http://www.prawko-kwartnik.info/anima/zatrzyman.html

Nie wiem na ile rzetelny, ale jest.

Raffi napisał(a):
Szczęśliwy człowiek, co w ogóle doświadczył w szkole wychowania komunikacyjnego, albo chociaż jakiejś lekcji z Policjantem o tym.

Ja, niestety, nie miałem w szkole ani słowa o przepisach, ruchu drogowym, czy czymkolwiek z tym związanym. I to NIESTETY była norma przez wiele lat, do niedawna. Ta norma - skutkuje teraz na drogach. Zarówno u pieszych, jak i u rowerzystów i kierowców - brak nauczania zamienia się w mity jak te cytowane przez Grooba z forum Gazety.


To jest kwestia przede wszystkim nauczycieli. W klasie 1-3 miałem takie nauki i to beż żadnych podręczników tylko na zasadzie pogaduch nauczycielki, w klasie 4-8 nie miałem nic (nawet wycieczek :) co powinno dać wyobrażenie w kwestii zaangażowania nauczyciela-wychowawcy w pracę).

Raffi napisał(a):
Akurat znaki pionowe mamy w tym zakresie takie same jak wszyscy dookoła Polski, którzy nie mają tego problemu. Ja osobiście uważam, że tu akurat jest problem z czym innym - pieszy i rowerzysta statystycznie najczęściej patrzą nie na wysokość 2,5m nad ziemię (gdzie są znaki), a pod nogi, na ziemię. A tam oznakowania, a często nawet odróżnienia kolorami chodnika od ścieżki nie ma (w odróżnieniu od zachodu). Naprawdę jako rowerzysta pieszych nie chcę winić w takiej sytuacji. Oczywiście poza przypadkami "rozjedź mnie, a dopiero Ci pokaże" - tak samo jak w przypadku pieszych na jezdni.


Jeśli te same znaki daje się opisać dokładnie w ten sam sposób (granatowy kwadrat z białym trójkątem i czarnymi figurami) to IMO jednak jest coś nie tak. To, że między innymi winę za to ponosi brak lub wybiórczo budowana infrastruktura to jedno. Drugie to stosunek do stosunek do innych uczestników ruchu - ale to temat rzeka.

W kwestii "rozjedź mnie, a dopiero Ci pokaże" to ciekaw jestem jakie byłyby komentarze gdyby kobieta z wątku nie wyszła przed samochód, tylko przed rower w okolicznościach sprowadzających się do gwałtownego hamowania rowerzysty ;).

Raffi napisał(a):
[...]

Wszystko dlatego, że chodnik musi mieć minimalnie 1,5m szerokości, a przejście dla pieszych - 4m. W praktyce przejście to odsuwa się jeszcze o 5m od skrzyżowania, co by auto stojące przed skrzyżowaniem i skręcające w prawo - nie stało na przejściu.

Te dwie rzeczy powodują, ze w okolicach małych skrzyżowań z drogami lokalnymi nierzadko brakuje miejsca na przejazd rowerowy (bo przejazd rowerowy i przejście to już 6m+5m dla auta), a nawet na samo przejście (4m+5m dla auta).

Z resztą ten temat jest obszerny na tyle, że mógłby stanowić oddzielny wątek. Generalnie rozwiązania z sytuacji są, tylko projektanci ich nie znają i nie stosują.


Dokładnie. Przy czym problem jest raczej tej natury, że decydentom nie zależy na ich stosowaniu, więc projektanci olewają takie niuanse. U mnie "nie dało się" zbudować DDRiP stosownej szerokości w szczerym polu.

Raffi napisał(a):
[...]
Mnie nie irytują. Mają przejście, maja prawo po nim chodzić. Ba, nawet wolę, że chodzą po nim, a mieliby mi wchodzić pod koła gdzieć, gdzie się tego w ogóle nie spodziewam.


Nie neguję prawa chodzenia po przejściu tylko czasową ślepotę gdy już się na nim znajdą.

Raffi napisał(a):
[...]

Na takich ulicach bowiem jeden ustępuje pieszemu, a drugi omija tego ustępującego, albo wręcz jadąc z drugiego kierunku, dodaje gazu. Absolutnie nie jest to wina pieszego, tylko nieznajomości przepisów przez kierowców. Dowodem na to chociazby "statystyczne" wypowiedzi cytowane przez grooba. Statystyki mówią, że wyprzedzanie przed pasami i omijanie aut, które zatrzymały się by przepuścić pieszego to najczęstsza przyczyna wypadków na pasach - ale na kursie na prawko się o tym nie dowiesz. Same przejścia też są źle oznakowane - z lewego pasa słabo widać znaki po prawej, a znaków na jezdni, albo nad nią nie ma.


Dokładnie.

Raffi napisał(a):
O ciekawy przykład na poparcie mojej tezy, że nidgy nie wiesz, który pieszy jest "nienormalny" i coś odwali. A co jeżeli facet był głuchy, albo niedosłyszący? Tego nie widać po nim, a daje Mu to oczywiste prawo, by nie usłyszeć karetki.


Dlaczego akurat twojej tezy? Ja postawię inna wzorowaną na lansowanej w tej dyskusji: ten pieszy doskonale widział i słyszał karetkę a, że uważał, że ma bezwzględne pierwszeństwo niezależnie od okoliczności to postanowił ukarać kierowcę karetki za to, że ten jechał szybko i go jeszcze popędzał. Kierowca karetki zachował się normalnie - czyli mocno zwolnił przed pasami.

Raffi napisał(a):
100% racji. I jednocześnie NIKT nie uczy pieszego by to robił. Nawet na dzisiejszych lekcjach o bezpieczeństwie pieprzy się nic nie znaczące ogólniki "zachować szczególną ostrożność" nie tłumacząc o co DOKŁADNIE chodzi.

Nie dalej jak 3 dni temu kumpel (nauczyciel) dał mi do przeczytania książkę o tym dla uczniów w wieku około 10 lat (Małgorzata Domańska "Moje pierwsze prawo jazdy - karta rowerowa"). Pomijam błędy w podręczniku, ale z tego konkretnego dowiesz się całej masy różnych definicji i regułek, najczęściej cytowanych wprost, bez szczególnych tłumaczeń pomagających je zrozumieć. I tak, niestety, wygląda większość, jak nie wszystkie książki tego typu!

I weź tu naucz pieszego chodzić :-)


Ano. Ale jeśli w zamian będzie się tłukło pieszemu do głowy, że on ma zawsze pierwszeństwo to będziesz miał wzrost śmiertelności na pasach bo to przecież kierowca ma obowiązek uważać i mu ustąpić. Jest to bardzo niebezpieczne odwrócenie sytuacji gdyż w miastach chodniki idą wzdłuż dróg przez co pieszy, by wejść na przejście, starczy, że da krok w bok. Metr przed maską.

Raffi napisał(a):
[...]

Na całość poszli tworząc tzw "shared space" - polikwidowano wszystkie znaki i sygnalizacje świetlne, jezdnia od chodnika różni się tylko kolorem, a pieszy łazi jak chce. Obowiązuje tylko kilka zasad: pieszy ma pierwszeństwo, jadący z prawej ma pierwszeństwo. Liczba wypadków i stłuczek spadła do zera - właśnie dzięki odarciu z poczucia bezpieczeństwa (także pieszych) i wprowadzeniu niesamowicie prostych i zrozumiałych nawet dla pięciolatka zasad.


To fakt, ale to sprawdziłoby się tylko np w śródmieściu Warszawy (Wilcza, Hoża itp) ale na Marszałkowskiej już nie.

Raffi napisał(a):
[...]
Porządny człowiek (ten znajomy). Możliwe, że uratował facetowi życie. Oby więcej takich ludzi.


Tym razem pewnie uratował, niemniej chyba bardziej przejmował się losem kierowcy, który mógłby pijaka trafić.

Raffi napisał(a):
Ja kiedyś miałem dwa podobne zdarzenia (jedno niedawno). Jedno z nich to pijaczka łażąca po estakadach trasy toruńskiej przy Modlińskiej. Wyglądała co chwila na dół pod estakady, tak jakby czegoś tam szukała (chciała skoczyć?).
Na szczęście udało się ją zdjąć z estakady zanim skoczyła, albo zanim coś ją rozjechało. Choć na Policję też trzeba było czekać 45 minut! Ciekawiło mnie tylko jedno - widoczną dla mnie z kilkuset metrów Babę zanim do niej dojechałem rowerem minęło z dobre sto pojazdów. Nikt nie zareagował. Kazdy pewnie przeklinał sobie pod nosem, że baba łazi między autami i stwarza zagrożenie, ale NIKT nic z tym nie zrobił.

Dlatego tym lepiej, że Twój znajomy reaguje! To warte pochwały, bo powinno być normą. W ten sposób sami pomożemy wyeliminować pijaków, samobójców i wariatów z dróg. Bo choć Policja powinna się tym zająć, wszyscy wiemy, że nie może być wszędzie naraz.


Nie bardzo kojarzę miejsce o którym piszesz, niemniej osobiście miałbym pewne zahamowania przed zatrzymywaniem się w takim miejscu. Ze względu na moje własne bezpieczeństwo. Ale - nie znam miejsca więc nie wypowiadam się.

_________________
Zapraszam na blog: http://www.maciejrozalski.eu
i fotoblog: http://www.maciejrozalski.cal.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Wt wrz 01, 2009 19:45 
Offline
Zielony Oszołom

Dołączył(a): So cze 09, 2007 14:46
Posty: 984
Lokalizacja: Belany
johnkelly napisał(a):
Ano. Ale jeśli w zamian będzie się tłukło pieszemu do głowy, że on ma zawsze pierwszeństwo to będziesz miał wzrost śmiertelności na pasach bo to przecież kierowca ma obowiązek uważać i mu ustąpić.


Johnkelly uporczywie wierzy, że piesi i kierowcy to jakieś osobne, niezależne społeczeństwa. Tłuczenie do głowy pieszym jest złe, i wzrośnie śmiertelność. A że to samo tłumaczenie (że pieszy ma pierwszeństwo) jest kierowane też do przyszłych kierowców, to szczegół.

Naciągniesz WSZYSTKO, żeby tylko nie zmienić status quo?

Prawnie usankcjonowane pierwszeństwo dla pieszych obniża statystyki wypadków. Takie są fakty? Tym gorzej dla faktów!


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 86 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL