Zaryzykowałbym teorię, że owi 'stróże', a także ich przełożeni, uważają, że tak po prostu, z dnia na dzień, zacząć egzekwować prawo byłoby 'nie fair' wobec kierowców, którzy od jakiejś dekady (a może dłużej, ale tego to już nie pamiętam) przyzwyczajani są do tego, że w kwestii parkowania obowiązuje prawo zwyczajowe, a nie stanowione.
Jest w tym ziarnko prawdy. Jeśli przez 10 lat parkowałem samochód na trawniczku pod domem i nikt się tym nie interesował, a przede wszystkim ignorowali to policjanci i strażnicy, którzy przechodzili obok, a teraz nagle ktoś mi samochód odholuje i będę musiał za to zapłacić tauzena, to mam chyba subiektywne prawo poczuć się przez państwo oszukany, nie? (aby uniknąć nieporozumień - prezentuję tu tylko pewną postawę, sam się z nią nie identyfikuję)
Zatem być może te tabliczki SM traktuje jako takie ostrzeżenie, sygnał, że czasy się zmieniają, i muszę sobie póki co znaleźć inny trawniczek (lub przystanek czy chodniczek). Aż w końcu pewnego dnia w całym mieście będą te tabliczki i będzie je można spokojnie zdjąć, bo ludzie będą już wiedzieli, że obowiązują nowe reguły gry i sam zakaz zatrzymywania będzie wystarczał.
Taki scenariusz nie byłby w sumie nawet taki pesymistyczny, tylko nie wiem, czy nie jest to nadinterpretacja obecnych działań SM. Łączy się on bowiem z myśleniem perspektywicznym i długofalowym, a z tym jak wiadomo są u nas kłopoty.

Niestety.

PS: Przykład z trawniczkiem może jest o tyle nietrafiony, że chyba nie montują tych tabliczek przy trawnikach. Niemniej mam nadzieję, że jest jasne, o co mi chodzi.